wtorek, 25 marca 2014

Alternatywna Klatka Schodowa: Wciąż Stoi

Czyli relacja z naszego drugiego Pyrkonu, która także zaczyna się w piątek o piątej, świtem tym razem pięknym porankiem, tym razem wiosną i minimalnie zapakowanym plecakiem, żeby było miejsce na ciężar w powracaniu.

Karimata wiązana na to co mamy dostępne. Było z tym trochę zabawy, ale całość okazała się całkiem stabilna i karimata nigdzie nam nie uciekała.
W Bydgoszczy o siódmej rondo z jakimiś dziewięcioma kioskami do kupna biletów na tramwaj jeszcze chyba zamkniętymi i Żabka od rana otwarta, więc nie musimy się z buta na PKP kulać, a tam czekamy do prawie dziewiątej na ciopąg i ludzi jak Zosia, ludzi jak Arsis i Ala i innych, których poznajemy dopiero, których o dziwo znaliśmy z internetów (vide Kayseri), trzy czwarte wagonu to Pyrkon, a wcześniej na stacji w samotności poznajemy Riu, której ekipa wybiera się później – ona jedzie z nami i to jest dobre. W pociągu z kolei poznajemy Filipa, który wygląda jakby się wybierał na Pyrkon, ale nie, tylko do Poznania, chociaż o Pyrkonie myślał i dzięki nam, naszym rozmowom się na Pyrkonie pojawia.

W pociągu herbata i ciastko w cenie biletu, takimi pociągami możemy zawsze i wszędzie, takimi pociągami, gdzie tylu wspaniałych ludzi zaczyna się czuć atmosferę konwentu, po Poznaniu przechadzamy się w kilkanaście ludzi, w fezach i jako TARDIS, jako Kapitan Ameryka i jako my wszyscy inni, prawie skręcając do siedziby konsula Estonii, ale kierują nas dobrze, tam gdzie powinniśmy iść by zdobyć Berlin.


Herbata w cenie biletu to zawsze coś miłego. My swoją oczywiście rozlaliśmy.  Poniżej Ala czyta nasz Dziennik Dziwności oraz miejsce gdzie część z nas myślała, że może trzeba już skręcić, ale jednak to nie było z jakichś niewyjaśnionych przyczyn tu.
Berlin zostaje zdobyty, kolejka po akredytacje idzie szybko, gdzie Zosia częstuje współkolejkowiczów wszystkich czekoladowymi kulkami, które powinny zostać zjedzone w ciopągu, ale nie zostały, bo było ich za dużo*, a my nie ogarniamy akredytacji i dostajemy pełną uczestnikową, zamiast zniżkowej prelegenckiej. Potem noclegownia i szukanie miejsca dla nas, miejsce się znajduje, Arsis w jej cosplayu Kapitana Ameryki idzie przechadzać się po terenie konwentu, tak jak i my, rozdzielając się z Halszką i Riu, wypatrując cosplayów**, czekając na otwarcie hali targowej i kupując conieco jak Pratchett, jak Supernatural, spotykając Agę, która jest wcześniej nawet niż Marek zapowiadał i dalej trochę po stoiskach chodzimy, w games roomie ustalając, co planujemy zaliczyć, a potem nasza pierwsza prelekcja tegoroczna, czyli słuchanie o absurdzie Świata Dysku, której prowadząca*** z początku wyraźnie się stresuje, ale wszystko się bardzo ładnie rozkręca i jest przyjaźnie i merytorycznie i ogólnie bardzo piękne rozpoczęcie konwentu dla nas, gdzie Zosia trzymała nam miejsca, ale ją przegapiłyśmy, i gdyby nie odzywanie się nasze i jej nie wiedziałybyśmy może w ogóle, że ona tam jest.

Smoki! Smoki wszędzie!
Jaki piękny zdalekowany jasiek
I jakie cudowne fandomowe pudełeczka. O jak bardzo żałowaliśmy, że naprawdę nie możemy powiedzieć: "Bierzemy wszystko. Proszę zapakować i wysłać pod nasz adres".
Motto tegorocznego Pyrkonu. Swoją drogą naprawdę mocno doktorowego
Dalej druga ekipa nasza Pyrkonowa. Poznanie na żywo Lierre, z którą w sobotę mamy poprowadzić prelekcję o Doktorze i innych ludzi z whoviańskiej i tumblrowej strony internetu jak Nin, Narbeleth, czy Morf, idąc zamiast zostać w angielskiej na „Doctorze Who” spotykającym Historię, na spotkanie autorskie z Jarosławem Grzędowiczem, z pytaniami prowadzącego o to, kto u autora w domu gotuje, z pytaniami z widowni sensownymi w większości. Potem jeść, potem czekać pół godziny na strasznie drogą konwentową pizzę, a potem znów kupować piękne rzeczy**** i grać w pociągi wersję utrudnioną w teorii, w praktyce robiąc podstawową na planszy Niemiec ignorując utrudnienia. Potem rozmawiamy i karmimy tribbla Nin czekoladą, z którą my tworzymy najmniejszy fandom tego konwentu*****, faniąc Sigur Rós.

Zdanie "dajcie nam coś łatwego" może być podstępne i zaowocować dostaniem trudniejszej wersji gry. Na szczęście my byliśmy jeszcze podstępniejsi i zignorowaliśmy dodatkowe instrukcje.
"Would you like a jelly baby?"
Nasze i nienasze kartki od Cathi, takie piękne na żywo, że aż żal będzie je komukolwiek wysłać.
I znów jakże trudne rozstanie i powrót na noclegownię do Zosi, Pondera, Ali i Arsis, gdzie Arsis szła już spać, ale my nie, bo jednak nawet na normalny czas to za wcześnie, a cóż dopiero na pyrkonowy, my wracamy do games roomu, gdzie Ponder arbitralnie uznaje kolejkę po gry za długą, więc gramy w państwa miasta z kategorią zastępczą za rzeczy, części ciała ludzkiego, i robimy tutorial malowania paznokci Zosi malutkimi pisaczkami a Ponder stwierdza, że Davros jest córką Voldemorta i jest w dołku, bo kocha się w Snape’ie, mamy iść na japońskie reklamy, gdzie Zosia chce, ale o drugiej idziemy spać.

Z gier planszowych najlepsze bywają gry analogowe z serii DIY
Pisaczki miały na sobie króliczki. Wystraszyliśmy nimi Zosię ^_^
W obolałościach barku i twardości podłogi, budząc się kilkakrotnie takie uroki pyrkonowego noclegu, wstajemy rano nie tak bardzo jak rok temu zmęczeni. Idziemy z Arsis myć zęby w sąsiednim budynku, bo w hali noclegowej za duża kolejka – tak nie ma ludzi prawie, a potem na śniadanie do hali śniadaniowej, gdzie kanapka z kurczakiem okazuje się być bardzo ostra, z dobrym mykiem herbacianym, pt. „zaparz sobie sam jak lubisz” i widzimy Agę i Marka, więc wołamy ich przez szybę, jakby mogli nas usłyszeć, zamiast po ludzku zadzwonić, piszemy sms-a potem, że ich widzimy i dzwoni Zosia z pytaniem czy nie kupić nam biletu powrotnego i dzwoni do Zosi Arsis, żeby jej także kupiła bilet, po śniadaniu jeszcze wpadamy na końcówkę tańców irlandzkich, bo Arsis bardzo lubi, a i nam się podobają.

Po tańcach spotkanie Zosi i Pondera i ludzie chcący robić sobie zdjęcia z Arsis i panel Zwierza, Cathi i Cyd o Kobiecie w fantastyce, widziany, słuchany z podłogi, z ciekawą koncepcją, stawiającą stereotypowe zdania w prelekcji tematyce i pokazywaniu na przykładach, że to jednak wcale tak nie jest i przecież nam też od razu przychodzi do głowy sporo innych przykładów na odparcie tych zdań oprócz pokazanych przez prowadzące, po prelekcji Zosia dostaje autograf od Zwierza, Wariatek mówi nam, że mamy fajną koszulkę, ale chyba nie rozpoznaje nas, i już poza salą robimy sobie ze Zwierzem zdjęcie, a potem idziemy na kawę znów do pawilonu pięć. Gdzieś w międzyczasie Aga i Tuner piszą nam o aktywności Alternatywnej Klatki Schodowej na wypadek zapchania właściwej, gdybyśmy potrzebowali w nią iść.
 
Herbata w stylu DIY
Uroki cosplayowania
Widzimy Zwierza!

Dla nas to czas na spotkanie z Lierre, żeby omówić szczegóły podziału naszej prelekcji i obserwowanie cosplayów na międzyhalowym murku siedząc z jedzeniem i z innymi rzeczami, sonicowanie przechodzących Doktorów i TARDIS śrubokrętem Jedenastego i odrobina hali targowej, gdzie przed spotykamy Ausira, na którego absolutnie nie spoglądamy z Daleka, a potem panele znów z Zosią i Ponderem o ekranizacjach komiksów****** i o Barwach Biedy, fajna przyjazna rzecz, z zabawnościami, jak komentarz filologiczny z definicją konstrukcji kanapkowej i „awww...” i genderswapem Remiego i Josepha. Po nich idziemy jeść z dodatkiem Agi i Tunera tym razem na mieście, choć niedaleko, zanim do nas dojdą pod czternastkę rozpoznaje nas Anth, co jest trochę dziwne, bo Anth widziała nas już wcześniej z Lierre i innymi, i my wiedzieliśmy już, że to ona na Barwach, gdzie siedziała niedaleko nas. Zosia też rozpoznaje Anth, bo Anth chodziła do klasy wyżej w tym samym liceum, co nasz żółw. Potem poznanie z Agą i Markiem i już idziemy jeść, Zosia i Ponder ulatniają się po jedzeniu, gdy my jeszcze robimy drobne zakupy prowiantowe i wracamy, bo powoli czas, przed naszą z Lierre prelekcją i tyle ludzi czeka i włącza się nam stres, ale prelekcja idzie dobrze, choć nie wszyscy jak Aga i Tuner i inni nasi ludzie się dostają do sali i trochę szybko mija, w jąkaniu choć nie tak wielkim jak się obawialiśmy, a nikt nie pyta, choć mogą, tylko o forum, ono zamknięte, choć wróci niedługo. Podczas prelekcji kradniemy pyrkonowy do aparatu prąd, bo już za mało mocy ma, a przecież jeszcze tyle potrzebujemy zrobić zdjęć.

Wariatek i my redakcyjnie
Dziama trzyma pierwszego banana pokoju i Mroczne Jabłko Grozy. Zastanawia nas, co to za kreski na jej dłoni?
Anth odbiera banana pokoju.
Banan pokoju wciąż krąży



Może nie aż cztery fezy na metr kwadratowy, ale podczas naszej imprezy wciąż było ich duże stężenie.  



Nadchodzi integrowanie się, gdzie, po co iść w pełne, głośne miejsca, skoro mamy tyle podłogi pod filmową salą, tu nam wystarczy, tu można porozmawiać. Tu spędzamy kolejne cztery godziny do prelekcji Toroj i Serathe bodaj, o adaptacjach wszelakich Sherlocka Holmesa, z bananami pokoju i jabłkiem grozy, plotkując redakcyjnie i rozmawiając o fandomach wszelakich, poznając Wariatka w pełni i dużo innych fandomowych ludzi, jak Dziamę poznaliśmy przed prelekcją, dołącza także Arsis, gdy kończy się prelekcja, na której siedzi w filmowej, Zosia i Ponder znikają za to gdzieś, choć na Sherlocka już wracają. Sherlock mija dwugodzinnie w niewygodzie i zmęczeniu, ale i ciekawie w śmiechu, gdy trzeba, z fragmentami adaptacji i trailerami, a potem czas znów spać, w obolałości i niewygodzie, czekać na ostatni Pyrkonu dzień.

Konwentowe dobrodziejstwo w postaci gniazdek z prądem
Jaką cudowność rozprowadzała Lierre

Kolejna pobudka, czas coś zjeść z kupionych wczoraj i odnaleźć naszych ludzi w czekaniu na Lierre pod filmową, i znaleźć gniazdka, podładować telefon i rozmawiać o rzeczach, o których na żywo można tylko tu, tylko z tymi ludźmi, potem pojawia się Lierre i odbieramy plakietki redakcyjne i zaczynamy rozdawać je, promować nas. I znów trochę czekania z ludźmi zastanawiając się co robić, gdzie pójść, pojawiają się Aga z Markiem i Marek idzie na prelekcję a Aga i my na targi kupować, bo za mało czujemy jeszcze w tym roku kupiliśmy. Kupujemy – tyle dużo książek i plakietkę Loki’d, która odpada nam gdzieś, więc kupujemy znów, Aga przytula wszystkie Free Hugs, potem kolejna prelekcja, ostatnia nasza już, o Sherlocka współczesnych adaptacjach w angielskiej z interesującym kluczem, komparatystycznie, a potem czas dopakować się, zagrać w ostatnią grę w games roomie z Agą, Markiem i ich znajomym i czas z Arsis na pociąg iść jak dużo ludzi innych idzie, pojechać do domu, w Bydgoszczy, na bydgoskim PKP spotkawszy Gosię, jak spotkać nie mogliśmy przez całe trzy dni Pyrkonu, gdzie była też i razem dokulanie się w okolice przystanku, jeszcze lody w czekaniu na bus i busem jadąc rozmawiając cały czas głównie o cosplayu, o tym jaki powinien być i najlepszych i najgorszych i wreszcie dom i Pyrkonu koniec dla nas, jeszcze tylko rozpakować się i odmoknąć trochę, koniecznie jedziemy za rok.

Nowe przypinki 
Pierwszy raz kupiliśmy tak dużo książek za jednym razem
Nasze pozostałe fandomowe zakupy


* Wcześniej zrobiła rundę po przedziale, a i tak nie wyszły wszystkie.
** Tyle, mnóstwo Doktorów i TARDIS i fezów <3 comment-3--="" nbsp="">
*** Aga myśli, że to pani Audytor, a tymczasem to Śmierć.
**** Dostaliśmy przypinki Welcome To Night Vale. Dostaliśmy przypinki Welcome To Night Vale! <3 comment-3--="">
***** Równo dwuosobowy.
****** Trochę nie nasza broszka (choć widzieliśmy „Avengersów” i drugiego „Thora”), więc tylko siedzimy i słuchamy, co ludzie mają do powiedzenia.

4 komentarze:

  1. Wyszło, że zrobiłam z siebie idiotkę, przepraszam, że od razu Cię nie rozpoznałam, bo ja naprawdę miałam jakąś klapkę w mózgu i byłam pewna, że musisz być ruda lub ewentualnie być żyrafą. Dopiero po butach Cię poznałam i zareagowałam jak trzeba, I'm so sorry. A na Barwach byliście? Ja Was nie widziałam doprawdy.
    A na Polconie będziecie? Bądźcie, niezła ekipa się szykuje.

    OdpowiedzUsuń
    Odpowiedzi
    1. Nie ma zmartwienia ;) Jakbyśmy nie przeczytali, że ty to ty, to też nie wiedzielibyśmy, że to ty. Na Barwach siedziałaś po naszej lewej ze dwa krzesła obok, no i patrzyłaś na Kiciputka i Ślimaka pewnie cały czas to i nic dziwnego, że nas nie zauważyłaś. Co do Polconu, chcemy, ale nie wiemy jak będziemy w listopadzie stać finansowo, bo trochę się nam wydatków szykuje do tego czasu.
      Gin&PT

      Usuń
  2. Ej, ale ja potem wstałam jak wyście poszli spać :'D

    OdpowiedzUsuń