wtorek, 31 grudnia 2013

Podsumowanie: czyli Absurdalnik 2013 in a nutshell. Albo coś obok tego

Lubimy czytać takie zwłaszcza nietypowe, więc postanowiliśmy napisać w tym roku nasze (zapewne nudne jak flaki z olejem), a jako, że absurd trudno skategoryzować etc. itd. itp. czego doskonałym świadectwem są te wszystkie tagi na dole strony postanowiliśmy skorzystać z nich i napisać wam o tym czym wam pisaliśmy w tym roku najczęściej. Beware. Oto idzie. Podsumowanie.


Kategoria numer jeden, podstawowa:
Posty właściwe i posty niewłaściwe, czyli wszystkie posty jakie napisaliśmy z podziałem na zawartość absurdu. Mniej więcej. Do tego można ją sprowadzić spokojnie, tu więcej słów nie trzeba. Dalszym przydadzą się... być może.

Kategoria numer dwa:
Zwierzyniec opiewający na smoki, śledzie, (latające) bakterie, dinozarły, koty, żyrafa, Pana Tygryska i wiele innych jak brachiatory, dżdżownice czy nasz niewidzialny potwór pod łóżkiem. Zwierzęta mają zwyczajnie nadzwyczajny potencjał absurdalności, czy to realne, czy urojone, całościowe, czy tylko w częściach – z wszystkich da się wycisnąć nadlogiczność., albo nawet logiczność ukrytą pod absurdem, jeśli nie wiecie, co to jest, jak rumurutit (hint: wcaleniezwierzę). Dlatego tak łatwo się o nich pisze nam i pisać będzie.

Kategoria numer trzy:
Mózg. Nasze narzędzie myślenia, nasze narzędzie cudowności, nasz główny produktor absurdu. Chwała mu.

Kategoria numer cztery:
Człowieki, bez których nie byłoby nas takimi, jakimi jesteśmy gotowi tworzyć rzeczy jak Absurdalnik i inne wcale niepodobne, ale równie dla nas ważne. Dużo wspominaliśmy o nich:
Arsis, ponder, zosia11, Adeenah, Betty Nobs, zwierz popkulturalny, Álfey, Eśka, Aga Drako, Ala, Halszka, Tomasz Castlegar, Tuner, Zelaznostopy, grafomanka. Dziękujemy.
Czasem też pisaliśmy o człowiekach bardziej w ogólnościach jak o pogodynkach i posiadaczach kanału i studentach widmo, choć tu możnaby ich podciągnąć pod zwierzyniec, bo czymże innym niż zwierzyńcem my człowieki jesteśmy.

Kategoria numer pięć:
Recenzje i relacje. Recenzować nie umiemy, relacjonując rozciągamy opowieść do granic niemożliwości, dlatego nie mamy blogów dla nich, dlatego możemy poświęcić im trochę absurdu i zupełnie się nieprzejmować spełnianiem kryteriów im przypisanych przez innych.

Kategoria numer sześć:
Seriale. Na Absurdalniku to głównie Doctor Who z jego Doktorem, Ciszą, TARDIS i fezem <3 i="">Sherlock
, Broadchurch, Hannibal, Torchwood i Welcome To Night Vale. Seriale w dziwnych nawiązaniach i kategorii powyżej – dziwnych recenzjach.

Kategoria numer siedem:
Dziwne rzeczy z internetu. Znaleźliśmy (wpadliśmy na?) aż (tylko) siedem takich. Totalnie nie pamiętamy już czym były. Tylko, że były dziwne. Ale po co zajmować się tym co każdy zna jako dziwne, gdy możemy uwypuklać dziwność tych, z pozoru niedziwnych wcale.

Kategoria numer osiem:
Temu prawdziwy absurdyk nie ufa. Nam udało się nie zaufać tylko sześć razy w osiemdziesięciu i jednym poście. Strasznie ufne z nas stworzenia coś. Najwyraźniej prawdziwy absurdyk tak ma.

Kategoria numer dziewięć:
Pyrkon, na którym byliśmy pierwszy raz i musieliśmy wyrazić naszą absurdalną radość z tego powodu. Na następnym będzie jeszcze wspanialej. Też napiszemy wam zeń relację.

Kategoria numer dziesięć:
Awarie zdarzają się i w absurdzie, tudzież mają potencjał absurdalnościowy, którego niewykorzystać absurdyk nie potrafi, jak i my wykorzystaliśmy.

Kategoria numer jedenaście:
Grammar nazizm. Staramy się go powstrzymywać i jak widzimy całkiem dobrze nam to wychodzi. Choć czasem dobrze jest dać mu się ujawnić.

Kategoria numer dwanaście:
Matematyki jak 2 i 2 jest 5, a liczby pochodzą z urojeń, matematyki jak wzorce, które nasze absurdalnikowe mózgi widzą. Zwykle to matematyki niezwykłe, absurdem przesiąknięte, absurdem się żywiące – zwykłe są wspaniałe i z absurdalnego punktu widzenia niekoniecznie z potencjałem.

Kategoria numer trzynaście:
Czas, który bywa dziwniejszy niż mogłoby się zdawać nawet bez wsiąknięcia w absurd, nawet ten podparty logiką, w przeciwnościach do matematyki w fizykach całkiem często znajdują się rzeczy naprawdę dziwaczne.

Kategoria numer czternaście:
Książki. Kolejny z aspektów, bez których nie byłoby Absurdalnika, nie byłoby nas, więc i im należy się cześć, którą tu oddajemy specyficznie.

Kategoria numer piętnaście:
Muzyka. Muzykę trudno ująć w absurd, jeśli z założenia go nie posiada, lecz o dziwne recenzje i wspomnienia całkiem dla niej łatwo, jeśli tylko jest obrazotwórcza. A i od czasu do czasu można się muzycznie podzielić, jak my się dzielimy, jak dzieli się wiele mniej absurdalnych blogów.

Kategoria numer szesnaście:
Kosmici, księżycówka i inne kosmiczności. Zdecydowanie za rzadko się nam pisało o takich dziwnościach, jak na nasze uwielbienie dla nich. Więc postanowienie: W 2014 więcej pisać w kategoriach pozaziemskich. Możecie pilnować go.


To były te mniej więcej najczęstsze nasze rzeczy absurdalnikowe. Poza tym pojawiło się całkiem sporo innych kategorii pojedynczych, niekoniecznie mieszczących się w jakieś większe nadkategorie. To jak to mówiliśmy? 1 post na tydzień? 4 albo 5 na miesiąc? Chyba trochę za dużo się nam ich napisało...

piątek, 27 grudnia 2013

Zwierzę-paradoks

To człowiek, my, właśnie tak pracujemy nie dajcie sobie wmówić, że nie, że nie wolno wam być w nielogicznościach. W nielogicznościach, poza logicznością człowiek trwa, bo logika jest za mała, to tylko drobny wycinek tego, czym, tego jak jesteśmy i czym jest świat, kiedy widziany przez pryzmat nas, naszych mózgów, logika jest za mała żeby pomieścić całe nasze „so much bigger on the inside”.

A ono jest splątane nawet jeśli myślicie, że nie – jakby kłębek wewnętrznej włóczki przez trzy wielkookie kociaki – ani się jej nie rozplącze, ani kociaków nie wyplącze się z niej, one są częścią systemu. Dzięki temu splątaniu możemy zrozumieć świat, możemy udawać, że go rozumiemy na tyle skutecznie by w nim na codzień, często nawet nudno, żyć, by wiedzieć, że go rozumiemy i, że nie rozumiemy wcale, że zrozumieć nigdy nie będziemy potrafili, a jednak ciągle do tego zrozumienia dążyć. W ten sposób wiemy coraz więcej, w ten sposób nie wiemy nic.

Żyjemy w paradoksach, a największym przekonanie o naszej logiczności – ono nigdy nie zniknie do końca, nawet mając świadomość wszystkich innych przeczących mu.



Jeśli chodzi o "Czas Doktora" to nasza recenzja (tak wygląda nasz angielski w praktyce (nienajlepiej)):

poniedziałek, 23 grudnia 2013

Jak mieć spokój, gdy przyjdzie ciemnościopsuj i zepsuje ciemność?

Dziś wam piszemy o tym co ważne na święta i na zawsze. Poza tym założyliśmy trzeci blog. Na razie jest tam tylko jedna notka i właściwie nic więcej. 
Świąt.
Gin&PT

Nie można. Przychodzi gdy i zabiera ciemność i spokój myśleniu, w ciemności myśli się najlepiej, inaczej przed zaśnięciem, inaczej jeszcze wcześniej, siedząc z herbatą i światłami za oknem z ciemnością tu i wewnątrz. A gdy ciemność zepsuta można tylko odejść, uniknąć światła, samo nie jest złe, tylko kiedy chce się myśleć nie pozwala w pełnym skupieniu w myślenia poczuciu najdogłębniejszym. Wtedy światłość najzdradliwsza.

Ciemność przyjacielem, w oswojeniu ze światłami w oddali tylko, granicznymi niezabierającymi jej miejsca. Ona pozwala na skupienia jak jasność rozstraja, jej rozstrojenie jest inne, być może nawet lepsze.

Dobra była ta jaskinia babci Weatherwax.

piątek, 20 grudnia 2013

A deklinacja siedzi i zawija je w te sreberka

To jest post dla jego tytułu, bo tak pięknie sobie wyobrazić Deklinację siedzącą i zawijającą w sreberka [tu wpiszcie sobie cokolwiek co mogłoby być zawijane*]. Pięknie jest ją sobie wyobrazić taką i mieć z tego obrazu ubaw.


* Prezenty, żyrafy, eksplodujące żółwie...

poniedziałek, 16 grudnia 2013

Serce TARDIS

Wszyscy wiemy, że to czarna dziura, ale nie, bo nie taki odgłos wydaje, wydaje głos dinozaura, zamkniętego weń, być może Doktor jakiegoś porwał, pomajstrował, pozwolił swojej Sexy rosnąć wkoło – w ten sposób dinozaur padł i pada po wieczność... Nie, to nie tak, on był w trakcie umierania, niebieszczał i Doktor zabrał go do budki, dinozaur nie chciał umierać, a Doktor zrozumiał jego strach.

Więc nie umiera, odradza się na nowo w sercu TARDIS jest jej czarną dziurą, podtrzymują się przy życiu nawzajem, gdy trzeba udają, że jego tam nie ma, ale on tam jest, on robi ten głos zaciąganych gwałtownie hamulców, który tak kocha TARDIS.

Czarna dziura z dinozaura w jej sercu. I nieważne jaki to rodzaj.

piątek, 13 grudnia 2013

Wodzowie fantazji

Ona nie ma wodzów, jest bezwodzna, w takim najlepsza, może pójść gdzie jej się podoba choćby i w Chaos.


Robimy drugą edycję Kill The Fez! (tym razem w jakieś dwadzieścia osób, więc będzie to już zeszyt, nie taka broszurka, jak pierwszym razem). Na Pyrkon planujemy wydrukować dla siebie i dla współautorów, ale zastanawiamy się, czy wy nie chcielibyście, dla siebie zamówić, gdyby było do nabycia po kosztach druku* z odbiorem na Pyrkonie, albo pocztą (wtedy rzecz jasna z kosztem przesyłki wliczonym w cenę)?
Gin&PT

* Na razie jeszcze nie wiemy ile to wyjdzie, zależy gdzie będziemy drukować, ile będzie kosztować druk w kolorze, bo nie chcemy rezygnować z.

poniedziałek, 9 grudnia 2013

Gra w kółko i krzyżyk prądem

Myślisz, że to niemożliwe tak, a jednak się da. W prądowni robą prądy i zamiecie, żeby móc grać w tę grę osobliwą, bo nie domami, być może miejscowościami, być może nie, raz masz prąd, raz prądu brak, i znów prąd tylko w połowie, myślisz, że wiesz – to oni grają nim w kółko i krzyżyk, wprawiają cię we wspaniały nastrój, choć wcale nie powinni, jak wszystko inne, co wprawiło cię w nastrój tego dnia i zamieć i o 250 procent dłuższa podróż do domu (choć jej przyczyny nie są radosne, o nie) i bibliotekowanie, a teraz ta gra w prąd w środku, i jego na ulicy brak, niebrak w drugiej części wioski, w twojej tak, długo, do następnego dnia. Jesteś szczęśliwy, bo mimo tej ich gry masz przy sobie cały świat.

piątek, 6 grudnia 2013

Dzień, w którym latarnie przestały latać

To dziś. W każdym razie te nasze.

wtorek, 3 grudnia 2013

Kapr z trójki (czy kryptośledź?)

Co roku trójka robi karpia, co roku czekamy, co roku jest inny. To dla nas są święta, zaczynają się absurdalnością. Właściwie nie powinniśmy na nie czekać my pogańscy, ale i tak nawet jeśli nie będziemy, wciąż będziemy czekać na karpia w wykonaniu trójki. On niesie z sobą śnieg i ciepło w środku, zimno na zewnątrz oraz gwiazdy. Powinien mieć swój gwiazdozbiór, być może gdzieś ma, niewidoczny z Ziemi, widoczny skądinąd. Bardzo dobry jest taki karp. Do słuchania.

On prawie jak śledź tylko inny, wcale nie śledziowy, choć ryba i do tego śpiewana ryba, ale weń dużo więcej ości i inne ma cele, to budzi podejrzenia, że może karp, ale kryptośledź, tylko jednak nie, śledzia w sobie nie ukrywa, jak niespodzianka, on jedynie karpiem, karpio opowiada o śniegu, o drzewach iglastych, o innych światach, o rzeczach pięknych. Wartych czekania i długich nocach – takie najlepsze.

Więc karp.

wtorek, 26 listopada 2013

Palce to narząd mowny

Nimi piszemy język, ten mówiony przekształcając go w znaki, a jednak pozostaje mu też w pewnym stopniu dźwiękowość, gdy nie w literaturę, nie w wywód zmieniany, gdy jak najbardziej z mózgu przez palcousta wypływający i w literaturze dźwiękowy też, nawet bardziej, gdy mózgiem czytany, dźwięki, intonacje i barwy tworzy i prawietworzy. Potem przemielony mózgiem przez palce wydostaje się na zewnątrz znów. 

On jeden w swoim rodzaju prosto z mózgomyśli płynie i zmienia świat, jak i inne płyną i zmieniają, lecz nie dziwnymi sposobami one, tak tylko on nie przez usta, długopisy, ołówki, myślenie, telepatę. Palcami, które stukają z mózgu robiąc litery, znaczenia i sensy dla innych, niż ich mózg sam...

Mają pewną niezależność... Już dawno wiedzieliśmy, że nie możemy im ufać. [Spoglądają nieufnie i nieprzyjaźnie na swoje palce. Palców to nie peszy. Palce otwierają drzwi Już Nie ST.] Tak. Czas nam znikać. [Znikają.]

wtorek, 19 listopada 2013

O żyrafiątko!

Czyli wszyscy nas nominują nie wiedzieć dlaczego, my z zasady nie bierzemy udziału w łańcuszkach, nigdy i dla żadnych powodów tymczasem po powrocie do internetów znaleźliśmy aż trzy nominacje Absurdalnika do czegoś co się nazywa Liebster Award, a być może jeszcze jakieś przegapiliśmy. Moglibyśmy je zignorować, a nawet powinniśmy patrząc na to, co właśnie napisaliśmy o łańcuszkach... ale tak jakoś kusi, żeby odpowiedzieć na ich pytania i zrobić swoje. Więc odpowiemy. To wcale nie jest łańcuszek. Ani trochę. To tylko międzyinternetowa życzliwość. Tak. Zdecydowanie tak. Żadnych łańcuszków.



[Formułka, dla tych, którzy jeszcze się jakimś cudem na nią nie natknęli w swoich wędrówkach, po blogujących częściach internetu.]
„Nominacja do Liebster Award jest otrzymywana od innego blogera w ramach uznania za „dobrze wykonaną robotę” Jest przyznawana dla blogów o mniejszej liczbie obserwatorów, więc daje możliwość ich rozpowszechnienia. Po odebraniu nagrody należy odpowiedzieć na 11 pytań otrzymanych od osoby, która cię nominowała. Następnie ty nominujesz 11 osób (informujesz ich o tym) oraz zadajesz im 11 pytań. Nie wolno nominować bloga, który cię nominował.”
[Koniec formułki, dla tych, którzy jeszcze się jakimś cudem na nią nie natknęli w swoich wędrówkach, po blogujących częściach internetu.]
Tylko komu chciałoby się szukać aż jedenastu takich blogów, zwłaszcza gdy trzy z tych, które sam mógłby wymienić nominowały jego samego.


Pytania od Pondera:

1. Pierwszy „dorosły” zespół lub wykonawca muzyczny, którego słuchanie pamiętasz.
Dorosły znaczy „nie przeznaczony specyficznie dla dzieci”? Zapewne, powinniśmy tu podać Grzegorza Turnaua, Myslovitz, albo Republikę, tudzież jakąś badziewną muzykę, bo niestety musimy to przyznać – w dzieciństwie mieliśmy badziewny muzyczny gust. Jednak, ponieważ tak radykalnie się nam od tego czasu zmienił, już dawno nie pamiętamy nazw tamtych zespołów.

2. Gdybyś mógł/mogła wybrać sobie jeden talent, jakiego nie posiadasz, do czego chciał(a)byś mieć smykałkę?
Jest trochę takich, których nie mamy, a chcielibyśmy. Ostatecznie wybieralibyśmy między rysowaniem, rękodzielnictwem (strasznie lubimy takie rzeczy, ale nam niespecjalnie wychodzą) i graniem muzyki.

3. Dokonaj swobodnej autoanalizy psychologicznej na podstawie ulubionego koloru i tego, jak wygląda twój breloczek do kluczy.
Ulubiony kolor: czerwony i czarny
Breloczek do kluczy: brak (za to jest pyrkonowa smycz)
Autonaliza: Sądząc po kolorze czerwonym (symbolu wszystkiego, co czerwone), jak wiele rzeczy jest i czarnym (znaczącym co tylko da się wpisać w czerń) jak jeszcze więcej, dobranych do braku breloka kluczowego (ważny symbol braku osobowości, którą taki brelok u wszystkich swoich posiadaczy reprezentuje) jesteśmy krwiożerczymi istotami nicości, nurzającymi się w krwi, cierpieniu, ciemności i fandomie, które czekają aż otworzy się nicość, mająca pochłonąć cały świat wraz ze wszystkim, czego nie chcemy widzieć, zostawiając za sobą jedynie oceany krwi i truskawek. Mwhahahahahaha!!! Ekhem. Tak, to by chyba było tyle.
                
4. Gatunek muzyczny, którego nie możesz znieść.
Wahamy się między disco-polo a dubstepem. Oba są równie okropne.

5. Film, którego prawie wszyscy twoi znajomi nienawidzą, a ty go lubisz.
Za rzadko oglądamy filmy (niestety), żeby czynić tego typu obserwacje.

6. Ostatnio przeczytana książka i wrażenia z niej.
Rzeźnia numer pięć Vonneguta (po raz drugi). To boli.

7. Czy lubisz jeże?
Skomplikowany filozoficzny problem. Nigdy nie rozpatrywaliśmy jeży w kontekście lubienia. Nigdy też nie próbowaliśmy ich jeść – trudno byłoby ominąć kolce (są gorsze niż ości). Ale, jak napisał Mistrz PTerry: „I tylko jeża...”. Więc tak, chyba je lubimy. A, no i przecież John jest jeżem. Oczywiście, że lubimy jeże.

8. Jakiego zmarłego sławnego artystę byś chciał/a zobaczyć na żywo gdybyś miał/a taką możliwość?
Jednego z tych od prehistorycznych fresków naskalnych w jaskiniach. Moglibyśmy spytać, czy to naprawdę sztuka, czy tylko im się nudziło i tak sobie pomyśleli, żeby zabić gwoździa przyszłym pokoleniom.

9. Gdybyś miał/a do wyboru zrezygnować do końca życia z czekolady albo z całego nabiału z wyjątkiem tego w czekoladzie zawartego, co byś wybrał/a?
Czekolada zostaje.

10. Czy jeż z czekolady jest dalej jeżem, czy już czekoladą?
Do odpowiedzi na to pytanie konieczne będą szczegółowe badania nad składem procentowym postulowanego produktu. Czy ktoś jest skłonny oddać swojego czekoladowego jeża do celów badawczych?

11. Jaka jest prędkość afrykańskiej jaskółki bez obciążenia?
[Konsultują się z żyrafem i słoniopodobnymi] Zależy, czy jaskółka śpi w locie, czy załatwia to jakoś inaczej. Jeśli śpi do jej wagi przeciętnej dochodzi jeszcze ciężar snów – czyli obciążenie dodatkowe, oprócz obciążenia podstawowego, które wpływa ujemnie na jej prędkość. W locie całkowicie nieobciążonym, jaskółka afrykańska osiąga prędkość standardową dla swego gatunku, jak sądzimy.


Pytania od Tomasza Castlegara z Rysuję i Myślę:
                                         
1. Najdziwniejszy film jaki widziałaś/eś?
Zaczyna się trudno. Chociaż nie. Arsis nam cośtam dziwacznego pokazywała jakiś czas temu. Niech no tylko znajdziemy ten link. Bójcie się. [Wyruszają na poszukiwania.] My tu jeszcze wrócimy. Takie japońskie to coś było. No dobra, potem poprosimy Arsis, żeby nam jeszcze raz je podesłała, to wrzucimy i wam.

2. Najbardziej obojętna ci aktorka?
Zapewne znalazłoby się trochę takich, które nic nas nie obchodzą, ale żeby zaraz robić im rankingi? Perwersja.

3. Cukierek czy psikus? Uzasadnij.
Cukierek. Cukierki możemy dostawać zawsze.

4. Ulubiony filmowy antagonista?
Khan, z ostatniego Star Treka. Bo Benedict (A Voldi był książkowy). No i dlaczego nie mogli mu dać wygrać? Buu :( Mroczni Władcy i Źli Wszech Światów, łączmy się.

5. Jaka byłaby pierwsza rzecz, którą byś zrobiła/zrobił, gdybyś była/był Potworem z Loch Ness?
A to nie jesteśmy? [Oglądają siebie] Nie, chyba jednak nie. Odpowiadając na pytanie: Urodzilibyśmy się?

6. Lody w rożku czy na patyku? Uzasadnij.
Looooodyyy!!!

7. Ulubiony Pokemon?
Pokemony, kiedy to było. Pikaczu pamiętamy.

8. Ulubiony cytat?
Jako prawdziwi książkoholicy mamy ich za dużo nawet na cały post o ulubionych cytatach. A jeszcze dochodzą te z piosenek. I pewnie jeszcze jakieś inne.

9. Czego nie chciałabyś/chciałbyś dostać na święta?
Ubrań. Ubrania są nudne. Chyba, że byłyby to geekowskie ubrania.

10. Jaki jest twój ulubiony obraz? Uzasadnij.
Coś Dalego. Ten z płonącą żyrafą np. Dali był absurdalny.

11. Długopis czy klawiatura? Uzasadnij.
Zależy. Jakbyśmy mieli przepisywać z długopisu na klawiaturę to ekonomiczniej nam od razu klawiaturą. Ale nie moglibyśmy też tak całkiem bez długopisu. Długopis ma duszę, zwłaszcza czarny, a nasza klawiatura jest cudowna płaściutka, kochamy ją.


I w końcu pytania od Adeenah:

1. Policz swoje serca i pochwal się wynikiem.
Liczenie naszych serc to nie wyższa matematyka jak z mózgami, tu jakby nie patrzeć – a patrzeć możemy z wielu kątów – wychodzą nam dwa nawet, kiedy jest ich więcej.

2. USS Enterprise czy TARDIS? Odpowiedź uzasadnij.
TARDIS. ST właściwie (jeszcze?) nie oglądamy, a i tak choćbyśmy najbardziej ogromną sympatię czuli do Enterprise, nie pokona ona miłości do TARDIS. Poza tym... [Spoglądają na Już Nie ST] Ten kształt do czegoś zobowiązuje.

3. Czy byłby z Ciebie dobry Sherlock? Dlaczego?
Czasem myślimy, że tak, ale ogólnie nie jesteśmy geniuszami, jeśli chodzi o rozwiązywanie zagadek, więc jednak nie. Za to podejrzewamy, że byłby z nas całkiem niezły Moriarty, a nawet lepszy, bo sami z siebie możemy już zrobić całkiem sporą sieć.

4. Najlepsza ziemska herbata to...
Czarna torebkowana z cukrem. Reszta to detale.

5. Co sądzisz o Gornie.
Dziwny krokodyl. W sukience o.O
                                                            
6. Jaki jest Twój ulubiony gatunek kosmity i dlaczego właśnie on.
Doktor. Tak, wiemy, to pytanie o gatunek, ale tak jakby po Wojnie Czasu i odejściu Mistrza w nią, Doktor został jedynym przedstawicielem swojego gatunku we wszechświecie, więc podciąga się pod definicję. A dlaczego on? Tego nie trzeba tłumaczyć.

7. Gdybyś dysponował(-a) technologią Władców Czasu, to jaki przedmiot uczynił(-a)byś większym w środku?
Regał na książki, bo: „Nigdy nie ma dość miejsca na półkach”.

8. Gdybyś posiadał(-a) wehikuł czasu, gdzie i kiedy udał(-a)byś się w pierwszej kolejności?
Na to pytanie kiedyś już odpowiadaliśmy na Absurdalniku, więc chyba się powtórzymy. Kusi nas przyszłość, żeby zobaczyć jak ona będzie wyglądać. Miejsce. Miejsce też niezmienne, dopóki tam nie byliśmy, a możliwe, że nawet potem: Islandia.

9. Który język wolał(a)byś opanować - klingoński czy Quenye?
Quenye? To bardziej odpowiedź z cyklu: O jednym z dwóch tylko słyszeliśmy. Ale języki elfów są piękne. No i elfy są islandzkie. Więc pewnie i tak padłoby na Quenye.

10. Dlaczego Smaug nie ma niebieskiego szalika?
Nie ma? Zbrodnia! Trzeba to, czym prędzej naprawić. Ale dlaczego nie ma? Może zapomniał zabrać go ze swojej jaskini pełnej skarbów. Albo Bilbo mu ukradł razem ze złotem, kradziej jeden.

11. Przyznaj się w tej chwili do którego domu w Hogwarcie należysz.
Ravenclaw – oni najlepiej w całym Hogwarcie rozumieją, na czym polega wykorzystywanie mózgów.


A oto nieobowiązkowe pytania z dziedziny absurdu i okolic:

1. Czy żyrafy są prawdziwe?
2. Dziwne sny? Opowiedz.
3. Czy masz jakieś nietypowe uczucie, tylko dla ciebie?
4. Jaką polską piosenkę podejrzewasz o bycie piosenką o Doktorze?
5. Hannibal, czy Vimes?
6. Dlaczego pomarańczowy kocyk posiada tak wielką moc?
7. Jaka była najdłuższa książka, którą przeczytałeś/aś z własnej woli i do tego z przyjemnością?
8. Ciemność, czy światło?
9. Różowe okulary, czy kolorowy umysł?
10. Superwholock?
11. Czy nie sądzisz, że jeden mózg to za mało?


Oraz nasze nominacje (ponieważ ktoś musi mieć możliwość ich zignorowania):

Skeczbuk – nasz drugi mózg, czyli Arsis, jeleń żyjący w internetach. Może tym razem nie ucieknie, bo ma talent i tylko wytrwałości do blogowania jej brakuje.
Mhrok, zło i guziki – Zosi żółwiowi też przyda się kop do dalszej i regularniejszej bytności tu.
Trampacze – i Betty również. Betty maluje, rysuje, pisze w dużej mierze okołodoktorowo i światodyskowo i jeszcze inaczej a zawsze pięknie.
Eśka (po)tfforzy – Eśka robi naprawdę fajne rzeczy z deqoupage’u i innych, których jej zazdrościmy.
My-geronimo – źródeł doktorowej wiedzy nigdy za wiele.
Efka i koty – koty też trzeba czcić, a Efka pisze o swoich kotach i pracach okołokocich i innych tak, że aż chce się mieć więcej własnych (tudzież jakiekolwiek własne).



Więcej blogów zarazem małych, dobrych, niespecjalnie znanych, przynajmniej jako tako żywych i niekoniecznie skłonnych ukamieniować nas za nominowanie na chwilę obecną, bez możliwości wejrzenia w naszą listę czytelniczą, nie pamiętamy. O, żyrafo! Teraz będziemy jeszcze musieli tych wszystkich człowieków poinformować, że ich złańc... zintegrowaliśmy. Żyrafo, bądź z nami! [Ruszają w misję] I żeby nie było! Napisaliśmy ten post tylko dlatego, że jesteśmy jak te koty lubiące być w centrum uwagi – lubimy być w centrum uwagi. [Znikają]



Aneks.
Pytania od October z Taste the gravity

1. W jakiej formie preferujesz placki?
W każdej.

2. Jaki jest najbardziej inspirujący tekst, który nawiedził twoje uszy?
Jakoś... nie potrafimy nic wskazać. Muzyka się w nas sączy ze swoimi słowami i inspiracje powstają z niej splątanie, że nie ma jednego tekstu najbardziej, ani nawet szczególnie wyodrębnialnego... Nie, to nie tak. To w ten sposób: Muzyczne inspiracje powstają w nas z obrazów, jakie rodzą się z połączenia dźwięku i słów, inspirują nas całe utwory, a nie tylko ich teksty, więc nie mamy tekstu najbardziej inspirującego dla uszu.

3. Jaki jest twój ulubiony Pokemon i dlaczego?
To pytanie już dostaliśmy od Tomasza Castlegara, więc patrzcie w odpowiedzi na jego zestaw.

4. Gdybyś mógł/mogła wybrać jakąś supermoc, to co to by było i dlaczego?
Ale my mamy już supermoc – igorowanie. Mamy nawet własny cool pojazd – Już Nie ST.

5. Jaki jest najbardziej absurdalny sen, jaki ci się kiedykolwiek przyśnił?
Nasze sny zawsze są dziwaczne, więc generalnie dość szybko – poza ogólnymi schematami –je zapominamy. Nie robimy im rankingów.

6. Jaka jest Twoja największa fanaberia/najbardziej nielogiczny rytuał/dziwny zwyczaj?
Nie posiadamy/nie praktykujemy/wszystkie są dziwaczne.

7. Kto jest twoim ulubionym czarnym charakterem i dlaczego jest to Loki?
Loki? [Nawiasem mówiąc musimy chyba wreszcie obejrzeć te Marvelowskie rzeczy z nim.] Ale jak na razie znamy tego z a) mitologii germańskiej i b) Supernaturala. Ogólnie przynajmniej na razie nasza odpowiedź będzie przy Voldemorcie.

8. Jaka jest twoja definicja piekła?
Piekło nie istnieje.

9. Najgorsza piosenka, którą zadedykujesz swojemu wrogowi.
Nie słuchamy najgorszych piosenek. Słuchamy tego, co lubimy słuchać.

10. Co trzeba zrobić, żeby usunąć Snorlaxa torującego drogę?
Snorlax, snorlax, co to było ten snorlax? [idą po słownik] Aha. Nic. Ominąć. Zaminować. Zbudować nową i mieć nadzieję, że na nią nie przejdzie.

11. Co byś zrobił/zrobiła, gdybyś był/była ostatnim człowiekiem na Ziemi?
Zobaczylibyśmy wszystkie te wspaniałe miejsca obecnie zatłoczone masami ludzi, którzy odbierają im cały urok (dotyczy zwłaszcza tych, którzy twierdzą, że najważniejszym elementem morza/oceanu jest plaża).

poniedziałek, 18 listopada 2013

Biblioteka matka

Przysposabia jak własne dziecko, przyhołubia do swego serca, a serce to wielkie, jak matka otwiera swe podwoje, dzieli się zgromadzoną w sobie wiedzą, swoimi opowieściami. Jak matka budzi szacunek i miłość i przywiązanie. To ona wychowuje, nadaje prawa i obowiązki, z niej mądrze korzystając zmienia się to, jakim się jest człowiekiem. Zaprowadzonym po raz pierwszy w wieku kilku lat, jeszcze niepewnym, niewiedzącym, co to jest, gdzie sięgnąć, bez przewodników, samemu szukając swojej drogi, powoli tę drogę wytyczając – kolejnymi lekturami, to miłość na całe życie. A ona pochłania, połyka już cię nie wypuści, o nie, jak lewiatan zachłyśnięta swym połowem, swym kolejnym dzieckiem, ukazanym światu, światu jej mądrość roznoszącym, nawet jeśli tylko dla siebie, tylko dla najbliższych ją zachowuje, jeśli przed innymi ukrywa to i tak – wiedza się roznosi. Biblioteka kocha swoje dzieci. Biblioteka rozumie, biblioteka szanuje ich człowieczeństwo, wyobraźnię, bezradność i słabość. Ich strach. Biblioteka uczy swoje dzieci siły.

Przysposabia czasem nawet oficjalnie

Więc jak matka jest, tak jak matka powinna być, choć nie wszystkie są, zbyt wiele niedoskonałości w nich, zbyt trudno czasem kochać – czasem kochać się ich, tych prawdziwych nie da, ona tym bardziej wtedy, jak rodzicielka zastępcza – nauczy miłości zwłaszcza ta pierwsza, nie-wielka, nie ograniczona wpłatami, opłatami, terminami, gdzie trochę niepewność, czy wolno zapuszczać się w bardziej ukryte regały i szukać na półkach pokrytych pajęczynami, ale można i z czasem zaczynasz zapuszczać się i tam. Ma swoje schowki, dostępne tylko dla bibliotekarek – pośredniczek, pomiędzy tobą i nią. Pośredniczą, nawet jeśli nie zrozumieją, co czujecie do siebie ona i ty. Pośredniczą zwykle w tych najmniej istotnych częściach, tych narzuconych z zewnątrz, nie od ciebie, nie od niej wychodzących. Tych, które zbyt nie do opisania, tych których trzeba nauczyć się samemu. Lub przez innych, ale tak naprawdę też samemu nauczywszy się, z pośredniczeniem tylko minimalnym, z tą jedną osobą, która zapisze do, w samonauczeniu – tak docenia się najgłębiej tę więź, tej więzi nie odbierze nikt, niezależnie od podejmowanych prób.

Pojawią się z czasem inne, szkolne, miejskie, powiatowe, uczelniane i zostanie ta pierwsza, jednak już wiesz, że w końcu ona odejdzie, ty odejdziesz. Zbyt daleko geograficznie będziesz, by do niej wrócić. Ale to nie boli, kiedy wiesz: wszystkie biblioteki są jedną i tą samą. Wszystkie książki wszędzie wiedzą.

środa, 13 listopada 2013

Ulica o dwóch nieparzystych stronach

Zdarzają się takie dziwne, bez strony parzystej, być może ze stroną parzystą ukrytą gdzieś indziej, schowaną ze wstydu, przykurczoną, by zrobić miejsce rozrośniętej ponad miarę nieparzystej. Tak bywa i tajemnie się dzieje, może to rajcy nocami zmieniają strony ulic, ale w ciemnościach im się miesza i zamiast zwykłego przestawienia* jednej na drugą, dublują nieparzystość, do nieparzystości przejawiają inklinacje i potem już tak zostaje, bo nikt się przecież nie przyzna, że nie tak od początku było i tylko czasem sąsiedzi naprzeciwko się zdziwią, że oni mieszkają pod trzecim i ci po drugiej stronie mieszkają pod trzecim, nawet jeśli to książki.

Strzeżcie się ulic z dwiema nieparzystymi stronami, taka jest nasza uwaga. A gdyby zdarzyło się wam znaleźć gdzieś ulicę o dwóch stronach parzystych powiedzcie jej, żeby się nie bała i uciekajcie stamtąd czym prędzej. Taka ulica się boi, zwłaszcza w asfalcie i jest groźna. Lepiej nie ugrzęznąć. A podobno liczby parzyste to te dobre.


* To się zdarza, nagminnie wręcz, choć nikt nie zauważa.

piątek, 8 listopada 2013

Miesiąc liczenia lisów

Jest taki jeden w tym roku i on trwa dziś, trzeba liczyć swoje lisy, czy mają odpowiednio szczęśliwą liczbę, najpierw trzeba tę liczbę wybrać. Potem policzone ją mają lub nie - dobrze jeśli mają, wszystkie inne są złe, wszystkie inne też są dobre.

Żyjąc wolne: Naszą liczbą osiem, naszą liczbą dziś. Naszą liczbą Gin i Pan Tygrysek, żyraf i słoniowate wnoszące właśnie na salę siebie. Podłóżkowy potwór*, który chrapie w tym momencie** - wciąż pozostając niewidocznym. Arsis z M. zmierzające w kierunku Falkonu (tam możecie nas spotkać pośrednio, poprzez nie). I jeszcze mały wewnętrzny wiking i wszystkie inne drobniejsze części składające się na tę liczbę piękną, która definiuje nas w tak ogromnym stopniu. Przez, którą my definiujemy siebie. Żyjąc wolne lisy mogą udawać, że nas tam liczących ich wcale nie ma.

Jeszcze nie policzyliśmy zresztą naszych lisów w tym roku, ale myślimy, że jest ich tyle ile powinno, nie ma co martwić nadmiernie stworzeń, pójdziemy gdy będzie im spokojniej. Na razie wystarczy, że wiemy: jest ich odwrócona nieskończoność i zawsze tyle ich będzie, żadnego nie zapomnimy, one nie zapomną nas.

Liczcie swoje lisy, kiedy nie będziecie na naszym internetowym przyjęciu, na którym nas nie ma (nas nie ma w ogóle). A przyjęcie wygląda tak: Tam gdzie jesteśmy w internetach, gdy w nich jesteśmy, możecie się bawić z nami w domyśle, jak Księżyc jest w domyśle i ta kometa, którą mamy w miesiącu liczenia lisów (czyżby jakaś korelacja?) i później też, być może nawet będzie mieć ogon, jak lis, albo Pan Tygrysek płomieniejący.

 Nie widać nas tutaj, bo nas nie ma


Zabawy!
Gin&PT

* Założyliśmy mu papierowy kapelusik wspólnymi siłami i nawet udało nam się go nie obudzić.
** Niezależnie od tego jaki to moment.

Edit. Małe dementi: Arsis jednak nie będzie na Falkonie, a więc i nas tam nie będzie nawet pośrednio.

wtorek, 5 listopada 2013

O naturze złych psów

Złe psy z natury to kłamstwo, one z natury są szczekliwe i psie - złe tylko z wychowania, z niewychowania, z wychowania braku. Czasem są też złe wybiórczo. Ale nie z natury. Naturą złych psów jest nie być psami, jest być psami dobrymi, one tylko tę złość udają, żeby zadowolić pana, żeby mógł właściciel wywiesić zgodnie z prawdą dumną tabliczkę oznajmującą "Tu mieszka zły pies", właściciele nie wiedzieć czemu dumni są bardzo z posiadania złych psów, żaden jeszcze nie ogłosił światu niewielką ozdobną tabliczką dobroci swojego czworonoga. 

Ktoś gdzieś mówi, że może by mógł mieć trochę psa, że to być może niemożliwe, rzeczywiście mało prawdopodobne. Za to mieć trochę kota, to nagminny wręcz stan ich "posiadaczy", koty mają naturalną predyspozycję do obłaskawiania sobie po kilku ludzi-rodzin, a jeszcze zostaje im trochę miejsca na absolutną niezależność. Ale nie psy. Psy są całościowe. I ani trochę złe.

piątek, 1 listopada 2013

O pochodzeniu uczuć

Wielu mówi, że one są w sercu, w tej pompce pięknej, wielkości pięści, pompującej je z myślami jak wierzyli antyczni, albo odwrotnie, że są w mózgu i to bliżej prawdy, ale czuciem – o czuciem, czuje się w jelitach, w żołądku, tam najbardziej. W innych trochę też, zwłaszcza muzyka się wplątuje w kończyny, porusza nogami, rękami, palcami stóp i słoni, muzyka jest uczuciem splątanym, mieszczącym wszystko, mieszczącym wiele i wiele splątanych poruszeń wewnątrz i na zewnątrz wywołująca, wywoływać próbuje nawet jeśli nie zawsze skutecznie.

Najbardziej to jednak właśnie jelita i żołądek – tam uczucia się rodzą, tam przychodzą na świat, stamtąd przenoszą swoje wirusy do mózgu, on je rozpatruje, serce tylko się ściska i rozciska mocniej niż zwykle trochę, a jelitości wyrażają wszelkie stany skupienia od najprostszych po te najbardziej splątane.

środa, 30 października 2013

Rozprawa o latających bakteriach z pomroki dziejów (czyli nad "Genezis z Ducha" próba nieumarcia, ze śmiechu*)

Ptaki jako pierwsze stworzenia - one istniały, tak, w pewnych książkach, tylko zmieszane z ewolucją, antyewolucją, duchem, czymś, "Autor sam nie wiedział co miał na myśli" nalepka na opakowaniu, taka powinna być, o zdecydowanie tak. Pojawia się myśl po przeczytaniu, że chyba Autor musiał przedawkować bezsenność, czy coś, latające bakterie są bardziej prawdopodobne. Latające bakterie to piękna idea - na skrzydłach, wśród bulgoczącego, rodzącego się świata, przemierzające jego nieboskłony, nie mieszają w swą egzystencję bogów, aniołów, sił nadprzyrodzonych, po prostu są, być może tylko w dziwnym umyśle, który nie inklinuje ich do prawdy objawionej i milion razy przemyśla jeszcze, zanim wypuści w świat, w ciągu znaków, zdecydowany na nieliteraturę.

Mózg nie jest wieszczem i nie tworzy drzewa ze zwierząt i innych zbrodni przeciwko logice, czyli absurdowi****, nie wpycha arki Noego przed zaistnienie ludzi w tym samego Noego, a nawet kiedy, to tylko w całkowitej świadomości bycia alogicznym, poza logikę, poza zdrowy rozsądek wychodzącym. Więc w nim bakterie latają w pomroce dziejów, w świeżo stworzonym świecie, gdzie tysiące setki słońc, jakoś się musiały roznieść z tej protokałuży, to przynajmniej ma sens. To znaczy nie ma i nie powinno mieć, bo grafomania powstaje w naszym mózgu w pełnej samoświadomości - wie, że nią jest i nie pragnie być niczym innym.

I jeszcze to wszystko samoświadome Duchem i żywe i martwe i pomiędzy, o o ile wspanialsze poczucie nieposiadania duszy. Jaki w tym spokój. Świadomość złudzeniem. Bakterie latają tu i ówdzie.

Tymczasem [Wracają do lektury i umierają].

[Kurtyna opada, bakterie odrzucają skrzydła już więcej im do niczego niepotrzebne]


* Sorry, nie da się**.
** Ale lubimy Julka. Wierzył w smoki***.
*** Jednak nie. Był totalnym idiotą sądząc po dedykacjach i szkicach jego wstępów do "Genezis...".
**** Absurd bez logiki to tylko niezrozumiały bełkot, to prawo powszechnie znane.

sobota, 26 października 2013

Milion zdjęć niczego

To znaczy: A ty jak dobrze znasz wnętrze swojej kieszeni?

My nasze znamy cudownie wręcz. Jest tam ciemno. Wiemy dzięki naszej komórce, która odmawia nierobienia zdjęć naszych lewych, kiedy już się w nich znajdzie. Mówi, że zwyczajnie nie może się powstrzymać, tak przytulnie i ładnie tam jest. Nasza komórka najwyraźniej lubi ciemność i wizerunki niczego. Oraz nicości. Oraz braku czegokolwiek. Rzeczy, które tam są, ale których nie widać, bo jest ciemno. I tak dalej. I tym podobne. Et cetera.

Tym oto małym przyciskiem, z komórką doczepioną doń powstają zdjęcia ciemności


Mówimy, że znamy kogoś jak własną kieszeń. Ci, których rzeczywiście znamy nie są tak ciemni* nawet, jeśli mają w sobie ciemność. Tymczasem kieszenie fascynują niektóre przedmioty nieożywione zajmując im pamięć, zajmując im mózg, zajmując im czas. Musimy wszystkie te zdjęcia wewnętrzne, pokazujące nic usuwać, żeby ona nam się nie zapchała doszczętnie. Jej to nie cieszy, ona chce się zapchać, ona robi wszystko żeby, ona by chciała taką utopię, ale wtedy umrze i to już nie będzie utopijne, to będzie o umieraniu i może nawet zrobi nam się przykro.

Tymczasem. Dobrze przynajmniej, że się nie obraża o to usuwanie.


* I, wedle słów naszej komórki, przytulni. Nie wiemy, nie próbowaliśmy wchodzić w naszych znajomych i przyjaciół, ani nawet w nasze własne kieszenie**.
** W nienasze też nie.

środa, 16 października 2013

Dinozarły nas śledzą

Z tajemniczą konsekwencją pojawiają się za nami wszędzie, gdzie na nie spoglądamy, gdzie z pozoru nie powinno ich być. Pierwsze pojawiły się w guglowym kolorze dinozarła jakby dinozarły były jasnofioletowe w odcieniu lila. Potem przemykały chyłkiem tuż za naszymi plecami. Czując na karku ich oddechy tak różne od oddechów czegokolwiek innego, zastanawialiśmy się dlaczego tak bardzo je lubimy. W dziecinnościach przecież były nam obojętne. Odpowiedź nie przyszła. Odpowiedź brzmi tak: Bo je lubimy.

Teraz są też fakty dinozarłów na kolejnym najwspanialszym forum tego universum, fakty to forum konstytuujące i jest dinozarł w guglach bez internetu, zabraniający wstępu doń, a może tylko z przykrością informujący, że nie może pozwolić na wstęp, rozumiecie takie odgórne polecenia, choć on sam najchętniej by nam pozwolił wejść. Ten dinozarł też jest faktem*.

Dinozarły tu są


Więc dinozarły. Podobno wymarły, tak o nich mówią, to tylko dowodzi jak dobrymi śledziami są. Wymazały własne istnienie z ludzkiej świadomości niczym Cisze, być może z nimi we współpracy, choć żywimy głęboką nadzieję, że jednak nie, że są na to zbyt szlachetne, zbyt dostojne, zbyt godne. W każdym razie są szpiegami wręcz idealnymi, przetrwały w filmach i parkach jurajskich, widzowie i goście myślą, że to tylko modele, ale one są naprawdę, nocą, po zamknięciu bram i planów ożywają, nawet nie wiecie jaka to ciężka praca stać nieruchomym przez osiem godzin na dzień. W nocy szpiegują nas i być może innych, a i w dzień im się zdarza wymknąć. Mają też swoje śledzie w wizerunkach dinozarłowych.

Gugle przejęły dinozarły


To protosmoki, smoków dalecy kuzyni, jest oczywistym, że mają w zanadrzu kilka sztuczek, kilka supernowoczesnych technologii do śledzenia idealnych. To znaczy tak myślimy, jeszcze żadnego nie udało nam się przyłapać na, tylko takie udające, że wcale nie, że one tu tylko przypadkiem przechodziły, szkoda, chcielibyśmy porozmawiać, przekonać się, czy naprawdę są takie cool, czy to tylko propaganda.

Tymczasem pytanie. Po co śledzą i dla kogo, najrozsądniej założyć, że dla siebie, nie ma wyższego od nich stworzenia na tej Ziemi, chyba tylko dinozarłowy bóg, o ile w swojej doskonałości mają jakiegoś.


* Faktem, który konstytuuje naszą nieobecność w internetach**.
** Tak, nas tu nadal wcale nie ma, co znaczy, że wy wcale nie czytacie tego postu, nawet jeśli my go naprawdę napisaliśmy.

poniedziałek, 14 października 2013

Jesteśmy korzeniami

Badamy korzenie nas, żeby wiedzieć kim jesteśmy. Sami jesteśmy korzeniami do zbadania kiedyś w przyszłości, gdy zmieni się epoka, czego byliśmy początkiem (co dziś narastamy). I ci, którzy będą badać nas-korzenie też będą korzeniami, każdy tu jest i każdy będzie. To drzewo nie ma pnia i nie będzie nigdy mieć. Oś świata zrobiona jest z korzeni.

piątek, 11 października 2013

Posiadacze kanału

Prawie jak posiadacze Internetu, choć nikt nie wie, o który chodzi, ani nawet w jakim sensie to kanał – najprawdopodobniej rzeczny. Posiadają go i posiadać będą być może nawet sami w swoim posiadaniu nieuświadomieni, tak najwygodniej, tak najprawdziwiej, najzupełniej w tajemności posiadać ten kanał mogą. Posiadanie w swej absolutnej nieokreśloności nigdy nie ustanie, tak jak absolutnie nigdy się nie zaczęło. Trwać będzie w liczbie mnogiej przez wiecznotrwale fraktalne teraz.

Posiadacze w liczbie mnogiej zajmują się posiadanym lepiej niż posiadacze w liczbie pojedynczej – podejrzewać można, że to kanał zadbany, wszelkie posiadający dla kanału charakterystyczności. To wielka odpowiedzialność pilnować nieustania przepływu, zwłaszcza gdy się o nim nie wie.

piątek, 4 października 2013

Studenci widmo

Studiują, choć nie ma ich w systemie, być może nigdy nie było i nigdy nie będzie, migoczą gdzieś na obrzeżach postrzegania, bez oficjalnych dokumentów, a jednak czasami całkiem dobrze widoczni i trudni do odróżnienia od zwykłych, bo przecież nie powiesz potencjalnie widmu w twarz pokaż legitymację, pokaż indeks i on ci nie powie nie mam, ja tu wcale nie studiuję, to znaczy tak, ale tylko na niby, tylko nieoficjalnie, tylko poza systemem – co najwyżej roześmieje się na taką bezczelność i dalej będzie udawał pełnoprawnego. A potem zaniknie i nawet tego nie zauważysz, że był a teraz go nie ma. Każde widmo tak ma, a student tym bardziej. Nie pytaj co się z nim stało, wierz że został usystemowany (być może to nawet prawda).

Nasz wewnętrzny wiking głęboko ukryty, czasem tylko daje znać, że tam w środku jest, że by sobie poberserkował, albo coś, no wiesz Gin takie niewinne rozrywki i my się zgadzamy, że niewinne, ale nie, nie na zewnątrz, bo jednak większość nie uznałaby ich niewinności, a większość w demokracji czyli trochę więcej niż jedna czwarta ma głos*. Ten nasz wiking wewnętrzny nie godzi się na bycie studentem tylko potencjalnie, bez oficjalności, bez znaków szczególnych, jak numer**, jak indeks, jak legitymacja, one prawie jak topór bojowy, jak hełm i drakkar.

Z dezorganizacji w nazwie może zrobić tylko absurd. Dla niego to jak układanie kwietnych kompozycji, gdy ma ochotę wyrywać serca gołymi rękami. Dla nas to temat na absurd, więc dobrze, że to my mamy większość głosów w naszym mózgu. Zresztą żyraf i słoniopodobne, niewidzialny podłóżkowy potwór, Arsis, M. i Jeleń też się z nami zgadzają. To nawet więcej niż minimalna większościowa jedna czwarta.


* To wyższe matematyki, z tym się nie trzeba kłócić.
** Wszyscy nadal jesteśmy numerami, serią numerów z przypisaną oficjalną nazwą i funkcjami od tych numerów zależnymi.

środa, 25 września 2013

Uśmiech na dwa

Po internetach krąży dziwna pogłoska, że do uśmiechu potrzebne są tylko dwa mięśnie. Jeśli się zastanowić to oczywista nieprawda, bo w twarzy żyje mięśni tak około miliard i każdy do prawdziwego uśmiechu, uśmiechu z duszą, uśmiechu z mózgiem jest konieczny. Uśmiechając się czujemy jak wszystkie ruszają ze swych stonowanych posad, a gdyby nawet liczyć minimalistycznie, czyli, że usta i oczy, to usta i oczy dają przynajmniej trzy mięśnie, po jednym na każde. Pamiętajcie jednak, że w prawdziwym uśmiechu uśmiecha się wszystko. W prawdziwym uśmiechu uśmiechają się nawet uszy.

poniedziałek, 23 września 2013

Księżycówka

Wódka z księżyca. Luminescencyjna. Nie truje tylko, przy jego świetle.

Dziwny leczniczy napój, robiony przez draco lunaris, smoki księżycowe z księżycowego blasku, z księżycowej gleby z nutą cynamonu, destylowana w jesienne wieczory, gdy Ziemia odbija słoneczny blask w ten specyficzny, ciepłochłodny sposób.

Na chandrę, na smutki, na tęsknotę do księżycowych mórz.

wtorek, 17 września 2013

Nakarm kota kafelkami. Albo fortepianem

Inaczej będzie głodny, inaczej będzie zły. I nie martw się, koty są kafelkoodporne, a fortepiany nie dają się tak łatwo zjeść.

Punkt c) na liście Adeenah. Punkt postulujący wszystkich, którzy oglądają serial uszami. Czy nie tak robimy? Czy bez uszu to by nie było to samo? Bo przecież usłyszeć dźwięk głosu i śpiew słów to ważna część w oglądaniu – potem mózg tworzy synestezje i już nie umie bez dźwięku patrzeć. Dźwięk nadaje obrazowi sens. Uszy nadają sens oczom.

Gdy drzewo upadnie i usłyszysz, ale nie zobaczysz – czy to drzewo upadło, czy to tylko był sam drzewa upadającego głos, bez faktu dokonanego? Być może drzewa potrafią tak oszukiwać, być może mają usta, którymi krzyczą "O nie, o nie, zostałom ścięte!" gdy nie patrzy nikt. Zwierzęta widzą zawsze.

Spytaj swego kota, on wie. W każdym razie, gdy nie próbuje zjeść fortepianu.


Dziwna muzyka nam siedzi w głowie. Pustki są dobre, słuchajcie Pustek.

czwartek, 12 września 2013

Ośmiornica

Ośmiornica nazywa się tak bo ma ośmioro niczego.

Podzielić się na jeden*

Zwykłe dzielenie się na dwa, albo więcej – najpopularniejsze, ale i dość łatwe, jeśli jest się fandomem, antyfandomem, muzyką, książką, Voldemortem. No, może Voldemortem, akurat nie tak łatwe, wymaga trochę zachodu, ładnych przedmiotów i krwawych ofiar. Oraz jednego Wybrańca. Ale i tak jest niczym przy dzieleniu się na jeden.

Zdawać by się mogło oksymoronicznie niemożliwe, a jednak... To tylko pozory. My na przykład. Od dawna jesteśmy podzieleni na dwoje. A nawet na czworo. A jeszcze dochodzą aberracje podzielne jak żyraf, jak niewidzialny potwór pod naszym łóżkiem**, nie do końca oddzielone, nie w pełni będące nami, nie do końca współzidentyfikowane jak ja i Pan Tygrysek jesteśmy. Trudna część zaczyna się w momencie, w którym mimo podziału wszyscy jesteśmy mną w jednej osobie, w jednej postaci, w jednej imaginacji. Tylko, że właściwie ona wcale nie jest trudna. Ona przychodzi naturalnie, sama z siebie już w momencie podziału.

Jestem tylko ja i jesteśmy wszyscy my. To dobry podział i każde z nas może mieć odmienne zdanie co daje nam dziwność i dziwność. I jeszcze trochę dziwności. Którą lubimy. Bo jest dziwna. W każdym razie – dobrze jest mieć więcej niż jedno zdanie na wszystkie możliwe tematy. To tworzy złożoność, a złożoność jest dużo lepsza niż nie złożoność, i może być też w ten najlepszy sposób całkiem prosta, jakkolwiek prostota sama w sobie bez złożoności też jest dobra, ale nie zawsze... Dobrze, skończmy w tym momencie, nie o tym jest ten post.

A czy inne można podzielić na jeden? Być może. Jeszcze nie zbadaliśmy, więc kto wie jakie (nie)prawdopodobieństwa się tam kryją. Wiemy tylko o miłości, że podobno też tak ma jak my z sobą. [Myślą] I przyjaźń, przyjaźń też się pod tę zasadę podciąga. Dla innych konieczne są badania.


* Post dzięki zwierzowi, którego słowa wprowadziły nam myśli na inne tory niż zamierzały. Na te właściwe też wprowadziły, ale przy okazji dały asumpt do napisania postu.
** Jesteśmy przekonani, że to potwór wiwernokształtny przyczepiony pazurami do desek naszego łóżka od spodu. Ale trudno powiedzieć na pewno.

wtorek, 10 września 2013

Potwór

Odkryliśmy dziś, że mamy pod łóżkiem niewidzialnego potwora. Badanie czy potwór ma łuski nadal nie przyniosło efektów. Cóż, trudno sprawdzać takie rzeczy, kiedy potwór jest niewidzialny. Ale, nie ma zmartwienia. Jesteśmy prawie pewni, że jest przyjaźnie nastawiony, jak na potwora. 

piątek, 6 września 2013

Fortepian, drzewo, tygrys zmieszczone w kategorii GŁAZ oraz: halucynacje, które nie są halucynacjami

Zakładając że mądre książki nie są beletrystyką. Czytanie takich może zmęczyć, zaciekawić* albo zirytować**. Może pobudzić mózg do absurdu, może uzupełnić wiedzę mózgu, może nawet poszerzyć mózg. Czytanie bardzo mądrych książek robi wszystko to naraz.

Czytanie bardzo mądrych książek jest dziwne. Stwierdzi taka, że fortepian nie mieści się kategorii głazu i już mózg krzyczy Nieprawda! nie, to nie tak, oczywiście, że fortepian to głaz. Poniekąd. Drzewo**** również, nawet bardziej, drzewo może faktycznie skamienieć i części fortepianu - te z drewna i te bezdrzewne - tak samo, chociaż mniej, nie do końca fortepianem w tym procesie pozostając. Na takim fortepianie nie można grać, nie można wydobyć niczego poza echami muzyki z kamieni. Ale fortepian ma w sobie głaz, pewną głazowość jeszcze za młodu, jeszcze w koncepcji fortepianotwórcy, choć podświadomie tylko, choć nie z zamierzenia, jednak tym głazem jest.

Inaczej ma się sprawa z ożywionymi, jak tygrys - o nich bardzo mądra książka mówi to samo, że nie mogą być głazem, nie wolno o nich jak o głazie pisać, nie wolno o nich jak o głazie myśleć, nie wolno mówić. Tygrys więc musi podstępem, musi ukradkiem wśliznąć się w kategorię, niczym wąż musi umieć zamierać na długie wieczności jak kamień, bez oddychania, bez poruszania sobą musi udawać, że wcale go tam nie ma, że nie istnieje, w nieistnieniu się zatracać aż stanie się głazem w pełni, jednocześnie wciąż żywy, bo głaz to życie, bo głaz to nie śmierć i śmierć to nie głaz*****. I kiedy już się zgłazuje, taki tygrys ma w sobie kamienność nawet gdy w ruchu wykorzystuje wszystkie swoje mięśnie, nawet gdy ani odrobinę przez kamienność niespowolniony, on w sobie to ma.

Tak może być też z halucynacją w jej stałości, w jej pewności i z innymi, że zmieszczą się w nieswoich kategoriach, ale taka halucynacja, pewna jak palce na klawiaturze, wystukujące post, którego nikt nie przeczyta i który nikogo nie obejdzie, tak pewna halucynacja może być snem, wystarczy że się obudzisz i pomyślisz, ależ halucynacja mi się przyśniła. Jak kamień, jak kowadło spadające z jasnego nieba, dobrze jeśli halucynacja jest snem... Chociaż... Nie myślcie czasem, że PT jest halucynacją. On jest prawdziwy. [PT szczerzy kły]


* Gdy mówi o ciekawych rzeczach w ciekawy sposób.
** Jeśli mądra książka w pewnym momencie nie irytuje twojego mózgu, to coś z tą książką jest nie tak. Dobrze napisana mądra książka, musi mieć w sobie coś z czym się nie zgadzasz, inaczej nie jest mądrą książką***.
*** Uwaga na paradoks: Im bardziej się z daną książka nie zgadzasz, tym mniej mądra jest to książka.
**** O którym bardzo mądra książka też mówi, że nie jest głazem.
***** Chyba, że spadnie ci na głowę i umrzesz. Ale tak, to nie.

środa, 4 września 2013

Welcome To Night Vale

Dajemy się wciągnąć w seriale. Daliśmy się wciągnąć w podcast, ten w tytule. On ma dokładnie to dziwne, mroczne i absurdalne poczucie humoru, które uwielbiamy. Które lepiej lub gorzej wykorzystujemy sami w naszym mózgu i jego aberracjach jak absurdalnik. Ma dźwięki, które uwielbiamy we wszystkich ich przejawach. [Idą słuchać więcej i więcej, zostawiając na pożywkę link] Link na pożywkę.

środa, 28 sierpnia 2013

Znikające rzeki

Jak znikająca Wisła mogą znikać kawałkami, albo mogą nawet znikać w całości (nie jak znikająca Wisła), także pozanaturalnie. Naturalnie znikają gdy dzieje się to o czym uczą na lekcjach geografii, ale tam nie uczą o znikaniu spontanicznym, nie mówią, że taka rzeka może zniknąć z dnia na dzień i, że to coś więcej niż tylko pomyłka w kartografii, że to zniknięcie prawdziwe. Podejrzewamy, że to spisek geografów mający na celu ukryć fakt spontanicznego znikania rzek i ich kawałków. Dowodów jednak na razie brak.

Zastanawiające co robią takie rzeki i ich kawałki podczas swej nieobecności. Czy wybierają się na spacery uliczkami miast, uliczkami parków, międzyleśnymi ścieżkami, wspinają na szczyty gór? Może przybywają na tajemne konwenty rzek i kawałków rzek, gdzie dyskutują plany i strategie na przyszłość, którędy płynąć, a którędy nie, które miejsca zatopić po obfitych deszczach, ile wody oddać niebu w upalne dni, dyskutują o tym i podobnych kwestiach? A może chodzą na nocne wypady do bibliotek, poczytać w spokoju, bez mówiących im, żeby nie, że im nie wolno, bo zamoczą strony, gdy to nieprawda, nie zamoczą potrafią czytać w suchości, nie zamaczając, a czytać lubią strasznie. Może zapadają się pod ziemię, na minutę, na dwie, na ułamki sekund, na godziny, ze wstydu, albo tak dla żartu, dla sprawdzenia, czy ktoś w ogóle zauważy. Zwykle nikt nie zauważa, a nawet jeśli to bierze za błąd jak z tą Wisłą, która znikła kawałkiem i potem mówiono, że tylko z map.

Więc nie wiadomo co robią, gdy ich nie ma, poza jedną czynnością, poza zmienianiem ulicom i placom i skwerom i etc. nazw. Nie robią tego zawsze, nie robią tego często, nie zdradzają tej działalności motywów, ale robią to z całą pewnością. Być może to ich plan na to by przejąć... a nie, rzeki już dawno przejęły władzę nad światem. Cóż, najwyraźniej nie nam dociekać działań naszych panów i władców. Lepiej nie kopać zbyt głęboko. Gotowi przyjść i zmienić naszej ulicy nazwę. Albo zrobić coś nawet gorszego. Tak więc nie wnikajmy w fakty, aby nie zostać fałszerzami kartografii, jak ci biedni geografowie.

poniedziałek, 19 sierpnia 2013

Odpadnięty Enter. Fotorelacja

Odpadł nam drugi Enter w klawiaturze, ten którego nikt nigdy nie używa. Chyba, że jednak używa, ale nie my. Odpadł nie wiedzieć dlaczemu. Oto fotorelacja z jego odpadnięcia, ponieważ jest to wydarzenie absolutnie niedoniosłe i zupełnie nic nieznaczące poza tym, że mamy od jakiegoś czasu wybrakowaną klawiaturę, co w absolutnie niczym nam nie przeszkadza.



Rekonstrukcja Entera przed odpadnięciem, gdyż ponieważ nie mamy zdjęcia z nieodpadniętym jeszcze, albo mamy ale za długo by szukać.




Enter od góry, Enter od dołu.




Puska po Enterze. To znaczy niepustka, tylko to co jest pod nim i co wciąż działa, tak jakby Enter cały czas tam był.



Prawie odpadnięty/nieodpadnięty* Enter.



I jeszcze więcej Entera z nóżkami. Nie może na nich iść. Pewnie by chciał i dlatego się urwał.


* Odpowiednie skreślić. Czy jakoś tak.

piątek, 16 sierpnia 2013

PT in ST


Tygrysek w Już Nie ST*. Czyli prawie jak Pan Tygrysek w Już Nie ST.

* Albo w TARDIS. Wygląda tak samo, w środku inaczej.

środa, 14 sierpnia 2013

Oczy-korzenie

Oko-korzeń podłączone do ołówka. Oko będące okiem edytora, dodatkowym dla pary standardowej. Wprowadzone w życie przez Betty Nobs.


Oczy to korzenie, korzeniami wrastające w mózg, po nich przekazują świat, świata aspekty niedostępne inaczej jak tylko w cząstkowości w inności nieocznej zmysłów bez korzeni i zmysłu z korzeniem. Ale korzenie oczne, one odmienne, one niepodłączone po prostu pod mózg, one weń wwiercone, na wskroś do tyłu, tam następuje odwrócenie na właściwą stronę, żeby nie patrzeć do góry nogami, żeby świat stał tak jak stoi, jak jest widzianym.

Korzenie: więc oczy są jak drzewa, jak wyrośle roślinne białkowe, z tęczówkami, źrenicami. Korzeniami pobierają energię do życia i ze światła jak słoneczne baterie pobierają też, czemu nie eksplodują - chyba przez to przeprowadzanie obrazów w tył, gdy moc z mózgu idzie ku nim, one tam w korę, tam wstecz posyłają z obrazem energii nadmiar, przesyłają obrazo-myśli, to amortyzuje. Gdy za dużo energii ze światła w nie wejdzie wtedy tracą swoją moc, ślepną by nie implodować, nie wytworzyć czarnych dziur, które pochłoną swojego nosiciela i wszystko inne, co ziarnkogroszna z oczu powstała czarna dziura pochłonąć zdoła, choćby i cały świat. Nie robiąc czarnych dziur ślepną w samoobronie.

Takie oczy-korzenie to moc. By widzieć, by pisać, by czytać by móc wprowadzać absurd ze swojego mózgu w mózgi nieswoje, dlatego wykorzystujemy je, dlatego wymagają szacunku i uwielbienia, oddawana hołdów wszelakich. All hail to eyes!

poniedziałek, 12 sierpnia 2013

Newsy, newsy, newsy

Tak, tak, nie przywidziało się wam. To jest post informacyjny. Bo się dzieje, bo zmiany i bo tak.

Więc zmiany: dodaliśmy w międzyczasach kilka podstron do absurdlanika. Linki bezpośrednie wrzuciliśmy w stopkę bloga, macie je też tutaj:
1. Opowieść, którą pisaliśmy na facebooku, czyli Bardzo dziwny król
2. Gazetka okołoabsurdalna stworzona z ludźmi, czyli Kill The Fez!
3. Żyraf w całości, czyli psychodeliczny żyraf płci żeńskiej

Więc mikroblogi:
1. Ćwierkacz, o którym już wspominaliśmy, gdzieś przy okazji
2. Tumblr, który założyliśmy przedwczoraj z winy Álfey

Wszędzie tam żyje nasz mózg i dziwność i mnóstwo absurdu. Ahoj!

piątek, 9 sierpnia 2013

Śpiewające pająki

W czytaniu mózg robi dziwne rzeczy, porusza się szybciej niż my. Czasem. Z ptaków, które śpiewają i pajęczyn, które wiszą rodzi śpiewające pająki - twór osobliwy. Czy pająk ma czym śpiewać, czy ma krtań, i język i coś więcej z jamy ustnej, ustno-nosowej? Większości nie, tylko to, co potrzebne mu do wysysania i osiem ócz.

A jednak potrafi śpiewać, tak podpowiada nam w rozpędzeniu mózg, gdy wpadnie w melodykę zdań, gdy pochłoną go słowa, gdy stanie się częścią ich i przekształci jedno nieopatrznie... pająki śpiewały. I to jest prawda, przez moment zanim tam dobiegniemy, zanim zapytamy "Co?" zmarszczywszy w zdziwieniu sobą brew, przez ten moment tak właśnie jest, i potem, kiedy już sprawdzimy mózgiem, że to jednak ptaki, śpiewające pająki zostają, one też tam teraz są, są w naszej pamięci, śpiewają, nieistotne co, nieistotnie, że to fizycznie niemożliwe, one są i zostaną już na zawsze, będą śpiewać nam do uszu swoje pajęcze kołysanki.

niedziela, 4 sierpnia 2013

Mózg

Dziwna maszynka do przegrzewania się i wymyślania dziwnych rzeczy, oraz rzeczy genialnych, rzeczy głupich, rzeczy, które zdają się genialne, ale są głupie, oraz zapewne rzeczy przeciętnych, ale kto by się tymi przejmował. Maszynka, którą po wyhodowaniu nie tak łatwo roztopić trudną lekturą, ale łatwo czymś, co dziwni ludzie uważają za trochę wstydliwą przyjemność, nasz mózg na to krzyczy "Nieeeeeeeeeeeeeeeeeeeeeee!" i zaczyna się topić, on tego nie lubi. Można go zmęczyć, tak żeby było mu dobrze zmęczenia mimo, nie posiada protokołu "zakwasy", ale posiada protokół "ból" niestety, szczęśliwie nie z przepracowania, z przepracowania to tylko pozytywne wyprucie.

Uwielbiamy nasze. Uwielbiamy się nimi dzielić na ćwierkaczu i innych, pomaga krzyżykotag odpowiedni, wtedy większa radość z dzielenia, choć to nie to famo co operacja na otwartym mózgu, przeszczep wielonarządowy... to znaczy wielomózgowy (my mamy 4, więc czemu mielibyście... a nie, my mamy 4 i jesteśmy wyjątkowi, nie chcemy samych wyjątkowych, mwhahahahahahahahaha!!!!). Uwielbiamy nasz mózg.

poniedziałek, 29 lipca 2013

Niebieskie morskie ślimaki, czyli cykl, którego nie będzie

Cykl miał się nazywać "Poleć blog, na którym nic się nie dzieje". Pierwszy post miał być o ślimakach i Trampaczach Betty oraz kamuflującym kolorze niebieskim, być może napędzie NTP i tego typu rzeczach. Ale zosia odradziła. Więc cyklu nie będzie.

Szkoda. Ślimaki bywają cool, zwłaszcza niebieskie, zwariowane z trampkami i do tego w wykonaniu Betty. Ale skoro nie, to nie.

środa, 24 lipca 2013

Nic, dżdżownice i wtule

Nic to bardzo piękne... niecoś. W codziennie się mówi, że nic się nie dzieje, że nic nie słychać, że nic, że ono działa, w jakiś sposób jest, wypełnia nasze życia. Ale to nie prawdziwe nic, to tylko to, jak nic ludzie racjonalizują. Prawdziwe nic nie istnieje i żadne zdanie, żadna myśl o jego istnieniu/działaniu nawet próbująca wyjść poza te słowa nie będzie blisko tego czym nic... tego co nic, znaczy. Nieujmowalność w słowa bywa piękna. Potężna. Przerażająca.

Dżdżownice są czymś. Stworzeniem wtulolubnym, tak rozmawiają, przekazują plotki, gdzie jest dobre jedzenie, gdzie nie utną głowy szpadlem na wpół, one poklepią cię takim wtulem metaforycznie po ramieniu i odpełzną wtulać-rozmawiać z innymi z glistowatych. Od nich stworzenia jak ludzie nauczyły się znaczenia wtuli, nauczyły się czuć je instynktownie i dzielić i prosić o, kiedy trzeba, ale nie wszystkie, nie wszystkie mają odwagę poprosić i dać wtul, nie tak jak dżdżownice, które wtulają zawsze, gdy mogą i zawsze gdy trzeba.

Bo dżdżownice są we wtulach lepsze od ludzi.


P.S. Oglądajcie Broadchurch.
P.S.2 A tak poza tym założyliśmy Dziennik dziwności i wciąż jeszcze go prowadzimy.

czwartek, 18 lipca 2013

Las w pudełku zapałek

Znajdujemy takie dziwne, tajemnicze z lasem nadrukowanym, to musi coś znaczyć.



Myślimy, czy może nie las został przerobiony na zapałki, to nawet logiczne, ale i smutne - las ścięty, pocięty, osiarkowany, zostanie bezrefleksyjnie przez człowiekowate spalony. Więc nie. To nie tak. To nie absurd, który kazał umieścić zapałkoproduktorom inny niż zwykle się spotyka obrazek na nich.

Są też zapałki z morzem, zapałki z zachodzącym słońcem w zestawie*, ale tylko te z lasem wywołują wrażenie zaintrygowania. Dlaczego.

Podążamy za intuicją pierwotną. W nich zamknięty jest las. Szumiący, pełen życia, zielony, rozsłoneczniony las. Pomiędzy zapałkami, w dodatkowych wymiarach specjalnie dla niego w to pudełko wbudowanych, tajemniczymi technologiami, żeby mógł żyć. Nie zminiaturyzowany, w środku jest wystarczająco dużo miejsca na naturalny rozmiar, nieskończoności pomiędzy wymiernymi kawałkami drewna nieznanego pochodzenia, nie z lasów, to pudełko jest lasochronne, więc nieskończoności pomiędzy nimi pomieściłyby więcej niż jeden, ale jeden wystarczy, jeden potrzebuje miejsca, by rosnąć w nieskończoność, nieskończenie wiele miejsca, które przetrwa.

Zapałki spłoną i zniknie pudełko, wyrzucone, rozłoży się, ale las zostanie, wciąż pełen życia, przy dobrych wiatrach może nawet wyrośnie na resztkach swego ukrycia. Przy niedobrych będzie bezpieczny, kiedyś inni kosmici niż my go odnajdą zachwycą się, pozwolą rosnąć, pozwolą mu być. Mądrzy ludzie robią takie zapałki.


* One zrobione z morza, zrobione ze słońca, tak one takie są, palą się nadzwyczaj dobrze, zwłaszcza te ze słonej wody.