wtorek, 31 grudnia 2013

Podsumowanie: czyli Absurdalnik 2013 in a nutshell. Albo coś obok tego

Lubimy czytać takie zwłaszcza nietypowe, więc postanowiliśmy napisać w tym roku nasze (zapewne nudne jak flaki z olejem), a jako, że absurd trudno skategoryzować etc. itd. itp. czego doskonałym świadectwem są te wszystkie tagi na dole strony postanowiliśmy skorzystać z nich i napisać wam o tym czym wam pisaliśmy w tym roku najczęściej. Beware. Oto idzie. Podsumowanie.


Kategoria numer jeden, podstawowa:
Posty właściwe i posty niewłaściwe, czyli wszystkie posty jakie napisaliśmy z podziałem na zawartość absurdu. Mniej więcej. Do tego można ją sprowadzić spokojnie, tu więcej słów nie trzeba. Dalszym przydadzą się... być może.

Kategoria numer dwa:
Zwierzyniec opiewający na smoki, śledzie, (latające) bakterie, dinozarły, koty, żyrafa, Pana Tygryska i wiele innych jak brachiatory, dżdżownice czy nasz niewidzialny potwór pod łóżkiem. Zwierzęta mają zwyczajnie nadzwyczajny potencjał absurdalności, czy to realne, czy urojone, całościowe, czy tylko w częściach – z wszystkich da się wycisnąć nadlogiczność., albo nawet logiczność ukrytą pod absurdem, jeśli nie wiecie, co to jest, jak rumurutit (hint: wcaleniezwierzę). Dlatego tak łatwo się o nich pisze nam i pisać będzie.

Kategoria numer trzy:
Mózg. Nasze narzędzie myślenia, nasze narzędzie cudowności, nasz główny produktor absurdu. Chwała mu.

Kategoria numer cztery:
Człowieki, bez których nie byłoby nas takimi, jakimi jesteśmy gotowi tworzyć rzeczy jak Absurdalnik i inne wcale niepodobne, ale równie dla nas ważne. Dużo wspominaliśmy o nich:
Arsis, ponder, zosia11, Adeenah, Betty Nobs, zwierz popkulturalny, Álfey, Eśka, Aga Drako, Ala, Halszka, Tomasz Castlegar, Tuner, Zelaznostopy, grafomanka. Dziękujemy.
Czasem też pisaliśmy o człowiekach bardziej w ogólnościach jak o pogodynkach i posiadaczach kanału i studentach widmo, choć tu możnaby ich podciągnąć pod zwierzyniec, bo czymże innym niż zwierzyńcem my człowieki jesteśmy.

Kategoria numer pięć:
Recenzje i relacje. Recenzować nie umiemy, relacjonując rozciągamy opowieść do granic niemożliwości, dlatego nie mamy blogów dla nich, dlatego możemy poświęcić im trochę absurdu i zupełnie się nieprzejmować spełnianiem kryteriów im przypisanych przez innych.

Kategoria numer sześć:
Seriale. Na Absurdalniku to głównie Doctor Who z jego Doktorem, Ciszą, TARDIS i fezem <3 i="">Sherlock
, Broadchurch, Hannibal, Torchwood i Welcome To Night Vale. Seriale w dziwnych nawiązaniach i kategorii powyżej – dziwnych recenzjach.

Kategoria numer siedem:
Dziwne rzeczy z internetu. Znaleźliśmy (wpadliśmy na?) aż (tylko) siedem takich. Totalnie nie pamiętamy już czym były. Tylko, że były dziwne. Ale po co zajmować się tym co każdy zna jako dziwne, gdy możemy uwypuklać dziwność tych, z pozoru niedziwnych wcale.

Kategoria numer osiem:
Temu prawdziwy absurdyk nie ufa. Nam udało się nie zaufać tylko sześć razy w osiemdziesięciu i jednym poście. Strasznie ufne z nas stworzenia coś. Najwyraźniej prawdziwy absurdyk tak ma.

Kategoria numer dziewięć:
Pyrkon, na którym byliśmy pierwszy raz i musieliśmy wyrazić naszą absurdalną radość z tego powodu. Na następnym będzie jeszcze wspanialej. Też napiszemy wam zeń relację.

Kategoria numer dziesięć:
Awarie zdarzają się i w absurdzie, tudzież mają potencjał absurdalnościowy, którego niewykorzystać absurdyk nie potrafi, jak i my wykorzystaliśmy.

Kategoria numer jedenaście:
Grammar nazizm. Staramy się go powstrzymywać i jak widzimy całkiem dobrze nam to wychodzi. Choć czasem dobrze jest dać mu się ujawnić.

Kategoria numer dwanaście:
Matematyki jak 2 i 2 jest 5, a liczby pochodzą z urojeń, matematyki jak wzorce, które nasze absurdalnikowe mózgi widzą. Zwykle to matematyki niezwykłe, absurdem przesiąknięte, absurdem się żywiące – zwykłe są wspaniałe i z absurdalnego punktu widzenia niekoniecznie z potencjałem.

Kategoria numer trzynaście:
Czas, który bywa dziwniejszy niż mogłoby się zdawać nawet bez wsiąknięcia w absurd, nawet ten podparty logiką, w przeciwnościach do matematyki w fizykach całkiem często znajdują się rzeczy naprawdę dziwaczne.

Kategoria numer czternaście:
Książki. Kolejny z aspektów, bez których nie byłoby Absurdalnika, nie byłoby nas, więc i im należy się cześć, którą tu oddajemy specyficznie.

Kategoria numer piętnaście:
Muzyka. Muzykę trudno ująć w absurd, jeśli z założenia go nie posiada, lecz o dziwne recenzje i wspomnienia całkiem dla niej łatwo, jeśli tylko jest obrazotwórcza. A i od czasu do czasu można się muzycznie podzielić, jak my się dzielimy, jak dzieli się wiele mniej absurdalnych blogów.

Kategoria numer szesnaście:
Kosmici, księżycówka i inne kosmiczności. Zdecydowanie za rzadko się nam pisało o takich dziwnościach, jak na nasze uwielbienie dla nich. Więc postanowienie: W 2014 więcej pisać w kategoriach pozaziemskich. Możecie pilnować go.


To były te mniej więcej najczęstsze nasze rzeczy absurdalnikowe. Poza tym pojawiło się całkiem sporo innych kategorii pojedynczych, niekoniecznie mieszczących się w jakieś większe nadkategorie. To jak to mówiliśmy? 1 post na tydzień? 4 albo 5 na miesiąc? Chyba trochę za dużo się nam ich napisało...

piątek, 27 grudnia 2013

Zwierzę-paradoks

To człowiek, my, właśnie tak pracujemy nie dajcie sobie wmówić, że nie, że nie wolno wam być w nielogicznościach. W nielogicznościach, poza logicznością człowiek trwa, bo logika jest za mała, to tylko drobny wycinek tego, czym, tego jak jesteśmy i czym jest świat, kiedy widziany przez pryzmat nas, naszych mózgów, logika jest za mała żeby pomieścić całe nasze „so much bigger on the inside”.

A ono jest splątane nawet jeśli myślicie, że nie – jakby kłębek wewnętrznej włóczki przez trzy wielkookie kociaki – ani się jej nie rozplącze, ani kociaków nie wyplącze się z niej, one są częścią systemu. Dzięki temu splątaniu możemy zrozumieć świat, możemy udawać, że go rozumiemy na tyle skutecznie by w nim na codzień, często nawet nudno, żyć, by wiedzieć, że go rozumiemy i, że nie rozumiemy wcale, że zrozumieć nigdy nie będziemy potrafili, a jednak ciągle do tego zrozumienia dążyć. W ten sposób wiemy coraz więcej, w ten sposób nie wiemy nic.

Żyjemy w paradoksach, a największym przekonanie o naszej logiczności – ono nigdy nie zniknie do końca, nawet mając świadomość wszystkich innych przeczących mu.



Jeśli chodzi o "Czas Doktora" to nasza recenzja (tak wygląda nasz angielski w praktyce (nienajlepiej)):

poniedziałek, 23 grudnia 2013

Jak mieć spokój, gdy przyjdzie ciemnościopsuj i zepsuje ciemność?

Dziś wam piszemy o tym co ważne na święta i na zawsze. Poza tym założyliśmy trzeci blog. Na razie jest tam tylko jedna notka i właściwie nic więcej. 
Świąt.
Gin&PT

Nie można. Przychodzi gdy i zabiera ciemność i spokój myśleniu, w ciemności myśli się najlepiej, inaczej przed zaśnięciem, inaczej jeszcze wcześniej, siedząc z herbatą i światłami za oknem z ciemnością tu i wewnątrz. A gdy ciemność zepsuta można tylko odejść, uniknąć światła, samo nie jest złe, tylko kiedy chce się myśleć nie pozwala w pełnym skupieniu w myślenia poczuciu najdogłębniejszym. Wtedy światłość najzdradliwsza.

Ciemność przyjacielem, w oswojeniu ze światłami w oddali tylko, granicznymi niezabierającymi jej miejsca. Ona pozwala na skupienia jak jasność rozstraja, jej rozstrojenie jest inne, być może nawet lepsze.

Dobra była ta jaskinia babci Weatherwax.

piątek, 20 grudnia 2013

A deklinacja siedzi i zawija je w te sreberka

To jest post dla jego tytułu, bo tak pięknie sobie wyobrazić Deklinację siedzącą i zawijającą w sreberka [tu wpiszcie sobie cokolwiek co mogłoby być zawijane*]. Pięknie jest ją sobie wyobrazić taką i mieć z tego obrazu ubaw.


* Prezenty, żyrafy, eksplodujące żółwie...

poniedziałek, 16 grudnia 2013

Serce TARDIS

Wszyscy wiemy, że to czarna dziura, ale nie, bo nie taki odgłos wydaje, wydaje głos dinozaura, zamkniętego weń, być może Doktor jakiegoś porwał, pomajstrował, pozwolił swojej Sexy rosnąć wkoło – w ten sposób dinozaur padł i pada po wieczność... Nie, to nie tak, on był w trakcie umierania, niebieszczał i Doktor zabrał go do budki, dinozaur nie chciał umierać, a Doktor zrozumiał jego strach.

Więc nie umiera, odradza się na nowo w sercu TARDIS jest jej czarną dziurą, podtrzymują się przy życiu nawzajem, gdy trzeba udają, że jego tam nie ma, ale on tam jest, on robi ten głos zaciąganych gwałtownie hamulców, który tak kocha TARDIS.

Czarna dziura z dinozaura w jej sercu. I nieważne jaki to rodzaj.

piątek, 13 grudnia 2013

Wodzowie fantazji

Ona nie ma wodzów, jest bezwodzna, w takim najlepsza, może pójść gdzie jej się podoba choćby i w Chaos.


Robimy drugą edycję Kill The Fez! (tym razem w jakieś dwadzieścia osób, więc będzie to już zeszyt, nie taka broszurka, jak pierwszym razem). Na Pyrkon planujemy wydrukować dla siebie i dla współautorów, ale zastanawiamy się, czy wy nie chcielibyście, dla siebie zamówić, gdyby było do nabycia po kosztach druku* z odbiorem na Pyrkonie, albo pocztą (wtedy rzecz jasna z kosztem przesyłki wliczonym w cenę)?
Gin&PT

* Na razie jeszcze nie wiemy ile to wyjdzie, zależy gdzie będziemy drukować, ile będzie kosztować druk w kolorze, bo nie chcemy rezygnować z.

poniedziałek, 9 grudnia 2013

Gra w kółko i krzyżyk prądem

Myślisz, że to niemożliwe tak, a jednak się da. W prądowni robą prądy i zamiecie, żeby móc grać w tę grę osobliwą, bo nie domami, być może miejscowościami, być może nie, raz masz prąd, raz prądu brak, i znów prąd tylko w połowie, myślisz, że wiesz – to oni grają nim w kółko i krzyżyk, wprawiają cię we wspaniały nastrój, choć wcale nie powinni, jak wszystko inne, co wprawiło cię w nastrój tego dnia i zamieć i o 250 procent dłuższa podróż do domu (choć jej przyczyny nie są radosne, o nie) i bibliotekowanie, a teraz ta gra w prąd w środku, i jego na ulicy brak, niebrak w drugiej części wioski, w twojej tak, długo, do następnego dnia. Jesteś szczęśliwy, bo mimo tej ich gry masz przy sobie cały świat.

piątek, 6 grudnia 2013

Dzień, w którym latarnie przestały latać

To dziś. W każdym razie te nasze.

wtorek, 3 grudnia 2013

Kapr z trójki (czy kryptośledź?)

Co roku trójka robi karpia, co roku czekamy, co roku jest inny. To dla nas są święta, zaczynają się absurdalnością. Właściwie nie powinniśmy na nie czekać my pogańscy, ale i tak nawet jeśli nie będziemy, wciąż będziemy czekać na karpia w wykonaniu trójki. On niesie z sobą śnieg i ciepło w środku, zimno na zewnątrz oraz gwiazdy. Powinien mieć swój gwiazdozbiór, być może gdzieś ma, niewidoczny z Ziemi, widoczny skądinąd. Bardzo dobry jest taki karp. Do słuchania.

On prawie jak śledź tylko inny, wcale nie śledziowy, choć ryba i do tego śpiewana ryba, ale weń dużo więcej ości i inne ma cele, to budzi podejrzenia, że może karp, ale kryptośledź, tylko jednak nie, śledzia w sobie nie ukrywa, jak niespodzianka, on jedynie karpiem, karpio opowiada o śniegu, o drzewach iglastych, o innych światach, o rzeczach pięknych. Wartych czekania i długich nocach – takie najlepsze.

Więc karp.