wtorek, 26 listopada 2013

Palce to narząd mowny

Nimi piszemy język, ten mówiony przekształcając go w znaki, a jednak pozostaje mu też w pewnym stopniu dźwiękowość, gdy nie w literaturę, nie w wywód zmieniany, gdy jak najbardziej z mózgu przez palcousta wypływający i w literaturze dźwiękowy też, nawet bardziej, gdy mózgiem czytany, dźwięki, intonacje i barwy tworzy i prawietworzy. Potem przemielony mózgiem przez palce wydostaje się na zewnątrz znów. 

On jeden w swoim rodzaju prosto z mózgomyśli płynie i zmienia świat, jak i inne płyną i zmieniają, lecz nie dziwnymi sposobami one, tak tylko on nie przez usta, długopisy, ołówki, myślenie, telepatę. Palcami, które stukają z mózgu robiąc litery, znaczenia i sensy dla innych, niż ich mózg sam...

Mają pewną niezależność... Już dawno wiedzieliśmy, że nie możemy im ufać. [Spoglądają nieufnie i nieprzyjaźnie na swoje palce. Palców to nie peszy. Palce otwierają drzwi Już Nie ST.] Tak. Czas nam znikać. [Znikają.]

wtorek, 19 listopada 2013

O żyrafiątko!

Czyli wszyscy nas nominują nie wiedzieć dlaczego, my z zasady nie bierzemy udziału w łańcuszkach, nigdy i dla żadnych powodów tymczasem po powrocie do internetów znaleźliśmy aż trzy nominacje Absurdalnika do czegoś co się nazywa Liebster Award, a być może jeszcze jakieś przegapiliśmy. Moglibyśmy je zignorować, a nawet powinniśmy patrząc na to, co właśnie napisaliśmy o łańcuszkach... ale tak jakoś kusi, żeby odpowiedzieć na ich pytania i zrobić swoje. Więc odpowiemy. To wcale nie jest łańcuszek. Ani trochę. To tylko międzyinternetowa życzliwość. Tak. Zdecydowanie tak. Żadnych łańcuszków.



[Formułka, dla tych, którzy jeszcze się jakimś cudem na nią nie natknęli w swoich wędrówkach, po blogujących częściach internetu.]
„Nominacja do Liebster Award jest otrzymywana od innego blogera w ramach uznania za „dobrze wykonaną robotę” Jest przyznawana dla blogów o mniejszej liczbie obserwatorów, więc daje możliwość ich rozpowszechnienia. Po odebraniu nagrody należy odpowiedzieć na 11 pytań otrzymanych od osoby, która cię nominowała. Następnie ty nominujesz 11 osób (informujesz ich o tym) oraz zadajesz im 11 pytań. Nie wolno nominować bloga, który cię nominował.”
[Koniec formułki, dla tych, którzy jeszcze się jakimś cudem na nią nie natknęli w swoich wędrówkach, po blogujących częściach internetu.]
Tylko komu chciałoby się szukać aż jedenastu takich blogów, zwłaszcza gdy trzy z tych, które sam mógłby wymienić nominowały jego samego.


Pytania od Pondera:

1. Pierwszy „dorosły” zespół lub wykonawca muzyczny, którego słuchanie pamiętasz.
Dorosły znaczy „nie przeznaczony specyficznie dla dzieci”? Zapewne, powinniśmy tu podać Grzegorza Turnaua, Myslovitz, albo Republikę, tudzież jakąś badziewną muzykę, bo niestety musimy to przyznać – w dzieciństwie mieliśmy badziewny muzyczny gust. Jednak, ponieważ tak radykalnie się nam od tego czasu zmienił, już dawno nie pamiętamy nazw tamtych zespołów.

2. Gdybyś mógł/mogła wybrać sobie jeden talent, jakiego nie posiadasz, do czego chciał(a)byś mieć smykałkę?
Jest trochę takich, których nie mamy, a chcielibyśmy. Ostatecznie wybieralibyśmy między rysowaniem, rękodzielnictwem (strasznie lubimy takie rzeczy, ale nam niespecjalnie wychodzą) i graniem muzyki.

3. Dokonaj swobodnej autoanalizy psychologicznej na podstawie ulubionego koloru i tego, jak wygląda twój breloczek do kluczy.
Ulubiony kolor: czerwony i czarny
Breloczek do kluczy: brak (za to jest pyrkonowa smycz)
Autonaliza: Sądząc po kolorze czerwonym (symbolu wszystkiego, co czerwone), jak wiele rzeczy jest i czarnym (znaczącym co tylko da się wpisać w czerń) jak jeszcze więcej, dobranych do braku breloka kluczowego (ważny symbol braku osobowości, którą taki brelok u wszystkich swoich posiadaczy reprezentuje) jesteśmy krwiożerczymi istotami nicości, nurzającymi się w krwi, cierpieniu, ciemności i fandomie, które czekają aż otworzy się nicość, mająca pochłonąć cały świat wraz ze wszystkim, czego nie chcemy widzieć, zostawiając za sobą jedynie oceany krwi i truskawek. Mwhahahahahaha!!! Ekhem. Tak, to by chyba było tyle.
                
4. Gatunek muzyczny, którego nie możesz znieść.
Wahamy się między disco-polo a dubstepem. Oba są równie okropne.

5. Film, którego prawie wszyscy twoi znajomi nienawidzą, a ty go lubisz.
Za rzadko oglądamy filmy (niestety), żeby czynić tego typu obserwacje.

6. Ostatnio przeczytana książka i wrażenia z niej.
Rzeźnia numer pięć Vonneguta (po raz drugi). To boli.

7. Czy lubisz jeże?
Skomplikowany filozoficzny problem. Nigdy nie rozpatrywaliśmy jeży w kontekście lubienia. Nigdy też nie próbowaliśmy ich jeść – trudno byłoby ominąć kolce (są gorsze niż ości). Ale, jak napisał Mistrz PTerry: „I tylko jeża...”. Więc tak, chyba je lubimy. A, no i przecież John jest jeżem. Oczywiście, że lubimy jeże.

8. Jakiego zmarłego sławnego artystę byś chciał/a zobaczyć na żywo gdybyś miał/a taką możliwość?
Jednego z tych od prehistorycznych fresków naskalnych w jaskiniach. Moglibyśmy spytać, czy to naprawdę sztuka, czy tylko im się nudziło i tak sobie pomyśleli, żeby zabić gwoździa przyszłym pokoleniom.

9. Gdybyś miał/a do wyboru zrezygnować do końca życia z czekolady albo z całego nabiału z wyjątkiem tego w czekoladzie zawartego, co byś wybrał/a?
Czekolada zostaje.

10. Czy jeż z czekolady jest dalej jeżem, czy już czekoladą?
Do odpowiedzi na to pytanie konieczne będą szczegółowe badania nad składem procentowym postulowanego produktu. Czy ktoś jest skłonny oddać swojego czekoladowego jeża do celów badawczych?

11. Jaka jest prędkość afrykańskiej jaskółki bez obciążenia?
[Konsultują się z żyrafem i słoniopodobnymi] Zależy, czy jaskółka śpi w locie, czy załatwia to jakoś inaczej. Jeśli śpi do jej wagi przeciętnej dochodzi jeszcze ciężar snów – czyli obciążenie dodatkowe, oprócz obciążenia podstawowego, które wpływa ujemnie na jej prędkość. W locie całkowicie nieobciążonym, jaskółka afrykańska osiąga prędkość standardową dla swego gatunku, jak sądzimy.


Pytania od Tomasza Castlegara z Rysuję i Myślę:
                                         
1. Najdziwniejszy film jaki widziałaś/eś?
Zaczyna się trudno. Chociaż nie. Arsis nam cośtam dziwacznego pokazywała jakiś czas temu. Niech no tylko znajdziemy ten link. Bójcie się. [Wyruszają na poszukiwania.] My tu jeszcze wrócimy. Takie japońskie to coś było. No dobra, potem poprosimy Arsis, żeby nam jeszcze raz je podesłała, to wrzucimy i wam.

2. Najbardziej obojętna ci aktorka?
Zapewne znalazłoby się trochę takich, które nic nas nie obchodzą, ale żeby zaraz robić im rankingi? Perwersja.

3. Cukierek czy psikus? Uzasadnij.
Cukierek. Cukierki możemy dostawać zawsze.

4. Ulubiony filmowy antagonista?
Khan, z ostatniego Star Treka. Bo Benedict (A Voldi był książkowy). No i dlaczego nie mogli mu dać wygrać? Buu :( Mroczni Władcy i Źli Wszech Światów, łączmy się.

5. Jaka byłaby pierwsza rzecz, którą byś zrobiła/zrobił, gdybyś była/był Potworem z Loch Ness?
A to nie jesteśmy? [Oglądają siebie] Nie, chyba jednak nie. Odpowiadając na pytanie: Urodzilibyśmy się?

6. Lody w rożku czy na patyku? Uzasadnij.
Looooodyyy!!!

7. Ulubiony Pokemon?
Pokemony, kiedy to było. Pikaczu pamiętamy.

8. Ulubiony cytat?
Jako prawdziwi książkoholicy mamy ich za dużo nawet na cały post o ulubionych cytatach. A jeszcze dochodzą te z piosenek. I pewnie jeszcze jakieś inne.

9. Czego nie chciałabyś/chciałbyś dostać na święta?
Ubrań. Ubrania są nudne. Chyba, że byłyby to geekowskie ubrania.

10. Jaki jest twój ulubiony obraz? Uzasadnij.
Coś Dalego. Ten z płonącą żyrafą np. Dali był absurdalny.

11. Długopis czy klawiatura? Uzasadnij.
Zależy. Jakbyśmy mieli przepisywać z długopisu na klawiaturę to ekonomiczniej nam od razu klawiaturą. Ale nie moglibyśmy też tak całkiem bez długopisu. Długopis ma duszę, zwłaszcza czarny, a nasza klawiatura jest cudowna płaściutka, kochamy ją.


I w końcu pytania od Adeenah:

1. Policz swoje serca i pochwal się wynikiem.
Liczenie naszych serc to nie wyższa matematyka jak z mózgami, tu jakby nie patrzeć – a patrzeć możemy z wielu kątów – wychodzą nam dwa nawet, kiedy jest ich więcej.

2. USS Enterprise czy TARDIS? Odpowiedź uzasadnij.
TARDIS. ST właściwie (jeszcze?) nie oglądamy, a i tak choćbyśmy najbardziej ogromną sympatię czuli do Enterprise, nie pokona ona miłości do TARDIS. Poza tym... [Spoglądają na Już Nie ST] Ten kształt do czegoś zobowiązuje.

3. Czy byłby z Ciebie dobry Sherlock? Dlaczego?
Czasem myślimy, że tak, ale ogólnie nie jesteśmy geniuszami, jeśli chodzi o rozwiązywanie zagadek, więc jednak nie. Za to podejrzewamy, że byłby z nas całkiem niezły Moriarty, a nawet lepszy, bo sami z siebie możemy już zrobić całkiem sporą sieć.

4. Najlepsza ziemska herbata to...
Czarna torebkowana z cukrem. Reszta to detale.

5. Co sądzisz o Gornie.
Dziwny krokodyl. W sukience o.O
                                                            
6. Jaki jest Twój ulubiony gatunek kosmity i dlaczego właśnie on.
Doktor. Tak, wiemy, to pytanie o gatunek, ale tak jakby po Wojnie Czasu i odejściu Mistrza w nią, Doktor został jedynym przedstawicielem swojego gatunku we wszechświecie, więc podciąga się pod definicję. A dlaczego on? Tego nie trzeba tłumaczyć.

7. Gdybyś dysponował(-a) technologią Władców Czasu, to jaki przedmiot uczynił(-a)byś większym w środku?
Regał na książki, bo: „Nigdy nie ma dość miejsca na półkach”.

8. Gdybyś posiadał(-a) wehikuł czasu, gdzie i kiedy udał(-a)byś się w pierwszej kolejności?
Na to pytanie kiedyś już odpowiadaliśmy na Absurdalniku, więc chyba się powtórzymy. Kusi nas przyszłość, żeby zobaczyć jak ona będzie wyglądać. Miejsce. Miejsce też niezmienne, dopóki tam nie byliśmy, a możliwe, że nawet potem: Islandia.

9. Który język wolał(a)byś opanować - klingoński czy Quenye?
Quenye? To bardziej odpowiedź z cyklu: O jednym z dwóch tylko słyszeliśmy. Ale języki elfów są piękne. No i elfy są islandzkie. Więc pewnie i tak padłoby na Quenye.

10. Dlaczego Smaug nie ma niebieskiego szalika?
Nie ma? Zbrodnia! Trzeba to, czym prędzej naprawić. Ale dlaczego nie ma? Może zapomniał zabrać go ze swojej jaskini pełnej skarbów. Albo Bilbo mu ukradł razem ze złotem, kradziej jeden.

11. Przyznaj się w tej chwili do którego domu w Hogwarcie należysz.
Ravenclaw – oni najlepiej w całym Hogwarcie rozumieją, na czym polega wykorzystywanie mózgów.


A oto nieobowiązkowe pytania z dziedziny absurdu i okolic:

1. Czy żyrafy są prawdziwe?
2. Dziwne sny? Opowiedz.
3. Czy masz jakieś nietypowe uczucie, tylko dla ciebie?
4. Jaką polską piosenkę podejrzewasz o bycie piosenką o Doktorze?
5. Hannibal, czy Vimes?
6. Dlaczego pomarańczowy kocyk posiada tak wielką moc?
7. Jaka była najdłuższa książka, którą przeczytałeś/aś z własnej woli i do tego z przyjemnością?
8. Ciemność, czy światło?
9. Różowe okulary, czy kolorowy umysł?
10. Superwholock?
11. Czy nie sądzisz, że jeden mózg to za mało?


Oraz nasze nominacje (ponieważ ktoś musi mieć możliwość ich zignorowania):

Skeczbuk – nasz drugi mózg, czyli Arsis, jeleń żyjący w internetach. Może tym razem nie ucieknie, bo ma talent i tylko wytrwałości do blogowania jej brakuje.
Mhrok, zło i guziki – Zosi żółwiowi też przyda się kop do dalszej i regularniejszej bytności tu.
Trampacze – i Betty również. Betty maluje, rysuje, pisze w dużej mierze okołodoktorowo i światodyskowo i jeszcze inaczej a zawsze pięknie.
Eśka (po)tfforzy – Eśka robi naprawdę fajne rzeczy z deqoupage’u i innych, których jej zazdrościmy.
My-geronimo – źródeł doktorowej wiedzy nigdy za wiele.
Efka i koty – koty też trzeba czcić, a Efka pisze o swoich kotach i pracach okołokocich i innych tak, że aż chce się mieć więcej własnych (tudzież jakiekolwiek własne).



Więcej blogów zarazem małych, dobrych, niespecjalnie znanych, przynajmniej jako tako żywych i niekoniecznie skłonnych ukamieniować nas za nominowanie na chwilę obecną, bez możliwości wejrzenia w naszą listę czytelniczą, nie pamiętamy. O, żyrafo! Teraz będziemy jeszcze musieli tych wszystkich człowieków poinformować, że ich złańc... zintegrowaliśmy. Żyrafo, bądź z nami! [Ruszają w misję] I żeby nie było! Napisaliśmy ten post tylko dlatego, że jesteśmy jak te koty lubiące być w centrum uwagi – lubimy być w centrum uwagi. [Znikają]



Aneks.
Pytania od October z Taste the gravity

1. W jakiej formie preferujesz placki?
W każdej.

2. Jaki jest najbardziej inspirujący tekst, który nawiedził twoje uszy?
Jakoś... nie potrafimy nic wskazać. Muzyka się w nas sączy ze swoimi słowami i inspiracje powstają z niej splątanie, że nie ma jednego tekstu najbardziej, ani nawet szczególnie wyodrębnialnego... Nie, to nie tak. To w ten sposób: Muzyczne inspiracje powstają w nas z obrazów, jakie rodzą się z połączenia dźwięku i słów, inspirują nas całe utwory, a nie tylko ich teksty, więc nie mamy tekstu najbardziej inspirującego dla uszu.

3. Jaki jest twój ulubiony Pokemon i dlaczego?
To pytanie już dostaliśmy od Tomasza Castlegara, więc patrzcie w odpowiedzi na jego zestaw.

4. Gdybyś mógł/mogła wybrać jakąś supermoc, to co to by było i dlaczego?
Ale my mamy już supermoc – igorowanie. Mamy nawet własny cool pojazd – Już Nie ST.

5. Jaki jest najbardziej absurdalny sen, jaki ci się kiedykolwiek przyśnił?
Nasze sny zawsze są dziwaczne, więc generalnie dość szybko – poza ogólnymi schematami –je zapominamy. Nie robimy im rankingów.

6. Jaka jest Twoja największa fanaberia/najbardziej nielogiczny rytuał/dziwny zwyczaj?
Nie posiadamy/nie praktykujemy/wszystkie są dziwaczne.

7. Kto jest twoim ulubionym czarnym charakterem i dlaczego jest to Loki?
Loki? [Nawiasem mówiąc musimy chyba wreszcie obejrzeć te Marvelowskie rzeczy z nim.] Ale jak na razie znamy tego z a) mitologii germańskiej i b) Supernaturala. Ogólnie przynajmniej na razie nasza odpowiedź będzie przy Voldemorcie.

8. Jaka jest twoja definicja piekła?
Piekło nie istnieje.

9. Najgorsza piosenka, którą zadedykujesz swojemu wrogowi.
Nie słuchamy najgorszych piosenek. Słuchamy tego, co lubimy słuchać.

10. Co trzeba zrobić, żeby usunąć Snorlaxa torującego drogę?
Snorlax, snorlax, co to było ten snorlax? [idą po słownik] Aha. Nic. Ominąć. Zaminować. Zbudować nową i mieć nadzieję, że na nią nie przejdzie.

11. Co byś zrobił/zrobiła, gdybyś był/była ostatnim człowiekiem na Ziemi?
Zobaczylibyśmy wszystkie te wspaniałe miejsca obecnie zatłoczone masami ludzi, którzy odbierają im cały urok (dotyczy zwłaszcza tych, którzy twierdzą, że najważniejszym elementem morza/oceanu jest plaża).

poniedziałek, 18 listopada 2013

Biblioteka matka

Przysposabia jak własne dziecko, przyhołubia do swego serca, a serce to wielkie, jak matka otwiera swe podwoje, dzieli się zgromadzoną w sobie wiedzą, swoimi opowieściami. Jak matka budzi szacunek i miłość i przywiązanie. To ona wychowuje, nadaje prawa i obowiązki, z niej mądrze korzystając zmienia się to, jakim się jest człowiekiem. Zaprowadzonym po raz pierwszy w wieku kilku lat, jeszcze niepewnym, niewiedzącym, co to jest, gdzie sięgnąć, bez przewodników, samemu szukając swojej drogi, powoli tę drogę wytyczając – kolejnymi lekturami, to miłość na całe życie. A ona pochłania, połyka już cię nie wypuści, o nie, jak lewiatan zachłyśnięta swym połowem, swym kolejnym dzieckiem, ukazanym światu, światu jej mądrość roznoszącym, nawet jeśli tylko dla siebie, tylko dla najbliższych ją zachowuje, jeśli przed innymi ukrywa to i tak – wiedza się roznosi. Biblioteka kocha swoje dzieci. Biblioteka rozumie, biblioteka szanuje ich człowieczeństwo, wyobraźnię, bezradność i słabość. Ich strach. Biblioteka uczy swoje dzieci siły.

Przysposabia czasem nawet oficjalnie

Więc jak matka jest, tak jak matka powinna być, choć nie wszystkie są, zbyt wiele niedoskonałości w nich, zbyt trudno czasem kochać – czasem kochać się ich, tych prawdziwych nie da, ona tym bardziej wtedy, jak rodzicielka zastępcza – nauczy miłości zwłaszcza ta pierwsza, nie-wielka, nie ograniczona wpłatami, opłatami, terminami, gdzie trochę niepewność, czy wolno zapuszczać się w bardziej ukryte regały i szukać na półkach pokrytych pajęczynami, ale można i z czasem zaczynasz zapuszczać się i tam. Ma swoje schowki, dostępne tylko dla bibliotekarek – pośredniczek, pomiędzy tobą i nią. Pośredniczą, nawet jeśli nie zrozumieją, co czujecie do siebie ona i ty. Pośredniczą zwykle w tych najmniej istotnych częściach, tych narzuconych z zewnątrz, nie od ciebie, nie od niej wychodzących. Tych, które zbyt nie do opisania, tych których trzeba nauczyć się samemu. Lub przez innych, ale tak naprawdę też samemu nauczywszy się, z pośredniczeniem tylko minimalnym, z tą jedną osobą, która zapisze do, w samonauczeniu – tak docenia się najgłębiej tę więź, tej więzi nie odbierze nikt, niezależnie od podejmowanych prób.

Pojawią się z czasem inne, szkolne, miejskie, powiatowe, uczelniane i zostanie ta pierwsza, jednak już wiesz, że w końcu ona odejdzie, ty odejdziesz. Zbyt daleko geograficznie będziesz, by do niej wrócić. Ale to nie boli, kiedy wiesz: wszystkie biblioteki są jedną i tą samą. Wszystkie książki wszędzie wiedzą.

środa, 13 listopada 2013

Ulica o dwóch nieparzystych stronach

Zdarzają się takie dziwne, bez strony parzystej, być może ze stroną parzystą ukrytą gdzieś indziej, schowaną ze wstydu, przykurczoną, by zrobić miejsce rozrośniętej ponad miarę nieparzystej. Tak bywa i tajemnie się dzieje, może to rajcy nocami zmieniają strony ulic, ale w ciemnościach im się miesza i zamiast zwykłego przestawienia* jednej na drugą, dublują nieparzystość, do nieparzystości przejawiają inklinacje i potem już tak zostaje, bo nikt się przecież nie przyzna, że nie tak od początku było i tylko czasem sąsiedzi naprzeciwko się zdziwią, że oni mieszkają pod trzecim i ci po drugiej stronie mieszkają pod trzecim, nawet jeśli to książki.

Strzeżcie się ulic z dwiema nieparzystymi stronami, taka jest nasza uwaga. A gdyby zdarzyło się wam znaleźć gdzieś ulicę o dwóch stronach parzystych powiedzcie jej, żeby się nie bała i uciekajcie stamtąd czym prędzej. Taka ulica się boi, zwłaszcza w asfalcie i jest groźna. Lepiej nie ugrzęznąć. A podobno liczby parzyste to te dobre.


* To się zdarza, nagminnie wręcz, choć nikt nie zauważa.

piątek, 8 listopada 2013

Miesiąc liczenia lisów

Jest taki jeden w tym roku i on trwa dziś, trzeba liczyć swoje lisy, czy mają odpowiednio szczęśliwą liczbę, najpierw trzeba tę liczbę wybrać. Potem policzone ją mają lub nie - dobrze jeśli mają, wszystkie inne są złe, wszystkie inne też są dobre.

Żyjąc wolne: Naszą liczbą osiem, naszą liczbą dziś. Naszą liczbą Gin i Pan Tygrysek, żyraf i słoniowate wnoszące właśnie na salę siebie. Podłóżkowy potwór*, który chrapie w tym momencie** - wciąż pozostając niewidocznym. Arsis z M. zmierzające w kierunku Falkonu (tam możecie nas spotkać pośrednio, poprzez nie). I jeszcze mały wewnętrzny wiking i wszystkie inne drobniejsze części składające się na tę liczbę piękną, która definiuje nas w tak ogromnym stopniu. Przez, którą my definiujemy siebie. Żyjąc wolne lisy mogą udawać, że nas tam liczących ich wcale nie ma.

Jeszcze nie policzyliśmy zresztą naszych lisów w tym roku, ale myślimy, że jest ich tyle ile powinno, nie ma co martwić nadmiernie stworzeń, pójdziemy gdy będzie im spokojniej. Na razie wystarczy, że wiemy: jest ich odwrócona nieskończoność i zawsze tyle ich będzie, żadnego nie zapomnimy, one nie zapomną nas.

Liczcie swoje lisy, kiedy nie będziecie na naszym internetowym przyjęciu, na którym nas nie ma (nas nie ma w ogóle). A przyjęcie wygląda tak: Tam gdzie jesteśmy w internetach, gdy w nich jesteśmy, możecie się bawić z nami w domyśle, jak Księżyc jest w domyśle i ta kometa, którą mamy w miesiącu liczenia lisów (czyżby jakaś korelacja?) i później też, być może nawet będzie mieć ogon, jak lis, albo Pan Tygrysek płomieniejący.

 Nie widać nas tutaj, bo nas nie ma


Zabawy!
Gin&PT

* Założyliśmy mu papierowy kapelusik wspólnymi siłami i nawet udało nam się go nie obudzić.
** Niezależnie od tego jaki to moment.

Edit. Małe dementi: Arsis jednak nie będzie na Falkonie, a więc i nas tam nie będzie nawet pośrednio.

wtorek, 5 listopada 2013

O naturze złych psów

Złe psy z natury to kłamstwo, one z natury są szczekliwe i psie - złe tylko z wychowania, z niewychowania, z wychowania braku. Czasem są też złe wybiórczo. Ale nie z natury. Naturą złych psów jest nie być psami, jest być psami dobrymi, one tylko tę złość udają, żeby zadowolić pana, żeby mógł właściciel wywiesić zgodnie z prawdą dumną tabliczkę oznajmującą "Tu mieszka zły pies", właściciele nie wiedzieć czemu dumni są bardzo z posiadania złych psów, żaden jeszcze nie ogłosił światu niewielką ozdobną tabliczką dobroci swojego czworonoga. 

Ktoś gdzieś mówi, że może by mógł mieć trochę psa, że to być może niemożliwe, rzeczywiście mało prawdopodobne. Za to mieć trochę kota, to nagminny wręcz stan ich "posiadaczy", koty mają naturalną predyspozycję do obłaskawiania sobie po kilku ludzi-rodzin, a jeszcze zostaje im trochę miejsca na absolutną niezależność. Ale nie psy. Psy są całościowe. I ani trochę złe.

piątek, 1 listopada 2013

O pochodzeniu uczuć

Wielu mówi, że one są w sercu, w tej pompce pięknej, wielkości pięści, pompującej je z myślami jak wierzyli antyczni, albo odwrotnie, że są w mózgu i to bliżej prawdy, ale czuciem – o czuciem, czuje się w jelitach, w żołądku, tam najbardziej. W innych trochę też, zwłaszcza muzyka się wplątuje w kończyny, porusza nogami, rękami, palcami stóp i słoni, muzyka jest uczuciem splątanym, mieszczącym wszystko, mieszczącym wiele i wiele splątanych poruszeń wewnątrz i na zewnątrz wywołująca, wywoływać próbuje nawet jeśli nie zawsze skutecznie.

Najbardziej to jednak właśnie jelita i żołądek – tam uczucia się rodzą, tam przychodzą na świat, stamtąd przenoszą swoje wirusy do mózgu, on je rozpatruje, serce tylko się ściska i rozciska mocniej niż zwykle trochę, a jelitości wyrażają wszelkie stany skupienia od najprostszych po te najbardziej splątane.