czwartek, 24 grudnia 2015

Akustycznie uzdolniona szafa

Skrzypi rytmicznie i podpowiada ci prawidłowe dźwięki.
Poprawia twą wymowę. Akcentowanie. Znaki przestankowe. Tak, w mowie również się je stawia.
Akustyczna szafa jest ognioodporna i nie da ci się wyrzucić.
Jest skończona, nie prowadzi donikąd – nieskończoność i prowadzenie wykluczałyby jej akustykę.
Nie musisz jej stroić.

sobota, 19 grudnia 2015

Śniegowe schrony

Zdejmuję twarz, a pod nią mam schron. Kryjówkę dla ciała i umysłu, zjednoczenie mnie. Zdejmuję twarz, a pod nią mam śnieg. Opada godzinami nie odkrywając niczego, bo nic do odkrycia – to właśnie pod nim możesz odnaleźć.

Zdejmuję palce i stopy i dłonie i nogi i konstrukt, który nazywają mózgiem – pod nimi kryję się ja. Jestem nieistnieniem ukrytym w zimowym, śnieżnym schronie i tylko ty upierasz się, by widzieć mnie jako człowieka. Nawet, gdy już zdejmę wszystko i pokażę ci kim jestem, ty nie będziesz mnie widzieć.

Wkładam z powrotem ręce i nogi, dłonie i plecy i twarz, wszystko wkładam na swoje miejsce, tworząc złudzenie obecności i tylko mózg chowam gdzieś daleko – poza zasięgiem istnienia. W mej głowie pustką i ciemnością rozbrzmiewa ja.

sobota, 28 listopada 2015

Głodne duchy

Głodne duchy żab. Przeogromne i jakże realne, nie świecą w ciemności, pochłaniają lasy i łąki i miasta i wioski z całą zwierzyną na nich rozpasioną. Nocami pochłaniają całe światy.

Zostawiają puste skorupy, najedzone obserwują świat, obserwują pustkę, milcząco półprzejrzyste, powstrzymują swój rechot. Nie przyszły tu, by się śmiać. Nie przyszły tu, by komunikować.

Najedzone znikną w swym planie rzeczywistości zmierzając ku innym światom. Gdy tam przybędą znów będą głodne.

piątek, 13 listopada 2015

Skorpion i inne naniebne aberracje

Sekretne życie gwiazd. Życie. Myśli. Potrzeby.

Dostrzegasz wzorzec i nadajesz mu imię. To imię cię pochłania, staje się twym wyznacznikiem dla wszystkiego. Nawet nie zauważasz, gdy cię przejmuje na własność, gdy wygląda z twojego wnętrza na świat, spychając „ciebie” coraz bardziej w głąb – aż w końcu znikasz.

Kilkadziesiąt imion. Kilkadziesiąt wzorców. Wierzysz, że coś znaczą.

środa, 4 listopada 2015

Rozmowne krowy

Krowy w kosmosie bywają rozmowne. Bywają. Czy istnieją krowy w kosmosie. Być może. Gdybym poszukał... pójdę i poszukam i wędrował będę długo kosmicznymi bezdrożami, a gdy wreszcie znajdę w nim krowę to z nią porozmawiam.

Pójdę i poszukam... pójdę i znajdę. Jestem kosmiczną krową i od dawna z nikim nie rozmawiałam. Zastanawiam się jak to jest znów usłyszeć swój głos, gdy wypowiada słowa, gdy jama ustna smakuje ich kształty, wypływających strumieniem w przestrzeń kosmiczną w uszy wdzięcznych słuchaczy. Pójdę i opowiem, pójdę i wysłucham.

Gdy myślisz o mnie, ja wiem. Skupiam się wtedy i myślę usilnie, choć nie mogę wiedzieć, czy mam wpływ na kierunki twojej wędrówki, lecz myślę z nadzieją, że usłyszysz me wołanie i przyjdziesz i odnajdziesz mnie. Że porozmawiamy. Więc skupiam się usilnie i sięgam ku twojemu umysłowi, byś usłyszał i przybył.

Zapytasz o me siostry i braci, zapytasz o me ciotki i dzieci, wujów, ojca i matkę. Zapytasz, a ja opowiem. A może nie zapytasz, może tylko przybędziesz i zaczekasz aż sama zacznę opowiadać. Może zapytasz o coś zupełnie innego, nieciekawy genealogii moich najbliższych. To nic, nieważne jak będzie, nieważne czego dotyczyć będzie twoje pytanie. Gdy przybędziesz. Porozmawiamy.

piątek, 23 października 2015

Okrutny żart samoświadomości

Tworzywo stwórcze ludzkości, nieoczywista prawda, a gdyby tak od niego uciec. Uwierzyć w nieśmiertelność, rzucić kości i wypaść na czym innym niż zawsze, nie ukrywać go pomiędzy wierszami, w niewypowiedzianych słowach, uczynić niestałym punktem w czasoprzestrzeni. Zapomnieć.

Aksjomat nieparadygmatyczny: wszyscy o niej nieustannie myślimy, wszyscy wiemy, że dalej nic nie ma, okłamujemy się, że to nieprawda. A potem on przyjdzie i będzie lubił koty. Koty są miłe*.

Zafiksowanie na śmierci. Okrutny żart samoświadomości.


* Dla określonej wartości słowa „miłe”.

środa, 14 października 2015

Homarowe gody

Mój mózg dziś nie pracuje. Rzekł mi, że odmawia i wyłączył się, choć kusiłem go kawą i naleśnikami. Mój mózg nie pracuje. Hello, jestem Homar.

Gdyby mój mózg pracował, powiedziałby mi, co robić. Jak... zostań rybą. Kup marchewkę. Miej gody. Nie. Chwilę. Mój mózg chyba się przepalił w trakcie ostatnich godów, więc jeśliby działał, tego by nie powiedział. I tak nie powie. Wciąż jest obrażony.

Jak tak teraz o tym myślę, może to wcale nie jest mój mózg. Tak, macie rację, to ten z pękniętego słoja, o tam, pływa wpół zanurzony z tym zielonkawym płynie. Nie, w tym przejrzystym, tamto drugie to rzepa. Albo spłowiały burak. Pozostałe są strzaskane, ale nie pamiętam dlaczego. Mózg by mi powiedział, gdyby się nie obraził. Widzicie, zaczyna świecić na niebiesko taki obrażony. [Wzdych] To może wy już stąd pójdźcie, a ja spróbuję naprawić mój mózg.

We’re still dead. We’re even more dead after last ep. 
Za homara możecie winić SuperStefana.

niedziela, 4 października 2015

WELL WELL WELL WELL WELL


Absurd is gone. [For some time]

czwartek, 24 września 2015

Zniknięcie Księżyca

On odszedł, znikł nagle z nocy na noc, nie mówiąc nikomu. Być może porwał go szaleniec z budką, a może po prostu znudził mu się widok Ziemi i uznał, że woli popatrzeć na jakieś inne oblicze, mniej błękitne, mniej zielone, mniej zapchane sztucznymi satelitami. Może był o nie zazdrosny.

A może po prostu wybrał się na kilkumiesięczną jesienno-zimową wędrówkę, włóczęgę w poszukiwaniu nowych melodii. Może poszedł szukać innych gwiazdozbiorów, albo uciekł, przed kradnącym jego splendor Orionem i wielką primadonną Betelgezą, która wkrótce ma dać narodziny arcydziełu, kolejnej czarnej gwieździe. Może doszły doń wieści – że te narodziny, to także jej śmierć i pospieszył, by być blisko i podnosić ją na duchu, gdy będzie umierała.

Niebo bez niego jest dziwne. Nie wiemy czy wróci.

piątek, 18 września 2015

Jesteśmy serią numerów

Każdy z nas. Numery, którymi jesteśmy i którymi są, towarzyszą nam od początku aż do końca, co jakiś czas pojawiają się nowe, część odchodzi, część zostaje nawet dłużej w dziwnej żałobie po nas wciąż używana przez nienas.

Jesteśmy serią dziwnych znaków, których znaczenie sami sobie wymyśliliśmy. Wciąż nadchodzą nowe, część dawnych znika sami nie wiemy: gdzie i kiedy. Nikt poza nami ich nie rozumie i gdy odejdziemy, nikt nawet nie pomyśli, by spróbować je odczytać.

Jesteśmy. serią znaków. serią liczb. czymś więcej. Ale czy na pewno?

Kill The Fez! 3

Prezentujemy wam dzisiaj trzeci numer magazynu Kill The Fez! Czterdzieści stron czystego absurdu, specjalnie dla was.

http://joom.ag/HcJp

czwartek, 10 września 2015

Wędrówka pośród słów

Niepowiązanie. Droga, która zabiera cię w kraj bez znaczeń, która prowadzi pomiędzy nimi. Lasy słów. Mosty i miasta, rzeki i łąki z liter. Drogi z bezsensów. Biel kartki, czerń atramentu – podążaj za nami, a może, jeśli chcesz, odnajdź się pośród nas.

Spójrz w lustro i zobacz maskę. Naucz się słów i rozpoznaj siebie. Z każdym dniem swojej włóczęgi odkrywaj kim jesteś. Zaskakuj się sobą samym.

Słowa to rodzaj masek. Prawda o tobie nie kryje się w nich samych. Bezsensy znaczą o wiele więcej niż się zdaje. Wędrując pomiędzy nimi...

Bądź ostrożny.

sobota, 5 września 2015

Jesień

Pora zanikania. Musisz uważać i sprawdzać czy nie robi się ciebie mniej. Nie, nie chodzi o znikające kilogramy, chudnięcie, czy ucieczkę tych małych tłuszczowych stworków. W ciemności, w dłuższym, cieplejszym świetle, możesz zacząć topić się od środka.

Zdaje ci się, że uciekasz w sen na jawie, lecz to coś innego. W cieple dźwięku, miękkości przestrzeni, chłodzie nocnego deszczu. Pośród niemych zrzucających jesienne liście drzew... Z dnia na dzień będzie cię mniej i mniej aż w końcu znikniesz całkiem i nie odnajdzie cię nikt.

niedziela, 30 sierpnia 2015

Cytryna

Dziwne zwierzę pod postacią owocu. A może to warzywo wyrosłe z materii drzewnej, ze stanu przejściowego między drewnem i drzewem. Któż oprócz niej wie. Twierdzisz, że uśmiecha się do ciebie, lecz to tylko nieożywiona materia, choć zwierzę i nie ma ust, by nimi cokolwiek robić.

Zagrajmy w cytrynę.

czwartek, 20 sierpnia 2015

Labirynt, który był jaskinią

Tak jak jaskinia była labiryntem. Stanowiły jedność, nierozłączną całość. Potem coś pękło, kolejne rysy i zadrapania oddaliły labirynt od jaskini, pogłębiały różnice, z ich powodu zapominał o wciąż obecnych podobieństwach.

Labirynt odszedł, usamodzielnił się i już nigdy nie wrócił. Jaskinia pozostała samotna, przesuwając się, dokonując zmiany, dostosowując do nowej sytuacji, w tempie geologicznym. Po dziś opłakuje utratę labiryntu. Słyszysz to ciche kap. kap. kap. albo plink. plink. plink. To jaskinia płacze za ukochanym.

Pójdź do labiryntu – znajdź jego centrum i odkryj jaskinię. On już nie wróci, choć przecież w nim pozostała. Pójdź do jaskini i odkryj pustkę po labiryncie.

piątek, 14 sierpnia 2015

Jak zepsuć swój mózg

Pozytywnością. Odkryciem. Zatnij się na odkryciu. Bądź zepsuty. Ale my chyba tak nie umiemy. Odkryciem się zachwycimy i pójdziemy za nim dalej patrząc, gdzie nas doprowadzi.

Odkrycia są piękne. Odkrycia stanowią sedno mózgu. Żyjemy dla odkryć.

W sumie to psucie mózgów – nawet swoich własnych – nie jest fajne.

niedziela, 9 sierpnia 2015

Ursusy i Trolle

Walczą o dominację, czy pozostają sprzymierzone i tylko nam zdaje się, że ich sprzymierzenie jest walką. Ursusy mają swoje gwiazdozbiory, lecz na jakim niebie istnieją gwiazdozbiory trolli. Jak dziwne musi być to niebo, by znalazł się na nim troll. Jak niezwykłe.

Może nawet bardziej niż niebo z ursusami. Niebo z ursusami jest niemożebnie niezwykłe. Ciekawe jak niezwykłe byłoby niebo bez gwiazd. Czy byłoby bardziej porażające niż niebo z gwiazdami. Z pewnością dawałoby dużo mniej nadziei.

Ursusy rzekły nam, że niebo miast jest niezwykle smutne. A może to były trolle. I cóż mieliśmy odrzec my? Że niebo gwiazd... miast, jest piękne? Być może, tak.

środa, 29 lipca 2015

Bezruch

Cisza i spokój i trwanie. Najtrudniejsze do osiągnięcia, gdy jest się przejawem chaosu. Właściwie niemożliwe. Zawsze coś drgnie, poruszy się, na którymś z wielu poziomów, pojawi się jak myśl, zmiana, odbicie.

Dążymy do niego mimo wszystko. Czasami. Ale czy bezruch jest nam do czegoś potrzebny. Zatrzymać się w bezruchu, w idealnej harmonii i pozostać tym, czym jesteśmy – spokój największy i największa niemożliwość.

Niepokój. Nasza natura. Być czymś, czym nie jesteśmy. Może byśmy chcieli. Może nie. W bezruchu nie zamrzemy.

niedziela, 26 lipca 2015

Księżycowe ryby

Pływają w suchych oceanach na jego powierzchni, oddychają płynem jego atmosfery, choć nie powinny móc, skrzela powinny być niewydolne przy tak rzadkim płynie jak księżycowy eter. A jednak żyją swobodnie, tak jak ptaki pływają w powietrzu, tak one pływają na Księżycu, żywiąc się księżycowym pyłem, na pył startymi księżycowymi kamieniami.

Kiedyś ponoć na Księżycu były góry wyniesione tektonicznymi ruchami, powolnej księżycowej geologii, lecz dawno już nie ma po nich śladu, księżycowe ryby skruszyły je swymi zębami, ogryzając warstewka, po warstwie, spijając drobny, księżycowy pył, aż nie pozostała ani jedna góra, a górotwórcze ruchy ustały. Kratery meteorytów to ponoć także ich robota, wygryzły je – część z nich – w księżycowej glebie. Wygryzły ogromne morza po jasnej stronie i mniej ogromne kratery po części ciemnej strony.

Księżycowe ryby trzymają się z dala od tego gładkiego obszaru na Księżycu. Nikt nie wie dlaczego, a one – choć podobno nie są nieme – nie odpowiadają na pytania.

piątek, 17 lipca 2015

Sól

Sól w mym domu twierdzi, że nie jest słona. Eksperymentalne dowody twierdzą, że nie ma racji – kłócą się z nią o to od wczoraj, odpierając oskarżenia o stronniczość na rzecz faktów i kubków smakowych, chociaż same kubki, jako żywo, nie wypowiadały się w tym temacie.

Dowody zapowiedziały właśnie, że jeśli sól chce być niesłona nie może pozostać solą, czym doprowadziły ją do płaczu. Małe dranie. I tak jej nie przekonają, uparła się i będzie do swojego spojrzenia namawiać innych, włącznie z nami.

Powtarza, że lubi, gdy jej używamy, ale wolałaby do herbaty. Niedoczekanie. Cukru nie przegada, a to on nami rządzi. Tymczasem odbyła się narada, za plecami procukrowych dowodów eksperymentalnych, czyby mimo wszystko nie wesprzeć soli w jej dążeniach do detronizacji cukru. Może sól będzie mniej tyranicznym panem. Kubki smakowe są (mniej więcej zgodnie) za, ale ja się jednak waham. Lepiej, żeby cukier nie wykrył naszych spisków.

wtorek, 14 lipca 2015

Pluton była planetą

Mówią, że już nie jest, ale i tak jest piękna. Są też ci, którzy nie wierzą we wszechświat, w którym Pluton nie jest planetą. Ostatecznie to część rodziny, a w rodzinie nikogo się nie porzuca, ani nie degraduje. Nie upupia się dorosłej kobiety nazywając ją planetką.

Może ci oni niewierzący nie mają racji. Ostatecznie to tylko nauka i fakty i klasyfikacje. Wszechświatowi nie robią żadnej różnicy. Jednakowoż: jest piękna.

niedziela, 12 lipca 2015

Lepsze jutro

Gorsze wczoraj. Dzisiaj? [Wczoraj się podnosi i mówi, że wcale nie było gorsze.] Może tak. Dziś może być momentem perfekcji. Dziś może być wszystkim. Wczoraj też mogło i jutro może.

[Jutro mówi, że chciałoby być absurdem. Dziś mu wtóruje. Wczoraj milczy.] Odwróćmy więc czas i niech wczoraj będzie dopiero przed nami, niech jutro będzie minione, a dziś gdzieś sobie poszło i może już nie wróci.

Może lepiej ułożyć to w jeszcze inny sposób. W ostateczności to nasz własny czas. Możemy z nim zrobić, co nam się podoba.

czwartek, 2 lipca 2015

Jabłko: Dziedzictwo

Jabłka po swych matkach-drzewach (jabłoniowych. być może też innych) odziedziczą Ziemię, lecz kto ją odziedziczy po nich, gdy już zostaną zjedzone, przetrawione, umrą i zgniją. Nie zrodzi się z nich kolejne pokolenie jabłek, ich dziećmi będą jabłonie i być może zmutowane jabłogrusze i jabłośnie i inne podobne też, ale nie jabłka. Jabłkami będą ich wnuki, o ile ich dzieci-drzewa będą w stanie swe dzieci-owoce stworzyć. O ile nie uschną, albo nie zostaną wycięte przez niszczycieli, wycinaczy drzew, albo nie urodzą innych owoców, niejabłek.

Film o dziedzictwie jabłek. Film o ich snach, życiu i umieraniu. O niepowodzeniach w dziedzictwie i radościach w dziedzictwie. Prawdopodobnie nikt by go nie obejrzał. Ale. Mógłby być.

sobota, 27 czerwca 2015

Konstrukty

Tęcza. Nasz mózg. Chcemy kredek.

Sznurek

Wieża z książek rośnie i maleje i rośnie nieumiarkowanie aż do przechyłu i rozpadu – jego granicy, zawsze jednak podtrzymywana wewnętrzną siłą i pewnością, że nie upadnie; nie upada - i wciąż maleje. Mogłaby upaść, ale kiedyś zdecydowała, że będzie stać i tego postanowienia się trzyma, nie licząc swoich iteracji, kolejne tomy odchodzą wracając do domu w odległym mieście, kolejne tomy wpadają w krótkie odwiedziny i zostają; na noc, na tydzień i dwa, na miesiąc, pół roku, na zawsze. Wkrótce wygenerują lokalną l-przestrzeń, nieodkrytą przez nikogo, istniejącą dla swoich własnych przyczyn i zamierzeń.

Konstrukcja książkowa jest niemożliwością, złamała zasady i teraz udaje, że wcale tak nie było, że zasady były i są takie by jej na bycie taką, jaką jest pozwalać, a my wierzymy w jej zapewnienia. Lepiej, żebyśmy wierzyli, bo jeśli pewnego dnia konstrukcja książkowa upadnie...

Nasz mózg zawiera wszystkie kolory. Tak, ten też. 

czwartek, 18 czerwca 2015

Zlodowaciały staw

W plus trzydziestu stopniach, lub może nawet w trzystu, w nieodpowiednim ciśnieniu, lodowacieje. Kto wie, dlaczego? Może hiszpański Sigmund, który do niego wpadł i już nie wyszedł, jak do portalu?

Nikt się nie spodziewa hiszpańskiego Sigmunda, takoż i nie spodziewał się go staw. Być może to z szoku Sigmundem zamarzł. A może po prostu nie lubi przebrzydłych filozofów i innych tego typu człekości, które myślą, że mogą go niecnie wykorzystywać, pływać w nim i tonąć i przechodzić do innych światów.

Sigmunda w stawie już dawno nie widać, znikł gdzieś, jak jakiś jak i tylko ten staw tak głupio w środku lata zamrożony – emanuje obrazą.

czwartek, 11 czerwca 2015

Ukryte w krowach jelenie

Ktoś kiedyś powiedział, że się tam ukrywają. Ale dlaczego w krowach? I po co się ukrywać, gdy jest się majestatycznym, by być zjedzonym. Wołowina smakująca dziczyzną. I co z prawdziwymi jeleniami?

Światło. Próba zrozumienia. Jestem światłem. Nie jestem jeleniem i jeleń nie ukrywa się we mnie. Jelenie się nie ukrywają. Ich ukrycie to kłamstwo. Oszustwo i sztuczka, mająca sprawić, że uwierzysz. Nie wierz.

Deszcz przyszedł i odszedł rozczarowany tobą i jeleniami, które się nie ukryły. Na zwykłe krowy nie warto padać. To tylko stworzenia żujące trawę i nie ma w nich ukrytej majestatyczności. Można je zjeść, albo nie, ale czy mokre mięso smakuje? Oto zagadka życia. Deszcz przyszedł i odszedł i nie wróci już w te strony.

Jelenie spustynnieją i spustynnieją lasy. Spustynnieje Ziemia i tylko krowy zostaną, zaskoczone spustynniałą trawą. Kto wie, może nawet nie umrą z głodu, nauczą się jeść i przetwarzać piasek.

Potem nie będzie planety, ani jeleni ani krów. Deszcz przetrwa gdzieś w kosmosie, odszedłszy wcześniej, odszedłszy w pierwszej kolejności. Czas minie. Chciałby wrócić, ale nie będzie miał już dokąd. Będzie tęsknić. Wytraci się w pustce, pozbawiony stałego obiegu – aż nie zostanie z niego nawet ostatnia kropla. Wcześniej może nawet pomyśli o tym, że mógł nie odchodzić, że mógł zostać pomimo krów. Potem przypomni sobie krowy i uzna, że jednak nie byłoby warto. Potem pomyśli o jeleniach.

Jelenie umierając zapłaczą nad deszczem.

poniedziałek, 1 czerwca 2015

Brajlowskie koty


Siedzą w brajlu głaskane po główkach, one wiedzą jak dostarczyć sobie odpowiednią dawkę miziania. Wystarczy ślepiec uwielbiający czytać. Trochę technologii. I odpowiednie książki. Takie, do których będzie sięgał. Często sięgał.

Resztą zajmą się koty, o resztę koty zadbają. Same, bez niczyjej pomocy. I tylko mruczeć będą bardzo cicho, prawie ukradkiem, żeby nie usłyszał. On, czytający. Ślepiec.

Być może by je przygarnął, być może by nie wygnał. Może oprócz tego, że lubi czytać jest też kociarzem. Lecz koty wolą swój sposób, swoje ukrycie. Pomiędzy wymiarami. Mleko znajdują sobie same i nie potrzeba im puszkowanych myszy, kiedy są te prawdziwe – nieznośne gryzonie, wszędzie się dostaną.

Ślepiec być może coś przeczuwa. Czytając. A może nie, może czasem ma tylko wrażenie, że te główki słów są trochę zbyt miękkie, zbyt mocno przetarte. Zbyt mało jeszcze było im czytań. Koty pozostają ostrożne.

Planują, bo ich ślepca kiedyś zabraknie – i będą musiały znaleźć nowego. Być może o delikatniejszych dłoniach.

środa, 27 maja 2015

Jesteśmy głodni/Dlaczego żółw

Nie wiemy. Ale deszczu nie ma i nie ma łuków świetlnych, choć pachnie deszczem jakby był. Żółwie się plenią; pośród deszczu, możesz na nie wpaść. My nie wpadliśmy.

Wpadliśmy kiedyś na ropuchę, na dwie, ale może to była ta sama, przesunięta w czasie i przestrzeni, albo my ci sami przesunięci nagle wstecz na naszej drodze; jesteśmy prawie pewni, że to była ta sama ropucha, jak błąd w matrycy, tylko bez matrycy. Było po deszczu.

Czasem myślimy, że może kiedyś zapomnimy jak wygląda deszcz. Żółwi nie zapomnimy. Zostaną w naszym umyśle, jak coś, czego nie znamy, ale co tam uparcie tkwi. Moknąc.

Ktoś kiedyś powiedział. Nieźle można sobie takim podejść. I ktoś powiedział. Nie. Żółwie przekazały swoje zdegustowanie sytuacją.

Dlaczego żółw. Dlaczego cokolwiek.

Deszczu. Spadnij.

piątek, 22 maja 2015

UKW Gothic

Dziś mamy dla was coś. Przepraszamy za niepolski. Z czym to się je.


- Halls on UKW are always empty. Sometimes groups of people appears on a UKW halls. They say they’re student’s but how you’d know it’s true. Sometimes they have books instead of heads. Sometimes they speak in gibberish languages. Like German. Or French. Or Maths. Those aren’t languages that really exists.

- There is a lot of UKW buildings all over city. Sometimes you think all city is UKW campus. There is nothing else. You try not thinking of it. Pigeons stare at you knowingly, when you try to forget. You never been anywhere else than UKW campus.

- Underpass to the institute at Jagiellońska takes miles and miles. It glows and there are no shops anywhere. You remember shops being there. Once you entered one. Man inside asked if you were once to France. He said he remember you being in France. „You also were in Germany. And England, and Maths. Those are beautiful places,” he said. „No,” you answered „I only wanted to buy pen for my notes” you continued wondering what any of those is. He did not knew either. Sometimes you get lost in underpass to the institute at Jagiellońska.

- There is a poem on today’s  professors note of absence. It says „a mayyitan ma qadirun yatabaqa sarmadi / fa itha yaji ash-shuthath al-mautu gad yantahi”. It was there yesterday. And day before yesterday. And week ago. It was there even before building was set in place. There are never any courses.

- Door to deanery are made from dark bleak wood. It watch you when you go for record books of your year. You’re almost sure everybody on your year - except you - is a pigeon. And you’re scared of those doors. When you’re near you hear screams behind it.

- You look at pigeons outside the institute and tremble. You know they know. And you can’t do anything. There are days you dream you’re one of them. But you’re only a student. You always were.

niedziela, 17 maja 2015

Słuchawki

Pragnienie by słyszeć. Ale one są głuche, one tylko przesyłają dźwięk, same doświadczając go jedynie mrowieniem elektryczności. Ich istnienie naznaczone jest dążeniem do niemożliwego. Im nigdy nie będzie dane słyszeć tego, co przesyłają w mózgi swych użytkowników.

I tylko czasem ktoś podłączy je do gniazda mikrofonu i coś w nie powie. Wtedy usłyszą i być może nie spalą się w tym zasłuchaniu, zadziwione innością tego, czego oczekiwały. Na co miały nadzieję.

niedziela, 10 maja 2015

Absurd Dizajn

Witamy w naszym programie do tworzenia absurdu, Absurd Dizajn. Twój mózg za chwilę zostanie wepchnięty do Wyżymaczki. Twórz absurd. Rezygnuj. Nie rezygnuj. Uwaga. Wejście do Wyżymaczki uniemożliwia wyjście z Wyżymaczki. Absurd zostanie wyżęty do samego dna.

Następuje inicjacja procesu wyżymania. To nie boli. Prosimy o zainstalowanie pakietu Poczucie Bycia Wyżętym. Dziękujemy za współpracę. Skorzystaj z opcji specjalnych. Wyszukiwanie. Formuła: wyjście. Bip. Bip. Bip. Nie odnaleziono poszukiwanej formuły. [Automatyczna instalacja pakietu Demoniczny Śmiech]

niedziela, 3 maja 2015

Alternatywna klatka schodowa trzy

Czy nadal tam jest? Zależy, którą z nich liczyć jako tę właściwą. Sami nie wiemy już, która to z nich. Ale przynajmniej jedna wciąż tam stała w tym roku. A druga? Podejrzewamy, że również, choć niekoniecznie była dostępna.

Zaczęło się jak zawsze od pobudki i busa i pociągu – z poczuciem, że odtąd może być już tylko lepiej – pociągu w tym roku dzielonego z Anth i jej koleżankami (Zosia i Arsis i Ponder i reszta ekipy Gdańskiej niestety w tym roku się nie wybierała). A potem Poznań i spotkanie z ekipą warszawską i wędrówka za tłumem ku wejściu zachodniemu. To jednak była niedogodność tak musieć iść z ważącymi swoje bagażami do najdalszego z wejść. W zeszłym roku było to sensowniej rozwiązanie. Kolejkon jednak był pozorny, szybko się przemieszczał i już wkrótce odnaleźliśmy nasz kawałek pyrkonowej podłogi, zgubiwszy wcześniej Anth i Ljer i Dziamę, które kolejkonu choćby i pozornego nie miały, a do tego spały programotwórczo na antresoli. Ponoć ich podłoga nie była bardziej pobudzająca dla kreatywności niż nasza.

Najpiękniejsza TARDIS całego Pyrkonu :)
 


Spodziewamy się, że się ich nie spodziewaliście.


A oto i sama Betty Nobs.
Wkrótce pojawiła się Betty, której nie widzieliśmy prawie trzy lata i która przez te trzy dni towarzyszyła nam przez większość czasu, zachwycona swoim pierwszym Pyrkonem chyba tak samo mocno, jak my byliśmy zachwyceni naszym pierwszym Pyrkonem. Dobrze nam się też zgrały potrzeby kolejnych punktów programu i zakupowość i jedzenie i jednorożce. Niestety nie udało się nam zahaczyć o games room – tego żałujemy chyba bardziej nawet niż niedostania się na prelekcję o postapokaliptycznych Muminkach. Początkiem było spotkanie whoviańskie (Betty w tymczasie znikła uczyć się rysować komiksy), które jednak bardzo szybko się rozpełzło, mimo że zebrało sporą ilość Gallifreyan. Spotkaliśmy się też redakcyjnie, gdzie zostaliśmy z PT prawie przełamani na pół przez Smoka i musieliśmy mocno przywoływać Betty, gdy wróciła ze swoich rysunkowości, by nas rozpoznała. A potem Dziama i Anth i reszta poszła zwiedzać teren, by się go nauczyć*, a my z Betty i PT poszliśmy na rejestrowaną prelekcję o Barwach Biedy. Betty była zarejestrowana, my nie byliśmy (w ogóle na nic, choć mogliśmy się zarejestrować) a i tak nas wpuścili. Od tego punktu zaczęły się jednorożce (dzięki za jednorożce, Betty), ale za rok my już chyba nie pójdziemy na panel BB. To był nasz drugi i było fajnie, ale jakoś tak rozumiemy po nim, dlaczego organizatorzy chcą co roku jednak nowych rzeczy, a nie powtarzania tych samych prelekcji.

Po Barwach odwiedziliśmy prelekcję o tym jak nie rysować kobiet w komiksie i w grach i wcale nie było o mandze i anime. Było za to przezabawnie i cieszymy się, że Betty namówiła nas na ten punkt programu. Tak jak cieszymy się, że namówiła nas na pokaz krótkometrażowych animacji, z których wcześniej widzieliśmy tylko kilka, co się chwali prowadzącym – pokazali rzeczy niekoniecznie najbardziej znane, ale za to co do jednej dobre i bardzo dobre (chociaż ta robiona markerem w pewnym momencie zaczęła nas nużyć, bo zdawała się donikąd nie zmierzać). No i był Jamniczek - klasyk polskiej animacji. [miłość dla Jamniczka]

Smoki i jednorożce.





Doktor kobietą? Czemu nie. Byleby tylko wykonanie było takie jak trzeba. Doktorowe.

TARDIS i jego Doktor. Ósmy.

Whoviańskie zgromadzenie. Ciekawe o czym dyskutowała pyrkonowa rada Gallifrey.




We found Gallifrey!

Warsztaty rysunku są dziwne.


Pan Tygrysek na smoku (spod ręki Betty Nobs). Epic.
Sobotę zaczęliśmy od rozmyślań egzystencjalnych nad mocami sprawczymi w przecinaniu na pół fragmentów konstrukcyjnych dachu hali noclegowej MTP, a po wstaniu i obudzeniu Betty (i zjedzeniu pyrkonowego śniadania), prelekcją Dziamy i Anth o Orphan Black, podczas której niestety niecnie koncypowaliśmy (Betty rysowała, my wymyślaliśmy) kolejne jednorożce, do opanowania Pyrkonu. Gdzieś w międzyczasie nadszedł czas na kolejne konwentowe zakupy, spotkaliśmy koleżankę Betty, z którą ta przyjechała na Pyrkon, oraz Wariatka, który jednak dość szybko poszedł integrować się z grupą whoviańską, gdy my dalej tworzyliśmy nasze jednorożce. Później było krótkie pożegnanie Pratchetta, przed którym znienacka dosiedli się do nas Aga Drako i Tuner. Pożegnanie było trochę pod kierunkiem niekoniecznie znających Mistrza i skończyło się dość szybko. Potem były też światodyskowe kalambury, w których podczepiliśmy się z Betty pod drużynę ze strony nie dsc.pl i nie UAM-u. No mają oni skuteczny system kalamburowy. Pod koniec Betty znikła na spotkanie z Kiciputkiem, a potem poszłyśmy na prelekcję o tym jak unikać armagedonu – gdzie sala okazała się przepełniona, ale to nic, bo dwie godziny później ta sama prelekcja była w sali anglojęzycznej i tam udało się nam dostać. Prelekcja była... ok. Wcześniej dalej tworzyłyśmy i roznosiłyśmy jednorożce (w tym Jednrożca Helenę dla Dziamy, który trafił do niej wieczorem). Niestety jak już wspomnieliśmy nie udało nam się dostać na prelekcję o Muminkach, więc poszliśmy poczekać na Betty, siedzącą na prelekcji o skandynawskich baśniach, a gdy czekanie okazało się bezowocne ruszyliśmy na whoviańską integrację w sali gastronomicznej, gdzie doznaliśmy kolejnego prawie zmiażdżenia przez Smoka i ciasteczkowej miłości z fezu. Niestety nasz zmęczony mózg, który poprzedniej nocy nie znaznał prawie snu kazał nam dość szybko się zmyć i tym razem przespać się porządniej w poważaniu mając twardość podłogi.

Wyrd Sisters?

Jednorożce są wszędzie (#hoodedjednorożce).



Jednorożec dla Lisich Spraw. Poszukajcie ich koniecznie na facebooku.



„Przydatność plastikowych sztućców w środowisku konwentowym, takoż innych imprez masowych”



Find Wally: wersja Pyrkon 2015.












Redakcyjne integracje. Głupie miny, tribble i śrubokręty soniczne.

Ljerosmok.




Niedzielnym rankiem czekało nas ostatnie Pyrkonowe śniadanie, niedobitki jednorożców, prelekcja o tym jak mówić jak prawdziwy Brytyjczyk, która okazała się dużo lepsza niż podejrzewaliśmy (nie, że spodziewaliśmy się słabej prelekcji, raczej nie aż tak dobrej jaką się okazała), ładowanie telefonu po korytarzach, Pan Tygr Jednorożec od Betty i spotkanie z Kobietą Ślimak na deser. A potem. Potem trzeba było się dopakować i powoli zebrać na pociąg do domu.

W tym roku udało się nam być na większej ilości prelekcji niż w zeszłym roku, ale chyba nie na aż tylu co dwa lata temu. Niestety nie udało nam się spotkać z resztą redakcji discworld.pl – Goose chyba nigdy na ten Pyrkon nie przyjedzie, nieważne jak bardzo będziemy go namawiali, ORety w ostatniej chwili coś dosłownie wyskoczyło, więc nie była w stanie wsiąść do pociągu. W ogóle tegoroczny Pyrkon nie był aż tak wielką okazją do spotykania naszych przyjaciół jak poprzednie. Żałujemy, że nie było tu Zosi, Arsis, Pondera, Esi, Sylwii, Kota, Kyrie, Lofney, Kleszcza i innych, którzy nawet nie deklarowali jakoś bardzo, że chcieliby być. Mimo wszystko dziękujemy tym, których udało nam się choć na chwilę spotkać. Anth, Dziama, Lierre, Smok, Zhalia, Jakub, Aga, Tuner, Raxtus, Ninquelen, Piotr, Stefan, Wariatek, Betty Nobs i wszyscy inni, którzy byliście, nawet jeśli nasz mózg was ze swoich wspomnień chwilowo wyparł: dziękujemy wam za te trzy dni. I do ponownego zobaczenia jak najprędzej.


BU!



Są napiwki. I jest gwiezdny pył.


On już wie co z nim zrobiono. Ale jeszcze tego w pełni nie przetrawił.


Stan naszego umysłu, zwłaszcza w sobotę wieczorem, był bardzo adekwatny do tego obrazka.
Tegoroczny Pyrkon to było dla nas poczucie wielkiej przestrzeni – to poprawa względem zeszłego roku (prawie nie było niedających oddychać tłumów, a przecież pojawiło się więcej ludzi niż w 2014), kiedy dosłownie czuło się jak wielkie tłumy przewijają się przez teren konwentu. Sale prelekcyjne tej wielkości to dobry pomysł. Przeogromna hala targowa też, choć sprawiała, że chcieliśmy mieć jeszcze jeden osobny Pyrkon, który moglibyśmy poświęcić tylko na zakupy i niespieszne podziwiane całego tego dobra zgromadzonego na terenie hali 6A.
A że był to nasz trzeci Pyrkon pojawiło się też poczucie spokoju. Choć możliwe, że nierobienie prelekcji i mniej znajomych na terenie konwentu też miały tu swoje do powiedzenia. Jedyne minusy? Wspomniane na początku tej relacji otwarcie tylko jednego wejścia na teren konwentu. Potem można było przynajmniej wyjść jeszcze północnym wejściem, więc do PKP było bliżej, ale otwarcie wejścia wschodniego chyba nikomu, by nie zaszkodziło. Ach, i chyba nikt też nie obraziłby się na więcej pryszniców.

Tak w ogóle jednak było dobrze. Bardzo dobrze. Może nawet lepiej niż bardzo dobrze. Mamy nadzieję, za rok będzie tak samo, jeśli nie lepiej (i że więcej znajomych i przyjaciół obierze kurs na Poznań w marcu 2016). Oraz, że uda nam się o tym ponownie przekonać na własnej skórze.

Konwentowe nabytki. A moglibyśmy kupić wszystkie, bo wszystkie były piękne.

Zawsze przydatne rzeczy do czytania. Tym razem mniej. I już wszystkie przeczytane.
Prezenty, prezenty...

Czas zinfiltrować to środowisko w poszukiwaniu wiernych agentów T.A.R.C.Z.Y.

Czyżby mapa jeszcze jednego ukrytego miasta Kree?

Sprzymierzeniec? Wróg?

#suspens.

Pan Tygrysek najwyraźniej został posłany z inną misją. Co zrobi Cyberszczur? Co zrobi dyrektor Coulson? Co przyniesie T.A.R.C.Z.Y. jego zesłanie na tę dziwną planetę? To wszystko już w następnym odcinku**.

* W naszym wypadku to bezcelowe, to był nasz trzeci Pyrkon a i tak przy prawie każdym przejściu między budynkami, potrzebowaliśmy tej mapki w programie, którą nam dali, żeby się nie gubić na terenie MTP. Zapewne za kilkadziesiąt lat wciąż będziemy się tam gubić.
** Gdybyście pytali to jednak nie.


PS. Załadowanie tych wszystkich zdjęć do wpisu na naszym bezneciu zajęło parę dni (a dobrze, że w ogóle chciały się ładować). Doceńcie.
Gin & PT