środa, 19 marca 2014

Warzywa*

Wut? Ale jak warzywa bez mózgów mogą żyć. A jednak są i umierają i my je zjadamy hanibalistycznie, batalistycznie i tylko na Łotwie marzą o ziemniaku, ziemniak to halucynacja tylko my mamy ziemniaka, popkulturalnie brylujące warzywo jedno z tych, które myślą czy nie zostać owocem odcinając się od swoich łotewskich korzeni, to nie będzie dobry wybór, żaden owoc nie jest popkulturalny, żaden nie jest geek-warzywem.

Czemu słowa „kalarepa”, „bakłażan” czy „kapary” cisną się na usta, gdy chce się powiedzieć coś nie na temat, nam się nie cisną, ale czemu się cisną wam, czemu nie ziemniak o? Od dziś mogą zacząć cisnąć się i one, bo o tak i już**.


Ziemniak-hipster. Bo tak. Made by Zosia. Ta sama Zosia.

Co jest takiego w brokułach i szparagach? Brokuły i szparagi. Brokuły są w szparagach, a szparagi są w brokułach. Czekają, aż ktoś zauważy, aż ktoś je przyłapie na gorącym uczynku i śmieją się makiawelicznie, gdy nikt tego nie dostrzega. Ten dźwięk, gdy wydaje się wam, że je kroicie i żujecie i połykacie to tak naprawdę ich makiaweliczny śmiech.

Czemu jest przeróbka postaci z Sherlocka na warzywa? Bo postacie z Sherlocka lubią warzywa, co znaczy, że warzywa muszą*** lubić ich, więc się w nich wcielają. To takie warzywne cosplaye, warzywa potem zmuszają ludzi do rysowania i animowania i cojeszcze ich jako Sherlocka i Johna i reszty zależnie od wielbionych wersji i potem wina i chwała spadają na ludzi, a nie na cosplayujące warzywa.

I dlaczego nikt nie kocha owoców, bo owoce są złe i nie mają nawet połowy stylu ziemniaka i jego przyjaciół warzyw. Owoce to nie klasa, to tylko nienośne stworzenia, które należy zjeść, zanim one pomyślą, że mogłyby w sumie zjeść nas, tak to dobry pomysł, zjedzmy ich. No i pomyślały. Mamy przechlapane. [Uciekają do Już Nie ST]


* Uwaga! Post zawiera mózg Zosi.
** Żadne dobre usprawiedliwienie nigdy nie jest tak dobre, jak brak usprawiedliwienia.
*** Wcale nie muszą, ale kto by się przejmował Międzynarodową Deklaracją Praw Warzyw.


I łapcie jako bonus wynik naszej nudy na dzisiejszym wykładzie ^_^ (O, to nasz setny post.)

Ballada o dinozarłach
czyli owoc wykładu dzisiejszego (z dnia 19.03.2014) poczyniony przeze mnie (ginny358) improwizacją niechlubną, podszywającą się pod robienie notatek z wykładu, pisany na żywca i bez głębszego myślenia. byle rymy się jako tako zgadzały. sensu nie stwierdza się


Było kiedyś sześć dinozarłów
i żaden nie wiedział jakim gatunkiem był.
Pojechały, pojechały one na Darłów,
bo tam wujo Dinozarł żył.
Miał wytłumaczyć im czymże są
Lecz on wyjechał Dalekiem
Podbijać galaktykę Trollolą.
„Co nietak onże miał z dekiem?”
dinozarły spytały się.
Lecz i tego nie wiedziały bez pytania.
Wergili wymyślił udać się gdzie.
Dinozarł ten wysłał ich do Poznania.
W Poznaniu znaleźli stworzeń tłum.
I smoka i wydrę i psa.
I źrebię i słonia i coś co robiło „um”.
„Cóżtuże dziać się ma?”
Usłyszał ich wujo Dinozarł,
co ze swej wyprawy wrócił już,
gdzie galaktykę był pożarł
i kupił na wyprzedaży nóż.
„Och moje wy foniczne dinozaurzątka”
– tak ozwał się radosny na widok ich
– „Kupcież wy może dla wuja kociątka!”
Dinozarły spojrzały do bliskich mich.
Zrobiły zdziwione miny.
Poleciały kociąt szukać.
Wujo zaś czekał u progów krainy.
I nożem o podłogę stukał.
Gdy wreszcie dinozarły wróciły,
kociątka zdobywszy ogromnym trudem,
zapytały o to, po co przybyły,
czekając czy wujo rozwiąże tę grudę.
Wujo wyjaśnił, wujo powiedział.
„Ty mój zielony, ty pięknoskórzasty
jak okonik majowy byś siedział
tyś jest Pterodaktyl nietoperzasty”
I już jeden dinozarł wiedział
kim jest, jak się identyfikować,
z szacunkiem mowy wuja nie psował.
W miejscu swym dobrym usiedział.
Wujo jego radość widząc kontynuuje:
„Ty mój niebieski, również ucieszysz się wkrótce
ja ci powiem, że gdy się strujesz,
jesteś Tyranozaurem w Koziej Bródce”
Już dwa dinozarły tożsamość swą znają
wujo mówi, oni go ciągle słuchają.
„Żółto-czerwony jak gryffindorny lew.
Lubię ja słyszeć twój śpiew.
Zaśpiewaj nam piosnkę, lub dwie
zaśpiewaj coś na nasze spotkanie,
a ja pomyślę, kim znałem cię”
Zaśpiewał więc o fanowaniu,
o krukach, borsukach, wężach i lwach
wujo Dinozarł myślał godziny dwie,
lecz pieśń wciąż trwa i trwa.
Czeka jej końca by wypowiedzieć teorie swe.
Nareszcie koniec, czas wyrwać z zasłuchania dinozarły te.
„Ty złoto-czerwony antyku perełko
mnie przypominasz matkę mę.
Jestżeś Triceratopsem śpiewającym w pudełko”
Dalej mówi uradowany radością ich,
już połowę zidentyfikował swych siostrzeńców
już połowę uradował krewnych swych.
„Kim jesteś mój mały patapieńku?”
„Jam patapieńkiem, tym dinozarłem ja”
„Ach to przecież mój drogi Diplodoks,
radości na mózgi aż dwa
wielki a mądry jak kosmiczny paradoks!
A obok tam stoi Diplodoksa brat
cichy i skromny, wielkie nadzieje pokładam w nim,
tak moi drodzy, to jest Diplodoks dwa!”
„A co z ostatnim, co z tym, co z nim?”
dinozarły wskazują bezimiennego wciąż,
on taki jakiś zasmutkowany jak Śmierć.
Wuj Dinozarł jak wielki mąż
wymyślił ostatnią więc część,
opowiedział kim jest z nich szósty ten.
„Tyś mój najdroższy, za tobą tęskniłem bardzo
twe imię zawsze w pamięci mej,
depresyjny Mezozaurus, którym nie gardzą”
I on się w końcu uradował
niepewny dotąd czy wuj go pamięta.
Lecz teraz urazy już nie chował,
sam też dołączył do święta.
Imiona swe znając dzięki Dinozarłowi,
podążyły za stworzeniami wciąż przechodzącymi
w Poznaniu fantastycznym jak ministrowi,
trzy dni zostały, do domu wracając śpiącymi.

I jeszcze łapcie kilka informacji. Jak już gdzieś tu wcześniej wspominaliśmy będziemy na Pyrkonie. Oficjalnie z prelekcją o "Doctorze Who", którą poprowadzimy razem z Lierre jako część Gallifrey.pl. Poza tym łapać możecie nas przez cały konwent, do niedzielnych okolic drugiej. A po konwencie na pewno spiszemy na Absurdalnik relację, jednak nie wcześniej niż we wtorek, bo poniedziałek planujemy cały przespać snem twardym. W tych dniach nie będzie nas w internetach, także już na zapas: cześć i do zobaczenia na Pyrkonie.
Gin&PT

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz