czwartek, 30 stycznia 2014

Wszyscy jesteśmy Voldemortami

W czasie sesji książeczki w kolorze Slytherinu, srebro zamaskowane czernią udając, że tak naprawę nie, nosimy z sobą wszędzie. To nasze horkruksy, w nich części naszych dusz zamknięte opętują wykładowców i ćwiczeniodawców, sprawiają, że wszystko zdajemy, gdy nie zdajemy opętanie za słabe, nasza dusza ma niewielki stopień many i doświadczenia jeszcze.

Lepiej mieć indeks i biegać, niż tylko USOSy. To prawda najprawdziwsza, wtedy wcale nie trzeba się uczyć, nie trzeba nawet Panów Tygrysków, choć nasz się nam i tak przydaje – zwiększa oddziaływanie indeksu, który woła „panda trzy”, jakby tylko trzy pandy na świecie istniały, do numeracji możliwe, może istnieją, a reszta to tylko propaganda i przemalowane niedźwiedzie, nikt nie woła „panda pięć” zwłaszcza z indeksem w ręku.

Tajemnicą pozostaje, czy aktu uhorkruksowienia dokonują sami studenci Avadując biedne pajączka, albo arcywrogie roboty obcych cywilizacji, czy jest to dzieło Demonicznych Pań Z Dziekanatu. Demoniczne Panie Z Dziekanatu zapewne mogą też w zastępstwie, jeśli prawdą koncepcja numer jeden, lecz jak one to robią, że dzieli się dusza nie ich, dzieli się dusza studenta, to student Voldemorcieje. Podejrzewamy sprytny skrypt, podejrzewamy czarną magię i bezduszność tych dziwnych kobiet, podejrzewamy... [Demoniczne Panie Z Dziekanatu Znikają, a na ich miejscu pojawiają się Hooded Figures] Przepraszamy, my tylko chcieliśmy oddać indeks. [Rzucają indeks na kontuar i salwują się ucieczką]

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz