poniedziałek, 3 lutego 2014

Ciastka, TARDIS i blog

Czyli pierwsze urodziny Absurdalnika


Ciastka i TARDIS - dwie z rzeczy, które prawdziwy absurdyk kocha

Do ciastek wymagane jest szaleństwo, choć może nie zawsze było, lecz cóż może dowodzić tego mniej niż Ciasteczkowy Potwór i jego ćwierkacz? On odwieczny niebieskością świadczy o swoich powiązaniach z TARDIS, jak z TARDIS powiązania jest Już Nie ST, jak powiązani jesteśmy my, przez nas Absurdalnik, tak Ciasteczkowy Potwór może zdawać się nie istniał kiedyś, lecz istniał zawsze, nawet jeśli pierwotnie tylko jako wewnętrzna potrzeba czegoś dobrego, słodkiego z rodzynkami i czekoladą.

Dziś mija rok Absurdalnika, rok, w którym wzrastało szaleństwo, wzrastały dziwności, wzrastaliśmy my. Rok, który był wiosną, jak następny zapowiada się być – zima na zewnątrz chce nas oszukać, że to nieprawda, ale my wiemy, my nie wierzymy w jej kłamstwo.

My i rocznice... wystarczy przypomnieć wam post o naszym byciu trochę poza czasem, albo spojrzeć na pantygryskowy blog, by przekonać się, że zwykle niezbyt o nich pamiętamy. Ten rok jednak był bardziej specjalny niż poprzednich kilka lat*. Rok, zaczęty ideami jak pierwszym numerem Kill The Fez!, kończy się pracą nad drugim, który – ciągle w przygotowaniu – będzie większy, będzie być może nawet w druku, bardzo nas ekscytuje taka możliwość, bardzo jej chcemy, dla siebie, dla wspaniałych ludzi, którzy się weń zaangażowali. Ten rok to także właśnie nowi wspaniali ludzie. I starzy wspaniali ludzie. Nasz pierwszy Pyrkon, cudowne trzy dni nakręcające nasze pozytywne baterie na następne miesiące. To ObywateleGallifrey, forum, które było chyba zbyt piękne by żyć i portal, który wciąż się rozwija**. To blogi, które wprowadziły nas głębiej w tę alternatywną część blogosfery, którą uwielbiamy, właśnie za to, że jest alternatywna i że nie ma oporów przed pozwoleniem sobie na dziwność. To strony takie jak Informacje Oczywiste, które badają wyższość ciastek nad żelkami (lub odwrotnie) i całą swoją działalnością przemawiają do naszego poczucia absurdu.

Bo ten rok, to także nasza rosnąca samoświadomość w absurdzie, w którym to procesie istotne miejsce miało dla nas prowadzenie Absurdalnika. To uświadomienie sobie, jak bardzo absurd jest jednym z sensów naszego życia. Jednym z wielu, jak kosmos, seriale (przez ostatnie półtora roku coraz ich więcej i więcej poznajemy), jak muzyka, jak pseudofilozofowanie, które zaczęliśmy ostatnio upubliczniać na ziemniaku i Dinozarłach****. Jak książki, które czytamy od kilkunastu lat i coraz więcej świetnych, poruszających rzeczy znajdujemy, coraz więcej z naszej listy do przeczytania udaje się nam dostać*****.

Coraz więcej też nas w internetach, ćwierkaczach, tumblrach, jak więcej nas niebędących nami. Już nie tylko Pan Tygrysek – także wszyscy inni (wszystkie inne), od żyrafa poczynając, którzy się tu przewijali, jako aspekty naszego mózgu, bez których już nie potrafimy widzieć siebie. Oni są epickimi częściami nas, nam pozostawiając część zwykłą, może nawet czasami trochę nijaką, ale to nie szkodzi dopóki mamy ich. To także my niecyfrowo, analogicznie, te wszystkie dziwaczne bazgroły w naszych notatkach, i Dziennik Dziwności powstały z kolejnej aberracji myślowej. Powstał, prowadzimy go, jest.

Początek

I aktualny koniec

Rok, który opisuje słowo. Słowo klucz, słowo, wokół którego orbituje nasza istota. Zmiana. Zmiany są ważne.



Słuchając słów Doktora, mamy nadzieję na jeszcze więcej ich. Na kolejnych wspaniałych ludzi. I na to, że zawsze będziemy mieć to coś, co pozwala wyłapywać nam absurdalność wartą zapamiętania, dzięki której powstał ten blog.


* Które same w sobie były specjalne, tylko mniej.
** Jeśli wszytko pójdzie dobrze pojawimy się razem z Lierre jako część Gallifrey.pl na tegorocznym Pyrkonie z prelekcją whoviańską, choć raczej mówienie zostawimy jej***.
*** Mówienie nie za bardzo nam wychodzi, zwłaszcza do dużych grup ludzi, wolimy pisać.
**** Dziś pojawi się także nowy post tam. Będzie edytorsko.
***** Przywileje posiadania kont w czterech bibliotekach. Chociaż praktycznie tylko z trzech korzystamy. Ale ten wolny dostęp w uczelnianej od tego roku akademickiego... I tyle fantastyki tam... Uwielbiamy.

1 komentarz: