wtorek, 23 kwietnia 2013

Dżdż

Uciekające mianowniki. Kryją się daleko w przeszłości przed oczami niecnymi i cnymi po równo, po prostu lubią. Tę swoją niszę w prahistorii zapomnianą, odtwarzaną tylko domyślnie. Bo dobrze jest tam być, a nie tu. Dla nich.

Jest dżdż, czy też raczej dżdżu, więc i dżdż gdzieś tam się w rdzeniu czai na niczego niespodziewającego się absurdyka. Chcąc zbić go z pantałyku, zaskoczyć, uśmiechnąć być może tak do urwania czubka głowy, choć nie z radości, raczej z wariactwa.

Właściwie to i jedno, czy dwa inne jeszcze są. Dżdżysty i jemu pokrewne -stemu, -stej, -sto i etc. Tylko ten mianownik tak jakoś gdzieś i inne poniekąd, choć gdy się spróbuje odmieniać, jak to polonistycznie zamiłowani, czy może tylko zakoniecznieni w zafiksowaniu na sprawdzaniu poprawności... więc, wtedy, gdy się - to brzmią te dżdże nie tak nienaturalnie jak w mianowniku, mniej dziwnie, zwyczajnie niepostrzeżenie, dyskretnie wręcz.

Mianownik za to dziwny swą mianownikością, powtórzoną sylabą, dwuznakiem, bezsylabiem, czy raczej monosylabiem, bezsamogłoskowością, tylko naszą - mówi o tym, co dobre, co mokre, co ciepłe, co przynosi zapach ziemi po dżdżu. Pachnie wiosną, oczyszczeniem, pachnie mokro.

Dżdż.

czwartek, 18 kwietnia 2013

Nie rozdeptuj żaby


Oto żaba.

*


Oto żaba na twardym podłożu.



Oto żaba na miękkim podłożu.



Oto żaba wgnieciona w miękkie podłoże.

Nie pytajcie nas dlaczego ponder narysował żabę w dżemie... Zresztą, dżem też się liczy jako miękkie podłoże, więc niech mu będzie .


Żaby - tej drugiej - nie wolno rozdeptywać. Bo może się rozgnieść cała i już nie powstać, a żaby dobre są, nie tylko jako udka, łagodne i mogą wziąć odwet. Znaczy nie te rozgniecione**, tylko ich pobratymycze.

Żaba jak zdechnie to widzi nic:



bo żaba jak żyje to wie, że nie ma piekła, ani nieba i jak zdechnie ma problem, bo nie ma gdzie pójść, to znaczy doskakać. Więc rozdeptywanie żab jest złe.

Na twardym podłożu. Na miękkim podłożu, to co innego. Można je rozdeptywać do woli, a one i tak nie zostaną rozdeptane, tylko wgniecione i mogą się podnieść, wygrzebać i skakać dalej, tam gdzie wcześniej skakały, albo powziąć zemstę na wde... Żartowaliśmy. Żaby są miłymi, przyjaznymi stworzeniami*** i chętnie by się z wami zaprzyjaźniły, tylko nieśmiałość no i nie potrafią mówić po ludzkiemu. I w żadnym razie nie obrażają się za rozdeptywanie na miękkim podłożu. Ba, można nawet wywnioskować, że są za to wdzięczne, a przynajmniej w okresie godowym.



Wdeptania w podłoże żaba, to atrakcyjna żaba.

Nie wierzcie jak wam mówią, że żaby są nieprzyjazne i w ogóle i powinniście się bać etc. itd. Nie ma krwiożerczych żab. Nie ma... To znaczy poza tymi, które są, bo kiedyś miejsce miał pewien zabawny incydent z gigantyczną żabą, kosmitą i śrubokrętem i po nim niektóre żaby z odległych klanów wciągnęły ludzi do swojej diety. 



To naprawdę był zabawny incydent.

Nie rozdeptujcie więc żab, bo będzie z wami źl... to znaczy, bo żaby to fajne potwory są i w ogóle. [odchodzą obłąkańczo uśmiechnięci]


* Rysunki by Ponder.
** Chociaż, w sumie, kto wie, co się takiej zdechłej już żabie może w mózgu wykluć za myśl.
*** To znaczy poza tymi, które nie są.

sobota, 13 kwietnia 2013

O podobieństwie głosów


W rodzeństwach tak się zdarza normalnie. Np. nasi bracia, z sąsiedniego pokoju bywają trudni do rozróżnienia i tylko po tym, że „Nie, tego nie ma akurat” wiemy. Podobne struny głosowe*... Popyrkonowe przemyślenie jednak każe nam powiedzieć o podobieństwie innym, nierodzeństwowym.

W pociągu Zosia stwierdza, że my i Arsis mamy podobne głosy. Mówimy, że nie, że skąd, ale jak się przysłuchamy to jednak tak, chociaż Arsis ciekawszą barwę. W trakcie Pyrkonu, ktoś mówi, że Ponder i Zosia mają podobne i też prawda, tak jest. Dziwne to i intrygujące, nawet jeśli wtedy nie zastanawia nas jeszcze zbytnio.

Po czasie przychodzi zastanowienie. Skąd się bierze takie podobieństwo barw, jeśli nie słyszymy się zbyt często, tylko dużo rozmawiamy przez internety, komunikatory, fejsbuki? Czyżby od początku podobieństwo w budowie wewnętrznej jak i zewnętrzna się może upodobniać, bo patrząc na mimikę naśladujemy podświadomie i się mięśnie wyrabiają? A może upodobnienia wewnętrze przychodzą dopiero przez poznawanie. Albo to jeszcze zupełnie coś innego, przypadkowa koincydencja, wcale nie utożsamieniowa. Być może.


* ...jamy ustne, nosowe i cotam jeszcze.

poniedziałek, 8 kwietnia 2013

Wsysające właściwości Internetu

Podobno rzeczy raz wrzucone do Internetu nigdy nie giną. Jak wiecie z poprzedniego odcinka DW jest to kłamstwo czystej wody. Internet wsysa. I to nie tylko przez dziwnie zatytułowane Wi-Fi*. Także to o zwykłych nazwach przejawia skłonności do wsysania pewnych rzeczy. Nie mamy tu odnośnych danych na temat kablowego Internetu, ale prawdopodobnie i on coś w sobie ma.

Nam wsysa szczególnie pytania w blokach pytań**. Lubimy rzucać w ludzi kilkoma pytaniami prawie naraz. A jak piszemy i wysyłamy to teoretycznie powinni dostać wszystkie. Ale. Ale część musi gdzieś po drodze znikać, bo prawie zawsze dostajemy odpowiedzi nie na wszystkie, mimo że te nieodpowiedziane nie były retoryczne. Odpowiedzi na nie też nas interesowały i - przynajmniej dla niektórych - nadal interesują.

Internet gdzieś nam je wsysa*** i wtedy możemy albo zapytać jeszcze raz, już po kolei powoli czekając na odpowiedzi, albo nie pytać, dać sobie spokój. W pierwszym wypadku często i tak nie dostajemy odpowiedzi, więc widać to wsysanie jest bardzo skuteczne działa nawet w przód w czasie i drugi wypadek jednak lepszym wyjściem: Nie dokarmiać. Samo zdechnie. Być może.


* Np. tak:

 Jak zobaczycie: nie klikajcie.
** Blok pytań może składać się już z dwóch pytań. Dwa pytania są blokiem pytań, jeśli na jedno z nich nie dostaniecie odpowiedzi.
*** Małe szujstwo przyssane do ludzi ciekawych wielu rzeczy, pasożytujące na ich pytaniach.

niedziela, 7 kwietnia 2013

Torchwood - Original Television Soundtrack/Torchwood: Children Of Earth


Wyobraźcie sobie klasyczną niemą animację disneyowską, trochę w japońskim klimacie (ale nie o anime nam chodzi, bardziej może o coś z krajobrazów azjatyckich) - wariację na temat Czerwonego Kapturka, napisaną przez Russela T. Davies'a, gorzką, ciemną, ale miejscami (od czasu do czasu) lekką i jasną. Pełnometrażową, dwuipółgodzinną z tą muzyką jako tło-narracja. 

Dwa soundtracki, które takie obrazy w nas wywołują właśnie. Obrazy-odczucia. Synestezje. Lubimy kiedy muzyka tego konkretnego typu spójności w głowach nam tworzy. Baśniowość. Więc jest Torchwood trochę baśniowe, a w muzyce najbardziej to widać.

piątek, 5 kwietnia 2013

Koherencja/kohezja

Pierwsze na pewno słyszeliście. O drugim zapewne nigdy i nigdzie. Paradoks.

Obydwie równie ważne. Obydwie znaczą to samo, ale w innych zakresach żyją, innymi narzędziami się posługują. Proste w obsłudze, ponadzdaniowe. A jednak nie wszyscy sobie radzą nawet na podstawowym poziomie.

Niektórzy grammarpuryści* wmawiają sobie i innym, że ta druga to błąd. A nieprawda. Konieczność, jeśli ma się nie rozsypać. Tak bywa.


* Grammar naziści bez fascynacji językiem.

wtorek, 2 kwietnia 2013

Dużo książek

Tak nas od dawna nurtuje, czy fraza "Było dużo książek w domu" znaczy to samo, co "Czytało się dużo książek u nas w domu", czy tylko "Było dużo książek w domu", ale niekoniecznie, że się je czytało, to znaczy, że ludzie w domu je czytali niekoniecznie, ale my tak i dlatego, że po prostu były czytamy, mimo że oni nie?