środa, 25 września 2013

Uśmiech na dwa

Po internetach krąży dziwna pogłoska, że do uśmiechu potrzebne są tylko dwa mięśnie. Jeśli się zastanowić to oczywista nieprawda, bo w twarzy żyje mięśni tak około miliard i każdy do prawdziwego uśmiechu, uśmiechu z duszą, uśmiechu z mózgiem jest konieczny. Uśmiechając się czujemy jak wszystkie ruszają ze swych stonowanych posad, a gdyby nawet liczyć minimalistycznie, czyli, że usta i oczy, to usta i oczy dają przynajmniej trzy mięśnie, po jednym na każde. Pamiętajcie jednak, że w prawdziwym uśmiechu uśmiecha się wszystko. W prawdziwym uśmiechu uśmiechają się nawet uszy.

poniedziałek, 23 września 2013

Księżycówka

Wódka z księżyca. Luminescencyjna. Nie truje tylko, przy jego świetle.

Dziwny leczniczy napój, robiony przez draco lunaris, smoki księżycowe z księżycowego blasku, z księżycowej gleby z nutą cynamonu, destylowana w jesienne wieczory, gdy Ziemia odbija słoneczny blask w ten specyficzny, ciepłochłodny sposób.

Na chandrę, na smutki, na tęsknotę do księżycowych mórz.

wtorek, 17 września 2013

Nakarm kota kafelkami. Albo fortepianem

Inaczej będzie głodny, inaczej będzie zły. I nie martw się, koty są kafelkoodporne, a fortepiany nie dają się tak łatwo zjeść.

Punkt c) na liście Adeenah. Punkt postulujący wszystkich, którzy oglądają serial uszami. Czy nie tak robimy? Czy bez uszu to by nie było to samo? Bo przecież usłyszeć dźwięk głosu i śpiew słów to ważna część w oglądaniu – potem mózg tworzy synestezje i już nie umie bez dźwięku patrzeć. Dźwięk nadaje obrazowi sens. Uszy nadają sens oczom.

Gdy drzewo upadnie i usłyszysz, ale nie zobaczysz – czy to drzewo upadło, czy to tylko był sam drzewa upadającego głos, bez faktu dokonanego? Być może drzewa potrafią tak oszukiwać, być może mają usta, którymi krzyczą "O nie, o nie, zostałom ścięte!" gdy nie patrzy nikt. Zwierzęta widzą zawsze.

Spytaj swego kota, on wie. W każdym razie, gdy nie próbuje zjeść fortepianu.


Dziwna muzyka nam siedzi w głowie. Pustki są dobre, słuchajcie Pustek.

czwartek, 12 września 2013

Ośmiornica

Ośmiornica nazywa się tak bo ma ośmioro niczego.

Podzielić się na jeden*

Zwykłe dzielenie się na dwa, albo więcej – najpopularniejsze, ale i dość łatwe, jeśli jest się fandomem, antyfandomem, muzyką, książką, Voldemortem. No, może Voldemortem, akurat nie tak łatwe, wymaga trochę zachodu, ładnych przedmiotów i krwawych ofiar. Oraz jednego Wybrańca. Ale i tak jest niczym przy dzieleniu się na jeden.

Zdawać by się mogło oksymoronicznie niemożliwe, a jednak... To tylko pozory. My na przykład. Od dawna jesteśmy podzieleni na dwoje. A nawet na czworo. A jeszcze dochodzą aberracje podzielne jak żyraf, jak niewidzialny potwór pod naszym łóżkiem**, nie do końca oddzielone, nie w pełni będące nami, nie do końca współzidentyfikowane jak ja i Pan Tygrysek jesteśmy. Trudna część zaczyna się w momencie, w którym mimo podziału wszyscy jesteśmy mną w jednej osobie, w jednej postaci, w jednej imaginacji. Tylko, że właściwie ona wcale nie jest trudna. Ona przychodzi naturalnie, sama z siebie już w momencie podziału.

Jestem tylko ja i jesteśmy wszyscy my. To dobry podział i każde z nas może mieć odmienne zdanie co daje nam dziwność i dziwność. I jeszcze trochę dziwności. Którą lubimy. Bo jest dziwna. W każdym razie – dobrze jest mieć więcej niż jedno zdanie na wszystkie możliwe tematy. To tworzy złożoność, a złożoność jest dużo lepsza niż nie złożoność, i może być też w ten najlepszy sposób całkiem prosta, jakkolwiek prostota sama w sobie bez złożoności też jest dobra, ale nie zawsze... Dobrze, skończmy w tym momencie, nie o tym jest ten post.

A czy inne można podzielić na jeden? Być może. Jeszcze nie zbadaliśmy, więc kto wie jakie (nie)prawdopodobieństwa się tam kryją. Wiemy tylko o miłości, że podobno też tak ma jak my z sobą. [Myślą] I przyjaźń, przyjaźń też się pod tę zasadę podciąga. Dla innych konieczne są badania.


* Post dzięki zwierzowi, którego słowa wprowadziły nam myśli na inne tory niż zamierzały. Na te właściwe też wprowadziły, ale przy okazji dały asumpt do napisania postu.
** Jesteśmy przekonani, że to potwór wiwernokształtny przyczepiony pazurami do desek naszego łóżka od spodu. Ale trudno powiedzieć na pewno.

wtorek, 10 września 2013

Potwór

Odkryliśmy dziś, że mamy pod łóżkiem niewidzialnego potwora. Badanie czy potwór ma łuski nadal nie przyniosło efektów. Cóż, trudno sprawdzać takie rzeczy, kiedy potwór jest niewidzialny. Ale, nie ma zmartwienia. Jesteśmy prawie pewni, że jest przyjaźnie nastawiony, jak na potwora. 

piątek, 6 września 2013

Fortepian, drzewo, tygrys zmieszczone w kategorii GŁAZ oraz: halucynacje, które nie są halucynacjami

Zakładając że mądre książki nie są beletrystyką. Czytanie takich może zmęczyć, zaciekawić* albo zirytować**. Może pobudzić mózg do absurdu, może uzupełnić wiedzę mózgu, może nawet poszerzyć mózg. Czytanie bardzo mądrych książek robi wszystko to naraz.

Czytanie bardzo mądrych książek jest dziwne. Stwierdzi taka, że fortepian nie mieści się kategorii głazu i już mózg krzyczy Nieprawda! nie, to nie tak, oczywiście, że fortepian to głaz. Poniekąd. Drzewo**** również, nawet bardziej, drzewo może faktycznie skamienieć i części fortepianu - te z drewna i te bezdrzewne - tak samo, chociaż mniej, nie do końca fortepianem w tym procesie pozostając. Na takim fortepianie nie można grać, nie można wydobyć niczego poza echami muzyki z kamieni. Ale fortepian ma w sobie głaz, pewną głazowość jeszcze za młodu, jeszcze w koncepcji fortepianotwórcy, choć podświadomie tylko, choć nie z zamierzenia, jednak tym głazem jest.

Inaczej ma się sprawa z ożywionymi, jak tygrys - o nich bardzo mądra książka mówi to samo, że nie mogą być głazem, nie wolno o nich jak o głazie pisać, nie wolno o nich jak o głazie myśleć, nie wolno mówić. Tygrys więc musi podstępem, musi ukradkiem wśliznąć się w kategorię, niczym wąż musi umieć zamierać na długie wieczności jak kamień, bez oddychania, bez poruszania sobą musi udawać, że wcale go tam nie ma, że nie istnieje, w nieistnieniu się zatracać aż stanie się głazem w pełni, jednocześnie wciąż żywy, bo głaz to życie, bo głaz to nie śmierć i śmierć to nie głaz*****. I kiedy już się zgłazuje, taki tygrys ma w sobie kamienność nawet gdy w ruchu wykorzystuje wszystkie swoje mięśnie, nawet gdy ani odrobinę przez kamienność niespowolniony, on w sobie to ma.

Tak może być też z halucynacją w jej stałości, w jej pewności i z innymi, że zmieszczą się w nieswoich kategoriach, ale taka halucynacja, pewna jak palce na klawiaturze, wystukujące post, którego nikt nie przeczyta i który nikogo nie obejdzie, tak pewna halucynacja może być snem, wystarczy że się obudzisz i pomyślisz, ależ halucynacja mi się przyśniła. Jak kamień, jak kowadło spadające z jasnego nieba, dobrze jeśli halucynacja jest snem... Chociaż... Nie myślcie czasem, że PT jest halucynacją. On jest prawdziwy. [PT szczerzy kły]


* Gdy mówi o ciekawych rzeczach w ciekawy sposób.
** Jeśli mądra książka w pewnym momencie nie irytuje twojego mózgu, to coś z tą książką jest nie tak. Dobrze napisana mądra książka, musi mieć w sobie coś z czym się nie zgadzasz, inaczej nie jest mądrą książką***.
*** Uwaga na paradoks: Im bardziej się z daną książka nie zgadzasz, tym mniej mądra jest to książka.
**** O którym bardzo mądra książka też mówi, że nie jest głazem.
***** Chyba, że spadnie ci na głowę i umrzesz. Ale tak, to nie.

środa, 4 września 2013

Welcome To Night Vale

Dajemy się wciągnąć w seriale. Daliśmy się wciągnąć w podcast, ten w tytule. On ma dokładnie to dziwne, mroczne i absurdalne poczucie humoru, które uwielbiamy. Które lepiej lub gorzej wykorzystujemy sami w naszym mózgu i jego aberracjach jak absurdalnik. Ma dźwięki, które uwielbiamy we wszystkich ich przejawach. [Idą słuchać więcej i więcej, zostawiając na pożywkę link] Link na pożywkę.