wtorek, 2 lipca 2013

Łapki czyli ręce*

Dobrze mieć takie dwie. Albo więcej. Dwie minimum, choć jedną też da się operować. Chyba, że jest się stworzeniem na nibynóżki wtedy ręce niepotrzebne podobno. Jakby zapytać takiego nibynóżka czy mu nie żal, czy by nie chciał łapek to by wyszło szydło, powiedziałby nibynóżek, że by chciał, ale natura mu nie dała i, że to niesprawiedliwe i wtedy trzeba by mu dać rękę, żeby się nie rozkleił, żeby nie popełniał samobójstwa (uśmiechnie się radośnie i odhasa ze swoją łapką w siną tudzież w innym kolorze dal), trzeba by udać, że się nie wie jak i odejść czym prędzej uwierzyć, że nibynóżek naprawdę nie potrzebuje innych kończyn niż ma.

Większość zwierząt ma nogi i łapy i łapki też, ale nie te, które są rękami, mają te inne, które nie. Tylko zwierzę-człowiek takie podwójne ma i to może wywoływać samotność egzystencjalną, egzystencjalne przerażenie, że ten jeden gatunek i inne nie, dlatego taki pociąg do szukania kosmitów, bo kosmici realniejsi niż aniołowie, kosmici być może naprawdę gdzieś tam są. Tak myślą, nie wiedząc, że obcy są, zwłaszcza jeden ten w niebieskiej budce, łapek ma tyle, co my i więcej serc. Myślą, że przyjadą i już nie będzie wywołanej rękami samotności, albo przynajmniej zniszczą powód, czyli nas, ale może jednak nie, może oni też czują się samotni z powodu swoich rąk. Nadzieja zakończonych rękami na słuszną wygląda.

Ten, który naprawdę jest, który ma ręce-łapki niemechaniczne i nimi poprawia swą muszkę, nimi chwyta dobre źródło potasu, nimi podaje ci klucz do swojej budki i otwiera trzymanym w nich śrubokrętem niedrewniane drzwi, on zna też tajemnicę łapek-rąk: na łapkach-rękach nie da się biec. Ale mimo wszystko one też są ważne.


* Post z pomysłu Álfey. My tu tylko rozwijamy.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz