niedziela, 3 maja 2015

Alternatywna klatka schodowa trzy

Czy nadal tam jest? Zależy, którą z nich liczyć jako tę właściwą. Sami nie wiemy już, która to z nich. Ale przynajmniej jedna wciąż tam stała w tym roku. A druga? Podejrzewamy, że również, choć niekoniecznie była dostępna.

Zaczęło się jak zawsze od pobudki i busa i pociągu – z poczuciem, że odtąd może być już tylko lepiej – pociągu w tym roku dzielonego z Anth i jej koleżankami (Zosia i Arsis i Ponder i reszta ekipy Gdańskiej niestety w tym roku się nie wybierała). A potem Poznań i spotkanie z ekipą warszawską i wędrówka za tłumem ku wejściu zachodniemu. To jednak była niedogodność tak musieć iść z ważącymi swoje bagażami do najdalszego z wejść. W zeszłym roku było to sensowniej rozwiązanie. Kolejkon jednak był pozorny, szybko się przemieszczał i już wkrótce odnaleźliśmy nasz kawałek pyrkonowej podłogi, zgubiwszy wcześniej Anth i Ljer i Dziamę, które kolejkonu choćby i pozornego nie miały, a do tego spały programotwórczo na antresoli. Ponoć ich podłoga nie była bardziej pobudzająca dla kreatywności niż nasza.

Najpiękniejsza TARDIS całego Pyrkonu :)
 


Spodziewamy się, że się ich nie spodziewaliście.


A oto i sama Betty Nobs.
Wkrótce pojawiła się Betty, której nie widzieliśmy prawie trzy lata i która przez te trzy dni towarzyszyła nam przez większość czasu, zachwycona swoim pierwszym Pyrkonem chyba tak samo mocno, jak my byliśmy zachwyceni naszym pierwszym Pyrkonem. Dobrze nam się też zgrały potrzeby kolejnych punktów programu i zakupowość i jedzenie i jednorożce. Niestety nie udało się nam zahaczyć o games room – tego żałujemy chyba bardziej nawet niż niedostania się na prelekcję o postapokaliptycznych Muminkach. Początkiem było spotkanie whoviańskie (Betty w tymczasie znikła uczyć się rysować komiksy), które jednak bardzo szybko się rozpełzło, mimo że zebrało sporą ilość Gallifreyan. Spotkaliśmy się też redakcyjnie, gdzie zostaliśmy z PT prawie przełamani na pół przez Smoka i musieliśmy mocno przywoływać Betty, gdy wróciła ze swoich rysunkowości, by nas rozpoznała. A potem Dziama i Anth i reszta poszła zwiedzać teren, by się go nauczyć*, a my z Betty i PT poszliśmy na rejestrowaną prelekcję o Barwach Biedy. Betty była zarejestrowana, my nie byliśmy (w ogóle na nic, choć mogliśmy się zarejestrować) a i tak nas wpuścili. Od tego punktu zaczęły się jednorożce (dzięki za jednorożce, Betty), ale za rok my już chyba nie pójdziemy na panel BB. To był nasz drugi i było fajnie, ale jakoś tak rozumiemy po nim, dlaczego organizatorzy chcą co roku jednak nowych rzeczy, a nie powtarzania tych samych prelekcji.

Po Barwach odwiedziliśmy prelekcję o tym jak nie rysować kobiet w komiksie i w grach i wcale nie było o mandze i anime. Było za to przezabawnie i cieszymy się, że Betty namówiła nas na ten punkt programu. Tak jak cieszymy się, że namówiła nas na pokaz krótkometrażowych animacji, z których wcześniej widzieliśmy tylko kilka, co się chwali prowadzącym – pokazali rzeczy niekoniecznie najbardziej znane, ale za to co do jednej dobre i bardzo dobre (chociaż ta robiona markerem w pewnym momencie zaczęła nas nużyć, bo zdawała się donikąd nie zmierzać). No i był Jamniczek - klasyk polskiej animacji. [miłość dla Jamniczka]

Smoki i jednorożce.





Doktor kobietą? Czemu nie. Byleby tylko wykonanie było takie jak trzeba. Doktorowe.

TARDIS i jego Doktor. Ósmy.

Whoviańskie zgromadzenie. Ciekawe o czym dyskutowała pyrkonowa rada Gallifrey.




We found Gallifrey!

Warsztaty rysunku są dziwne.


Pan Tygrysek na smoku (spod ręki Betty Nobs). Epic.
Sobotę zaczęliśmy od rozmyślań egzystencjalnych nad mocami sprawczymi w przecinaniu na pół fragmentów konstrukcyjnych dachu hali noclegowej MTP, a po wstaniu i obudzeniu Betty (i zjedzeniu pyrkonowego śniadania), prelekcją Dziamy i Anth o Orphan Black, podczas której niestety niecnie koncypowaliśmy (Betty rysowała, my wymyślaliśmy) kolejne jednorożce, do opanowania Pyrkonu. Gdzieś w międzyczasie nadszedł czas na kolejne konwentowe zakupy, spotkaliśmy koleżankę Betty, z którą ta przyjechała na Pyrkon, oraz Wariatka, który jednak dość szybko poszedł integrować się z grupą whoviańską, gdy my dalej tworzyliśmy nasze jednorożce. Później było krótkie pożegnanie Pratchetta, przed którym znienacka dosiedli się do nas Aga Drako i Tuner. Pożegnanie było trochę pod kierunkiem niekoniecznie znających Mistrza i skończyło się dość szybko. Potem były też światodyskowe kalambury, w których podczepiliśmy się z Betty pod drużynę ze strony nie dsc.pl i nie UAM-u. No mają oni skuteczny system kalamburowy. Pod koniec Betty znikła na spotkanie z Kiciputkiem, a potem poszłyśmy na prelekcję o tym jak unikać armagedonu – gdzie sala okazała się przepełniona, ale to nic, bo dwie godziny później ta sama prelekcja była w sali anglojęzycznej i tam udało się nam dostać. Prelekcja była... ok. Wcześniej dalej tworzyłyśmy i roznosiłyśmy jednorożce (w tym Jednrożca Helenę dla Dziamy, który trafił do niej wieczorem). Niestety jak już wspomnieliśmy nie udało nam się dostać na prelekcję o Muminkach, więc poszliśmy poczekać na Betty, siedzącą na prelekcji o skandynawskich baśniach, a gdy czekanie okazało się bezowocne ruszyliśmy na whoviańską integrację w sali gastronomicznej, gdzie doznaliśmy kolejnego prawie zmiażdżenia przez Smoka i ciasteczkowej miłości z fezu. Niestety nasz zmęczony mózg, który poprzedniej nocy nie znaznał prawie snu kazał nam dość szybko się zmyć i tym razem przespać się porządniej w poważaniu mając twardość podłogi.

Wyrd Sisters?

Jednorożce są wszędzie (#hoodedjednorożce).



Jednorożec dla Lisich Spraw. Poszukajcie ich koniecznie na facebooku.



„Przydatność plastikowych sztućców w środowisku konwentowym, takoż innych imprez masowych”



Find Wally: wersja Pyrkon 2015.












Redakcyjne integracje. Głupie miny, tribble i śrubokręty soniczne.

Ljerosmok.




Niedzielnym rankiem czekało nas ostatnie Pyrkonowe śniadanie, niedobitki jednorożców, prelekcja o tym jak mówić jak prawdziwy Brytyjczyk, która okazała się dużo lepsza niż podejrzewaliśmy (nie, że spodziewaliśmy się słabej prelekcji, raczej nie aż tak dobrej jaką się okazała), ładowanie telefonu po korytarzach, Pan Tygr Jednorożec od Betty i spotkanie z Kobietą Ślimak na deser. A potem. Potem trzeba było się dopakować i powoli zebrać na pociąg do domu.

W tym roku udało się nam być na większej ilości prelekcji niż w zeszłym roku, ale chyba nie na aż tylu co dwa lata temu. Niestety nie udało nam się spotkać z resztą redakcji discworld.pl – Goose chyba nigdy na ten Pyrkon nie przyjedzie, nieważne jak bardzo będziemy go namawiali, ORety w ostatniej chwili coś dosłownie wyskoczyło, więc nie była w stanie wsiąść do pociągu. W ogóle tegoroczny Pyrkon nie był aż tak wielką okazją do spotykania naszych przyjaciół jak poprzednie. Żałujemy, że nie było tu Zosi, Arsis, Pondera, Esi, Sylwii, Kota, Kyrie, Lofney, Kleszcza i innych, którzy nawet nie deklarowali jakoś bardzo, że chcieliby być. Mimo wszystko dziękujemy tym, których udało nam się choć na chwilę spotkać. Anth, Dziama, Lierre, Smok, Zhalia, Jakub, Aga, Tuner, Raxtus, Ninquelen, Piotr, Stefan, Wariatek, Betty Nobs i wszyscy inni, którzy byliście, nawet jeśli nasz mózg was ze swoich wspomnień chwilowo wyparł: dziękujemy wam za te trzy dni. I do ponownego zobaczenia jak najprędzej.


BU!



Są napiwki. I jest gwiezdny pył.


On już wie co z nim zrobiono. Ale jeszcze tego w pełni nie przetrawił.


Stan naszego umysłu, zwłaszcza w sobotę wieczorem, był bardzo adekwatny do tego obrazka.
Tegoroczny Pyrkon to było dla nas poczucie wielkiej przestrzeni – to poprawa względem zeszłego roku (prawie nie było niedających oddychać tłumów, a przecież pojawiło się więcej ludzi niż w 2014), kiedy dosłownie czuło się jak wielkie tłumy przewijają się przez teren konwentu. Sale prelekcyjne tej wielkości to dobry pomysł. Przeogromna hala targowa też, choć sprawiała, że chcieliśmy mieć jeszcze jeden osobny Pyrkon, który moglibyśmy poświęcić tylko na zakupy i niespieszne podziwiane całego tego dobra zgromadzonego na terenie hali 6A.
A że był to nasz trzeci Pyrkon pojawiło się też poczucie spokoju. Choć możliwe, że nierobienie prelekcji i mniej znajomych na terenie konwentu też miały tu swoje do powiedzenia. Jedyne minusy? Wspomniane na początku tej relacji otwarcie tylko jednego wejścia na teren konwentu. Potem można było przynajmniej wyjść jeszcze północnym wejściem, więc do PKP było bliżej, ale otwarcie wejścia wschodniego chyba nikomu, by nie zaszkodziło. Ach, i chyba nikt też nie obraziłby się na więcej pryszniców.

Tak w ogóle jednak było dobrze. Bardzo dobrze. Może nawet lepiej niż bardzo dobrze. Mamy nadzieję, za rok będzie tak samo, jeśli nie lepiej (i że więcej znajomych i przyjaciół obierze kurs na Poznań w marcu 2016). Oraz, że uda nam się o tym ponownie przekonać na własnej skórze.

Konwentowe nabytki. A moglibyśmy kupić wszystkie, bo wszystkie były piękne.

Zawsze przydatne rzeczy do czytania. Tym razem mniej. I już wszystkie przeczytane.
Prezenty, prezenty...

Czas zinfiltrować to środowisko w poszukiwaniu wiernych agentów T.A.R.C.Z.Y.

Czyżby mapa jeszcze jednego ukrytego miasta Kree?

Sprzymierzeniec? Wróg?

#suspens.

Pan Tygrysek najwyraźniej został posłany z inną misją. Co zrobi Cyberszczur? Co zrobi dyrektor Coulson? Co przyniesie T.A.R.C.Z.Y. jego zesłanie na tę dziwną planetę? To wszystko już w następnym odcinku**.

* W naszym wypadku to bezcelowe, to był nasz trzeci Pyrkon a i tak przy prawie każdym przejściu między budynkami, potrzebowaliśmy tej mapki w programie, którą nam dali, żeby się nie gubić na terenie MTP. Zapewne za kilkadziesiąt lat wciąż będziemy się tam gubić.
** Gdybyście pytali to jednak nie.


PS. Załadowanie tych wszystkich zdjęć do wpisu na naszym bezneciu zajęło parę dni (a dobrze, że w ogóle chciały się ładować). Doceńcie.
Gin & PT

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz