niedziela, 30 czerwca 2013

Mamy hannibalowego tasiemca

Oglądamy Hannibala* i potem jesteśmy ciągle głodni o.O

A, i zakładamy twitter, ale jeszcze nie wiemy jako kto. Podrzucimy link, jak się nam wyklaruje. 
edit. Już Nie ST

* Wszystko przez zwierza i 221B.

czwartek, 27 czerwca 2013

Metamorfozy

Zmienić się w słuch i już nim pozostać, kołatką do elewacji, kołatką do wszystkich możliwych ścian. Stuk-puk zapukają ci do ściany, nie usłyszysz, ale kołatka już wie. Oni tu są. Ci, którzy przyszli, ci, którzy nie. Będą czekać, będą tam stać aż im nie otworzysz, nie odejdą, choć ich nie zobaczysz, nie tych, którzy potrafią zapukać do kołatki, która nie zna smaku drzwi.

Metamorfoza w ucho, w ślimaki, błędniki i w kory - nic trudnego, ale to jeszcze nie słuch, to tylko narządy. Zmiana w słuch wygląda inaczej, wygląda skupieniem, nie wygląda wcale. Chce się i się jest. By słyszeć każdy dźwięk, każdą głoskę, niekoniecznie rozumieć, jeśli niepodłączonym do oprzyrządowania, ale łącze można sobie zostawić.

Metamorfoza w kołatkę nie następuje celowo. Przychodzi przez sen, przychodzi przez klątwę od osób, które cię lubią i chcą zrobić prezent, chcą podarować kołatkowe perceptorium, a nie da się bez pełnej przemiany, nie bez mocnych halucynacji - zbyt niebezpieczne. Nie da się też odkołatkować, ale to bezpieczne taka przemiana i zmieniający wiedzą nawet, kiedy nie, a kołatki lubią sobą być i tylko czasem im żal, zwłaszcza tym nie przy drzwiach - one nigdy nie były stworzone jako, one czasem trochę pamiętają z bycia nie.

Elewacyjne kołatki lubią się nocami maniakalnie śmiać na swoich nieludzkich częstotliwościach i tylko zamienionym w słuch można usłyszeć, choć niekoniecznie się chce. Ale można się od nich nauczyć i przetworzyć na częstotliwość dla ludzi już po powrocie do kształtu, do niesłuchu. Można. Jeśli się chce.

poniedziałek, 24 czerwca 2013

W baśniach

W baśniach poziom dziwności może przekraczać wszelkie normy. Takimi lubimy je pisać - pokręconymi, niewesołymi, bez żyli długo i szczęśliwie.

czwartek, 20 czerwca 2013

Miasto na B to:

Miasto zbudowane na rondach, które wyglądają jak kruki, ale nimi nie są.
Miasto, które kiedyś promowało brom. I góry, góry też. No może to była jedna góra. Ale nadal.
Miasto, które ma w swoim spieszczeniu "rz". Chcielibyście mieć w swoim spieszczeniu "rz". Nie, „ż” się nie liczy.
Miasto coraz częściej przeczące swemu spieszczeniu. W niektórych kawałkach.
Miasto z dziwną ilością rzek. Nie pytajcie*.
Miasto pająków. Przynajmniej zeszłego lata. Przez kilka dni.
Miasto sami-nie-wiemy-dlaczego-je-lubimy.


* Skoro już musicie wiedzieć, to każda jest dziwna.

wtorek, 18 czerwca 2013

Kill The Fez!

Projekt, projekt, projekt!

Dziwne rzeczy robione z ludźmi są dziwne. I są wciągające. I są fajne. I są... sami się możecie przekonać zresztą - zaglądajcie pod link w obrazku :)

czwartek, 13 czerwca 2013

I'm wearing dragon now. Dragons are cool

Czyli smok jaki jest każdy widzi.

A jak nie widzi to zaraz zobaczy. [Smoki wyskakują przed dotychczas niewidzących i pokazują, jakie są] I być może spłonie. Jeśli smok będzie z tych spalających ludziojadów. To znaczy nie z tych, które spalają ludziojadów, tylko z tych, które spalają ludzi, bo są ludziojadami i jak spalą takiego ludzia to nie mogą go zjeść, bo oczywiście został z ludzia sam popiół, a smoki nie są popiołożerne. Chyba. Więc jak spalą takiego ludzia to potem umierają z głodu i tak wymiera cała rasa smoków ludziojadów, hurray!

Tak, oczywiście, że mogą nie być ludziojadami. Nie wierzcie we "wszystkie smoki ludziojady". W ogromnej większości smoki plują ludzkim mięsem, w ogromnej większości smoki żyją na herbacie. Urządzają nawet smocze tea party, żeby dyskutować wyższość herbaty nad kawą i pochwalić się znajomym najnowszą zastawą z miśnieńskiej porcelany - Patrzcie jaki piękny ręcznie malowany monotematyczny wzór w smoki spalające ludzi, smoki spożywające ludzi, smoki rozrywające ludzi na strzępy, smoki porywające ludzkie dziewice i smoki robiące tymże ludzkim dziewicom niezwykle nieprzystojne rzeczy, moje osobiste specjalne zamówienie, a wracając do tematu, nie rozumiem skąd się biorą te wszystkie okropne opowieści robiące z nas tak odrażające, mordercze i na dodatek niechlujne (sic!) stworzenia.

Więc generalnie smoki żyją w pokoju*, są duże, jaszczurkowate i oczywiście cool. Dlatego nosimy jednego. Obecnie przebywa w środku, gdzieś pomiędzy mózgiem, a sercami i popija herbatkę, na którą chętnie zaprosiłby przyjaciół**. Pierwotnie był w mózgu, ale użył jakiejś gadziej sztuczki i uciekł stamtąd****, by ruszyć w kierunku naszych pomp przepływowych do krwi i teraz buszuje pomiędzy, nie siejąc spustoszenia, co tylko dowodzi tezy o tym, że smoki wcale nie są ludziojadne.

Także tego. Herbaty. No właśnie to dlatego tak dużo musimy jej pić. Bo smoki. Patrzą się natarczywie. Jakby chciały pożreć. Jeśli nie. Więc pijemy. Dużo [Idą zrobić sobie cup of tea zwanego też napojem boga... to znaczy napojem smoków oczywiście] Hm. Czy jeśli herbata to napój smoków, to smoki są bogami? To by wiele... No, dobra, dobra, nie gapcie się tak, już idziemy po tę herbatę. [Wychodzą]


* Takim z interesująco makabryczną tapetą w siebie i swoich pobratymców.
** Herbata pita w samotności nie jest tak dobra jak herbata pita nie w samotności***.
*** Możecie czuć się zaproszeni. To znaczy oczywiście czujecie się zaproszeni. [Tłumią nerwowy chichot spoglądając na swoich jaszczurzych gości]
**** Zupełnie nie wiemy dlaczego. Nasz mózg to takie ciche, spokojne miejsce idealne wręcz dla herbatolubnych smoków. [Starają się nie śmiać się demonicznie. Niebardzo im to wychodzi] Mwhahahahahaha!!! No dobra, może rzeczywiście jest coś nie tak z naszymi zwojami. Odrobinkę.

wtorek, 11 czerwca 2013

Pięć pytań do geeka

Możecie nie lubić takich zabaw. Możecie ominąć ten post. Możecie lubić takie zabawy. Możecie nie omijać tego postu. Zainicjowała Mysza, przejął Zwierz, przyłączyło się też 221B Baker Street, a teraz dołączamy my. Pięć pytań, pięć odpowiedzi.

1. Gdybyś mógł/mogła żyć w świecie z jakiegoś filmu, jaki film byś wybrał/wybrała?
Trudno coś sensownego nam wymyślić, jako że od jakiegoś czasu prawie nie oglądamy telewizji, a już filmów to w ogóle bardzo mało, a nawet jeśli to raczej nie mówią one o światach, w których fajnie byłoby żyć. Jedynym w miarę sensownym w kategoriach przyjemności czerpanej z istnienia weń wydaje się nam na dzień dzisiejszy świat Shreka.

2. Wyobraź sobie, że Twoje życie to serial telewizyjny. Jaka piosenka leciałaby w napisach początkowych?
Nasze życie w sumie nie jest specjalnie ciekawe, chociaż z drugiej strony nie jest też aż tak nudne jak mogłoby się wydawać postronnym obserwatorom. Jednak na serial się nie nadaje i do tego nie da się go opisać jedną piosenką. Ani nawet dwoma. Ale jeśli już by miał powstać - jako że uwielbiamy dobrą muzykę byłoby jej sporo w takim serialu. Nawiązując więc do tytułu poprzedniego wpisu naszym przyjacielem otwieraczem byłoby:

  
3. Zamieść jeden obraz/grafikę/ilustrację, który Twoim zdaniem jest kwintesencją piękna.


Możemy patrzeć godzinami.

4. Gdybyś mógł wymazać z ludzkiej świadomości jedno popkulturalne dzieło, na jakie byś się zdecydował/zdecydowała?
Powtarzamy po poprzedniczkach w akcji, ale kiedy słyszymy takie pytanie, to jak długo byśmy nad nim nie myśleli, przychodzi nam do głowy głównie i przede wszystkim jeden tytuł: Zmierzch.

5. Dowiadujesz się, że możesz zastąpić dowolne mitologiczne bóstwo w jego/jej obowiązkach. Jakie bóstwo wybierzesz?
Trudne pytanie, ale po przemyśleniu kwestii nasza megalomania i plan zapanowania nad światem (mwhahaha!!!) każą nam odpowiedzieć Odyn (mitologia germańska FTW!). Powalalibyśmy co zacniejszych wojowników, wydawali uczty, złościli się na Lokiego, wieszalibyśmy się na Yggdrasillu... a nie, to tylko jeden dzień miał być, no to bez wieszania się, ogólnie robilibyśmy dużo fajnych rzeczy. I mielibyśmy kruki. Kruki są cool.

Gin&PT

P.S. W komentarzach generalnie powinniście zadawać inne pytania do nas w typie geekowskim ;>

czwartek, 6 czerwca 2013

2+2=5

My żyjemy poza czasem. Gdy nas pytają o dni tygodnia, godziny, miesiące, roki musimy się zastanawiać zanim odkryjemy ich prawidłową wartość. I gdy myślimy o tym, co było albo, co będzie, o planach i innych tego typu, które powinny być umieszczone w czasie najpierw mamy niepewność. Potem często złą wartość, podobną, niedaleką właściwej, ale nie właściwą jeszcze, na właściwą dopiero potem udaje się nam wpaść. To trwa chwile, takie zastanawianie, jak przy tym, która strona lewa, która prawa i być może nawet inni, ci co zakorzenieni w czasie nie zauważają, że my istniejemy poza nim.

Nie przejmujcie się jednak, to dobre uczucie żyć poza czasem, nie liczyć każdej sekundy, płynąć w jego nurcie trochę na wspak, trochę obok, trochę we wszelkich kierunkach poza tym jednym "właściwym" i przy tym wcale się nie cofać. W ten sposób mamy namiastkę wolności, jedną z kilku wypływających ze swoich aspektów, z którymi żyje się nam lepiej niż bez.

W kwestii liczb. 2+2=4 w wąskim zakresie naszego pojmowania świata, tym ściśle matematycznym, poza którym pojmujemy wszystko inne (wszystkiego innego bardzo dużo) - tam 2 i 2 daje 5. To też jest dobre, takie życie poza liczbami, one wyznaczają granice w płynności, odtąd dotąd, odtąd dotąd, a płynności przepływają swobodnie mimo, to punkty orientacji człowieka, i ludzie trzymają się ich kurczowo, żeby się nie zgubić, jednego, dwóch, wszystkich naraz, my nie, nam wystarcza świadomość, że są, widok niezbyt wyraźny na horyzontach, sami chadzamy innymi ścieżkami, pozaliczbowymi, tymi na mniej więcej, nie tymi na zero-jeden, ani nawet na pierwiastek z pięciu, na 3,1415926535897932384626433832795028841971693993751058... Dla nas najlepsza pożywka w tych całkowicie pozaliczbowych, nieujmowalnych w kategoriach matematyczności, obliczania, w nieskończonościach wszelkiego rodzaju.

Matematyka nas definiuje. Matematyka nas określa. Matematyce mówimy "być może" i zaglądamy za podszewkę, co tam ciekawego zupełnie nie do policzenia skrywa, jak 2 razy 4 daje przewrócone osiem.