czwartek, 10 kwietnia 2014

Headcon*

To konwent głów, końców górnych człowieka i zwierząt, to już nie kończyna, choć też coś kończy, a może zaczyna, początek więc – konwent, spotkanie i zjazd początków, tego gdzie człowiek i zwierzę się zaczyna.

Jak inne konwenty z kanonami i bez, fanatycznie operują mózgami, wyżymając je do granic możliwości, tworząc im wizje i myśli i referaty, z innymi współgłowami w konwencie dysputują, powstają, nowe rodzą, chodząc na nibynóżkach z rdzeni przedłużeń, tętnic, nerwów i żył wystających im od reszt odłączonych, by nie zwisały swobodnie, lecz dotykają poziomu podłogi, z podłogi czerpią do bycia prąd.

Taki ich los, w muzycznieniu tańczą i rodzą półmyśli, półsłowa, półzdania, anakoluty najlogiczniejsze ze słów. Potem wracają niechętnie, do domów, do swoich ciał, by nimi zarządzać, by udawać, że nikt nie zauważył ich niebytności przez ostatnie dni i że nic się nie stało, ich ciała nigdzie nie chodziły same, na wszystko w ślepości, na wszystkich w głuchości wpadając.

Wróciwszy żyją normalnie i tylko kolejny headcon knują.


* Dzisiejszy post dzięki Dziamie i jej koleżance ^_^

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz