poniedziałek, 24 lutego 2014

Flying suit

Dzień dobry. Niesiemy w świat dobrą nowinę (i dinozaury*). Zakładamy, że i tak już o niej słyszeliście, ale jest tak piękna, że wzorem Adeenah, której absolutnie nie kopiujemy w tym poście, postanowiliśmy i tak się nią z wami podzielić.

Źródłem grafiki są fejsbuki, których źródłem co widać w górnej części grafiki jest tumblr.
Sherlock ma latający płaszcz jak pterodaktyl i się tym cieszy i my się tym cieszymy i pterodaktyle się cieszą też. Taki płaszcz zapewne pięknie wyglądałby w wianku ;>

Poza tym niesiemy dziś wiosnę, pyrkonową prelekcję o Doctorze Who i coraz bliższy drugi KTF! Tyranozaur!


* Wierzcie w dinozaury. Nawet jeśli one nie wierzą w was.



Uwaga, leci apdejt o uwiankowany płaszcz Sherlocka z regenerującym Sherlockiem w środku mejd baj as na życzenie Adeenah.



 

środa, 19 lutego 2014

Wszystkie szyki, którymi możesz iść – spis niealfabetyczny

Oto spis. Być może niepełny.

Krokodyli szyk* – szyk hogwarcki***, idziemy jak krokodyle, lub bardziej tworząc z tłumem krokodyli kształt, może być z nogami lub bez.

Szyk do muzyki – szyk oczywisty, bezudziałowy, czyli bez udziału świadomych części mózgu, w nieświadomości się wykonujący, z muzyką w uszach lub domyśle, działający co dziwne, nie tylko gdy się idzie, ale najlepiej w pojedynkę, lub ewentualnie synchroniczny, im muzyka dziwniejsza rytmem tym szyk się robi ciekawszy dla postronnych obserwatorów i do chodzenia.

Szyk ziemniaczany – ziemniak, jaki jest każdy widzi, z czego jasno wynika, iż szyk ziemniaczany również jaki jest każdy widzi... a, nie przepraszamy, to coś innego było. Tylko co? Jakieś takie dziwne i na nogach, nie pamiętamy co.

Szyk kapibary – tu podobnie jak w szyku na krokodyla przydatny jest tłum idących, być może koncertowy, kapibary lubują się w koncertach i na koncerty iść. Tak nam się zdaje.

Szyk na leminga – szyk polega w dużej mierze na spadaniu z przepaści w nadziei wykształcenia skrzydeł przed ostatecznym zderzeniem z gruntem. Wykształcenie ich po fakcie nie pomaga, jakkolwiek dodaje punkty do stylu. Za część szyku można uznać stanie w kolejce do miejsca nad krawędzią, z której potem się skoczy.

Szyk głupich kroków – szyk składający się z głupich kroków. Poniżej tutorial.



Szyk samogon – zależnie od interpretacji jest to szyk do samogonu, złożony z samogonu, polegający na byciu samym ogonem lub przebywaniu w samym ogonie, który stanowi część większego szyku (np. krokodylego, rozproszonego polujących raptorów etc.).

Szyk bojowy – szyk, w którym wyglądamy jakbyśmy szli do boju nawet kiedy nie idziemy do boju, chyba, że jednocześnie się ukrywamy (tzw. Tajny szyk bojowy) przed potencjalnymi siłami wroga. Wygląda zjawiskowo uprawiany w kilkunasto- kilkudziesięcioosobowych grupach w terenach miejskich.

Tajny szyk bojowy – jak wyżej, tylko z dodatkowym elementem tajności. Nikt nie może widzieć, że poruszasz się w tym szyku.

Szyk rozproszony polujących raptorów – należy wyglądać jak dinozaury na polowaniu (dodatkowe punkty za a) przebranie się za dinozaura i/lub b) przyprowadzenie prawdziwego dinozaura**** oraz c) własnej soli, kanistra z benzyną i zapalniczki). Szyk luźny, niezobowiązujący. Niestety zabrania się poruszania w tym szyku czarnymi impalami, ponieważ jest to, jak i wszystkie pozostałe w niniejszym spisie, szyk chodzony, nie jeżdżony.

Ciasny szyk łososi zmierzających na tarło – w tym szyku powinieneś wyglądać jak łososie zmierzające na tarło, szyk najlepszy do uprawiania grupowego, choć może lepiej jednak zastosować alternatywę i poleżeć trochę w balii z lodowatą wodą.

Szyk Aloszy Popowicza***** – szyk naśladowniczy dziwnych kroków z animacji produkcji rosyjskiej/radzieckiej pt. Alosza Popowicz, polegający na poruszaniu się jak obiekty czworonogie na ciężkich prochach z możliwymi elementami folklorystyczności.

W kliknięciu Alosza zrobi się większy.


* © Ron Weasly. Pozostałe szyki autorstwa naszego oraz innych ludzi** i wytworów popkultury.
** Jak ie. Zosia, która jest żółwiem, Betty Nobs z jej ślimakami, chochlik Gooseberry i Swirley.
*** Nie hogwardzki, Hogwart nie odmienia się jak Harvard, nie wierzcie ludziom, którzy twierdzą, że tak. 
**** Niekoniecznie raptora, jakkolwiek byłoby to mile widziane.
***** Pytajcie Betty, co to za dziwna rzecz. Ona wie.

piątek, 14 lutego 2014

Salt and burn

To nasza odpowiedź na miłość, to nasza odpowiedź jak u Hannibala, serce, co najwyżej Pan Tygrysek może ci zjeść to:



Tak, to on.

Więc bądź i daj żyć tym, co nie chcą, co tylko siebie jak PT, jak my o fercach wiemy dużo, lecz mózgi piękniejfe od ferc fą, bo mózgów można mieć ile fię chce, a ferca tylko dwa, jak banshee, albo jakif inny Time Lord. Za to mózgów można w niefkończonofć, mózgi można mnożyć jak matematykę, mózgiem można w całofci być.

niedziela, 9 lutego 2014

O idealnościach proporcji

Szklanka.

Kubek.

Większy kubek... Nie. Nie, większy będzie za dużym, w nim herbata nie smakuje już dobrze, nie smakuje jak powinna*.

Być może macie inne, na pewno macie inne, może nie macie żadnych. Proporcje idealne jak miał nasz dawny kubek, jak ma kubek pojawiony kiedyś przez kogoś dziś obecny, trochę sobie przez nas przywłaszczony. Dla nas herbatonaczynie nie może być za duże, nie może być za małe, musi mieć odpowiednią wielkość, nawet jeśli nie proporcje idealne, proporcje w idealności zdarzają się czasem, jak w kubku, który jest, ale nie nasz, jak w kubku który był, ale umarł w stłuczeniu nieprzeznas, tam wtedy i kształt i grubość – między nie za cienkimi, nie za grubymi wartościami umiejscowiona – z objętością na równi mają znaczenie jak i kształt ucha, wygodny do złapania niedystyngowanego, bez poodginanych palców i tym podobnych.

Czy dla kubka być idealnym, to duże brzemię do zniesienia.


* Herbata naszym napojem podstawowym, nie jesteśmy pewni, czy analogicznie istnieją w nas dla kawy, dla reszty chyba na pewno nie ma to znaczenia.

poniedziałek, 3 lutego 2014

Ciastka, TARDIS i blog

Czyli pierwsze urodziny Absurdalnika


Ciastka i TARDIS - dwie z rzeczy, które prawdziwy absurdyk kocha

Do ciastek wymagane jest szaleństwo, choć może nie zawsze było, lecz cóż może dowodzić tego mniej niż Ciasteczkowy Potwór i jego ćwierkacz? On odwieczny niebieskością świadczy o swoich powiązaniach z TARDIS, jak z TARDIS powiązania jest Już Nie ST, jak powiązani jesteśmy my, przez nas Absurdalnik, tak Ciasteczkowy Potwór może zdawać się nie istniał kiedyś, lecz istniał zawsze, nawet jeśli pierwotnie tylko jako wewnętrzna potrzeba czegoś dobrego, słodkiego z rodzynkami i czekoladą.

Dziś mija rok Absurdalnika, rok, w którym wzrastało szaleństwo, wzrastały dziwności, wzrastaliśmy my. Rok, który był wiosną, jak następny zapowiada się być – zima na zewnątrz chce nas oszukać, że to nieprawda, ale my wiemy, my nie wierzymy w jej kłamstwo.

My i rocznice... wystarczy przypomnieć wam post o naszym byciu trochę poza czasem, albo spojrzeć na pantygryskowy blog, by przekonać się, że zwykle niezbyt o nich pamiętamy. Ten rok jednak był bardziej specjalny niż poprzednich kilka lat*. Rok, zaczęty ideami jak pierwszym numerem Kill The Fez!, kończy się pracą nad drugim, który – ciągle w przygotowaniu – będzie większy, będzie być może nawet w druku, bardzo nas ekscytuje taka możliwość, bardzo jej chcemy, dla siebie, dla wspaniałych ludzi, którzy się weń zaangażowali. Ten rok to także właśnie nowi wspaniali ludzie. I starzy wspaniali ludzie. Nasz pierwszy Pyrkon, cudowne trzy dni nakręcające nasze pozytywne baterie na następne miesiące. To ObywateleGallifrey, forum, które było chyba zbyt piękne by żyć i portal, który wciąż się rozwija**. To blogi, które wprowadziły nas głębiej w tę alternatywną część blogosfery, którą uwielbiamy, właśnie za to, że jest alternatywna i że nie ma oporów przed pozwoleniem sobie na dziwność. To strony takie jak Informacje Oczywiste, które badają wyższość ciastek nad żelkami (lub odwrotnie) i całą swoją działalnością przemawiają do naszego poczucia absurdu.

Bo ten rok, to także nasza rosnąca samoświadomość w absurdzie, w którym to procesie istotne miejsce miało dla nas prowadzenie Absurdalnika. To uświadomienie sobie, jak bardzo absurd jest jednym z sensów naszego życia. Jednym z wielu, jak kosmos, seriale (przez ostatnie półtora roku coraz ich więcej i więcej poznajemy), jak muzyka, jak pseudofilozofowanie, które zaczęliśmy ostatnio upubliczniać na ziemniaku i Dinozarłach****. Jak książki, które czytamy od kilkunastu lat i coraz więcej świetnych, poruszających rzeczy znajdujemy, coraz więcej z naszej listy do przeczytania udaje się nam dostać*****.

Coraz więcej też nas w internetach, ćwierkaczach, tumblrach, jak więcej nas niebędących nami. Już nie tylko Pan Tygrysek – także wszyscy inni (wszystkie inne), od żyrafa poczynając, którzy się tu przewijali, jako aspekty naszego mózgu, bez których już nie potrafimy widzieć siebie. Oni są epickimi częściami nas, nam pozostawiając część zwykłą, może nawet czasami trochę nijaką, ale to nie szkodzi dopóki mamy ich. To także my niecyfrowo, analogicznie, te wszystkie dziwaczne bazgroły w naszych notatkach, i Dziennik Dziwności powstały z kolejnej aberracji myślowej. Powstał, prowadzimy go, jest.

Początek

I aktualny koniec

Rok, który opisuje słowo. Słowo klucz, słowo, wokół którego orbituje nasza istota. Zmiana. Zmiany są ważne.



Słuchając słów Doktora, mamy nadzieję na jeszcze więcej ich. Na kolejnych wspaniałych ludzi. I na to, że zawsze będziemy mieć to coś, co pozwala wyłapywać nam absurdalność wartą zapamiętania, dzięki której powstał ten blog.


* Które same w sobie były specjalne, tylko mniej.
** Jeśli wszytko pójdzie dobrze pojawimy się razem z Lierre jako część Gallifrey.pl na tegorocznym Pyrkonie z prelekcją whoviańską, choć raczej mówienie zostawimy jej***.
*** Mówienie nie za bardzo nam wychodzi, zwłaszcza do dużych grup ludzi, wolimy pisać.
**** Dziś pojawi się także nowy post tam. Będzie edytorsko.
***** Przywileje posiadania kont w czterech bibliotekach. Chociaż praktycznie tylko z trzech korzystamy. Ale ten wolny dostęp w uczelnianej od tego roku akademickiego... I tyle fantastyki tam... Uwielbiamy.