czwartek, 24 września 2015

Zniknięcie Księżyca

On odszedł, znikł nagle z nocy na noc, nie mówiąc nikomu. Być może porwał go szaleniec z budką, a może po prostu znudził mu się widok Ziemi i uznał, że woli popatrzeć na jakieś inne oblicze, mniej błękitne, mniej zielone, mniej zapchane sztucznymi satelitami. Może był o nie zazdrosny.

A może po prostu wybrał się na kilkumiesięczną jesienno-zimową wędrówkę, włóczęgę w poszukiwaniu nowych melodii. Może poszedł szukać innych gwiazdozbiorów, albo uciekł, przed kradnącym jego splendor Orionem i wielką primadonną Betelgezą, która wkrótce ma dać narodziny arcydziełu, kolejnej czarnej gwieździe. Może doszły doń wieści – że te narodziny, to także jej śmierć i pospieszył, by być blisko i podnosić ją na duchu, gdy będzie umierała.

Niebo bez niego jest dziwne. Nie wiemy czy wróci.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz